Największa oferta publiczna w tym roku zakończyła się sukcesem. Impel sprzedał wszystkie akcje i czeka na jutrzejszy debiut giełdowy.
33 inwestorów instytucjonalnych wystarczyło, aby oferta publiczna Impelu, wchodzącej właśnie na giełdę grupy usługowej zakończyła się powodzeniem. Tyle właśnie instytucji finansowych objęło 5,5 mln akcji wrocławskiej firmy, czyli całą oferowaną im transzę.
Drobnym graczom firma pozostawiła niewiele akcji — zaledwie 500 tys. walorów o wartości 13 mln zł. Na papiery skusiło się 1683 inwestorów, którzy chcieli kupić ponad 3 mln akcji. W takiej sytuacji stopa redukcji wyniosła prawie 84 proc.
— Oferta publiczna była krojona pod inwestorów instytucjonalnych i takie jej zakończenie nie powinno dziwić — mówi Sebastian Słomka, analityk BDM PKO BP.
Impel z pierwszej emisji publicznej zbierze ponad 156 mln zł. Wpływy przekroczyły 80 mln zł, więc połowa nadwyżki zostanie przeznaczona na odkup akcji od dotychczasowych udziałowców. Zakładając umorzenie około 1,5 mln akcji, do udziałowców powinno trafić około 40 mln zł. Reszta pieniędzy pójdzie na akwizycje w kraju i za granicą oraz zasili kapitały spółki.
Zgodnie z wcześniejszymi informacjami, pierwsze notowanie praw do akcji Impelu planowane jest na 16 października. Spółka liczy, że pierwsze sesje będą udane.
— Chcieliśmy zakończyć ofertę nadsubskrypcją, aby część popytu przeniosła się na giełdę — mówił kilka dni temu Sławomir Borkowski, wiceprezes Impelu.
Popyt może pochodzić głównie od drobnych inwestorów, bo zainteresowane instytucje miały już swoją szansę w trakcie oferty publicznej.
— Na miejscu nowych akcjonariuszy Impelu zrealizowałbym szybko zysk z inwestycji i czekał na zmianę przepisów w zakresie zakładów pracy chronionej. Nie wiadomo, co ona przyniesie — zwraca uwagę Sebastian Słomka.
W ubiegłym roku Impel otrzymał od Skarbu Państwa prawie 90 mln zł z tytułu zatrudniania niepełnosprawnych. Po zmianie przepisów kwota ta stopnieje co najmniej o połowę.