Oferta Enei nie przełamała pesymizmu

Agnieszka Berger
opublikowano: 2008-10-27 00:00

Jeden dzień sprzedaży akcji Enei to zbyt mało, by wyciągać wnioski. Ale biura maklerskie nie liczą na cud i nie szykują kredytów.

Jeden dzień sprzedaży akcji Enei to zbyt mało, by wyciągać wnioski. Ale biura maklerskie nie liczą na cud i nie szykują kredytów.

Od piątku trwają zapisy na akcje poznańskiej Enei. To pierwsza od czasu tarnowskich Azotów duża giełdowa oferta prywatyzacyjna. Jeszcze niedawno takie okazje przyciągały do biur maklerskich rzesze zainteresowanych inwestorów indywidualnych, którym biura oferowały specjalne produkty kredytowe na zakup akcji na rynku pierwotnym. Ale czasy się zmieniły.

— Przez cały dzień ani jeden klient nie zapytał o Eneę. Nie dostaliśmy żadnego telefonu w tej sprawie. A oferta jest krótka, zapisy będą trwały w sumie tylko sześć dni — mówi anonimowy pracownik punktu obsługi klienta jednego ze znanych biur maklerskich.

— To dopiero początek. Kulminację zainteresowania ofertą zawsze obserwuje się podczas dwóch, trzech ostatnich dni jej trwania — pociesza Marek Pokrywka, dyrektor wydziału operacyjnego Domu Maklerskiego BOŚ.

Zaraz jednak dodaje, że z pewnością nie należy spodziewać się cudu.

— To nie tajemnica, że nie ma zainteresowania giełdą, a więc również rynkiem pierwotnym. Żeby drobni inwestorzy wrócili do biur maklerskich, musi poprawić się koniunktura. A nic nie wskazuje na to, że stanie się to w najbliższych dniach. Szkoda, ciekawa spółka, ale takie czasy — podsumowuje przedstawiciel BOŚ.

Braku entuzjazmu dowodzi też oferta kredytowa przygotowana przez biura maklerskie, a raczej… jej brak. Gdy sprzedawały się Azoty, inwestorzy mieli możliwość skorzystania ze specjalnych kredytów. Jednak dla kupujących oferta skończyła się źle, co zdaniem naszych rozmówców rzuciło cień na sprzedaż Enei.

— Nie zaoferowaliśmy na razie klientom żadnego kredytu na zakup akcji Enei, choć wartość puli akcji kierowanej do inwestorów indywidualnych jest większa niż cała oferta Azotów. Robiliśmy rozeznanie na rynku. Wynika z niego, że inne biura też niczego nie przygotowały. Oczywiście nie wykluczamy, że wprowadzimy taki produkt przed końcem zapisów, ale będzie on oferował dźwignię 100-, najwyżej 200-procentową, nie będzie się więc różnił od standardowej oferty na zakup akcji na rynku wtórnym — mówi Krzysztof Habrajski, dyrektor katowickiego oddziału Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Na cud nie liczy też najwyraźniej BZ WBK, który jest oferującym akcje Enei na rynku polskim, bo nie zaproponował klientom specjalnego kredytu.

— Jesteśmy realistami. Sytuacja na rynku sprawia, że nie ma zainteresowania kredytami. W takich realiach, jeśli inwestorzy będą kupować akcje, to za własne pieniądze. Przyjęliśmy już pierwsze zapisy na Eneę, ale jeden dzień oferty to za wcześnie na podsumowania — mówi Ryszard Czerwiński, wiceprezes DM BZ WBK.