Oficjalne bankructwa to nie wszystko

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2014-03-04 00:00

Przedsiębiorczość: Nie wystarczy śledzić liczby oficjalnie ogłoszonych upadłości, żeby móc właściwie ocenić ryzyko prowadzenia biznesu

Trzech z czterech głównych ubezpieczycieli należności w Polsce regularnie monitoruje bankructwa na naszym rynku. Raporty Coface, Euler Hermes i KUKE co miesiąc informują, ile firm upadło w danym okresie, jakiej wielkości były to przedsiębiorstwa, w jakim rejonie zbankrutowało ich najwięcej i które branże były najliczniej reprezentowane w tym kontekście. To wiedza, która może pomóc ocenić sytuację gospodarczą i ryzyko prowadzenia własnej firmy.

BUDOWLANKA UCIERPIAŁA NAJMOCNIEJ: Przez długi czas to branża budowlana królowała w zestawieniach oficjalnie ogłaszanych upadłości. Problemów jeszcze się nie pozbyła, bo dzisiaj znowu jest na podium. W lutym br. w budowlance upadło najwięcej firm (20). Największy bankrut, z obrotem ponad 430 mln zł, też działał w tej branży. [FOT. GK]
BUDOWLANKA UCIERPIAŁA NAJMOCNIEJ: Przez długi czas to branża budowlana królowała w zestawieniach oficjalnie ogłaszanych upadłości. Problemów jeszcze się nie pozbyła, bo dzisiaj znowu jest na podium. W lutym br. w budowlance upadło najwięcej firm (20). Największy bankrut, z obrotem ponad 430 mln zł, też działał w tej branży. [FOT. GK]
None
None

Tysiąc kontra dziesiątki tysięcy

Zanim jednak na podstawie liczby oficjalnych upadłości zaczniemy wyciągać daleko idące wnioski, warto zwrócić uwagę na kilka faktów. Przede wszystkim, ok. 900 firm, które upadły w Polsce w 2013 r. (wg Euler Hermes 926, wg KUKE 886, a wg Coface 883), to bardzo niewiele w porównaniu z liczbą upadłości przedsiębiorstw w innych gospodarkach.

— Gdy rozmawiamy z klientami, zazwyczaj nie mogą wyjść z zadziwienia, że w Polsce upadłości ogłasza się mniej niż tysiąc w roku, natomiast w ustabilizowanych i bogatych gospodarkach są to dziesiątki tysięcy rocznie — zwraca uwagę Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE. Na Węgrzech, jak wynika z danych Coface, bankrutów jest rocznie ok. 22 840, w Czechach 7 142, w Rumunii 23 665, a we Francji ok. 62 000. W Niemczech, jak podaje Creditreform, w 2013 r. upadło 26 300 firm. Przy tym tak ogromne różnice pomiędzy upadłościami w Polsce i za granicą nie są wcale efektem lepszej kondycji naszej gospodarki ani dużo większej liczby firm, które działają na innych rynkach.

— Różnica wynika przede wszystkim ze struktury firm, które zgłaszają upadłość. U nas ten proces dotyczy głównie spółek prawa handlowego, dużych i średnich firm, a w rozwiniętych gospodarkach to przede wszystkim firmy najmniejsze, które u nas zamyka właściciel samodzielnie w sytuacji nierentowności, bez udziału sądu i w miarę możliwości rozliczając się z kontrahentami — tłumaczy Piotr Soroczyński.

To nie wszystko

Oficjalna liczba upadłości nie oddaje więc w żaden sposób rzeczywistej liczby firm, które co roku znikają z rynku. Potwierdza to choćby liczba wniosków o upadłość, które trafiają do sądów. Z danych Coface pozyskanych z Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2013 r. złożono ich 4806. Z tego tylko w 926 przypadkach sądy ogłosiły o upadłości firm, czyli w ok. 20 proc.

— Zazwyczaj przyjmuje się, że stosunek liczby wniosków do liczby upadłości wynosi 4:1. Jednak czasem jest większy, zbliżając się do 5:1, a czasem obniża się do zaledwie 3:1. Jest to pochodną ujawniania się trendu w zakresie wymuszania na nierzetelnym kontrahencie zaległej płatności, poprzez zgłoszenie wniosku o upadłość, choć firma, której dotyczy wniosek o upadłość, jest zazwyczaj w przyzwoitej kondycji finansowej. W spokojniejszym dla gospodarki okresie takich prób jest mniej. Mniej jest też wniosków odrzuconych z powodu braku majątku — zwraca uwagę Piotr Soroczyński.

W minionym roku w Polsce aż 1165 wniosków o upadłość sądy odrzuciły, ponieważ majątku firmy nie starczyłoby na pokrycie kosztów postępowania sądowego. To oznacza, że ich sytuacja była jeszcze gorsza niż tych 926 podmiotów, których upadłość została oficjalnie ogłoszona. Mamy więc kolejną, liczniejszą grupę bankrutów. Choć i to nie wszystko. — Oficjalne liczby upadłości nie uwzględniają przedsiębiorców, którzy zakończyli aktywność gospodarczą poprzez likwidację lub zawieszenie działalności, a tych jest znacznie więcej — zwraca uwagę Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce.

Samych jednoosobowych działalności, które co roku znikją z rynku, są dziesiątki tysięcy.Jak analizuje Tax Care na podstawie danych z rejestru REGON, co miesiąc wyrejestrowuje się z niego ok. 21 tys. przedsiębiorców, a drugie tyle ją zawiesza. Według danych CEIDG, w samym II kwartale ub.r. działalność zawiesiło ponad 62 tys. przedsiębiorców. Ale nie tylko jednoosobowe działalności znikają z rynku, pominąwszy drogę sądową.

Dane GUS pokazują, że od początku 2013 r. w ciągu 6 miesięcy z rejestru zniknęło 144665 firm, z czego 137284 to jednoosobowe działalności. Firm działającychw innych formach prawnych, które się wyrejestrowały, było więc 7 381. Tym samym ogółem z rynku w ciągu pół roku zniknęło 3,6 proc. podmiotów gospodarczych.

Ile ich naprawdę znika

Nieznane są jednak powody wyrejestrowywania się firm z ewidencji. Nie wiadomo, ile z nich było w tak złej kondycji, że musiało zamknąć działalność, a ile zostało wyrejestrowanych z innych powodów, w wyniku choćby przejęcia. Na pewno jednak bankrutów było więcej niż oficjalnych upadłości, o których tyle się mówi.

Zdaniem Piotra Soroczyńskiego, rocznie w Polsce w sektorze przedsiębiorstw upada ok. 2 proc. podmiotów. — Czyli ze stu faktur wystawionych kontrahentom dwie będą dotyczyły firmy, które popadną w upadłość i nie zostaną zapłacone. Z pozoru niewiele. Ale typowa rentowność obrotu netto przedsiębiorstw to 4 proc. Czyli te dwie faktury zjedzą połowę wypracowanego w całym roku zysku — wylicza Piotr Soroczyński.

Warto też jednak zauważyć, że na miejsce bankrutów pojawiają się nowe firmy. GUS podaje, że w ciągu pierwszego półrocza 2013 r. więcej firm się zarejestrowało (189 623), niż wyrejestrowało (144 665). W efekcie liczba wszystkich firm sięgnęła 4020349 i była większa niż pół roku wcześniej.

Trudno jednak na podstawie danych w rejestrze REGON wnioskować nie tylko o liczbie wyrejestrowań z powodu niewypłacalności, ale także o liczbie rzeczywiście funkcjonujących firm. Na przykład, jak zauważa Katarzyna Siwek z Tax Care, podaje się, że funkcjonuje w nim 2,96 mln jednoosobowych działalności, ale żeby na tej podstawie oszacować liczbę istniejących firm, rozumianych jako pewne przedsięwzięcie biznesowe, a nie numer REGON, trzeba pomniejszyć ją m.in. o przedsięwzięcia rodzinne oraz spółki osobowe.

— Małżonkowie, którzy razem prowadzą biznes, nawet jeżeli oboje zarejestrowani są jako przedsiębiorcy, de facto tworzą jedną firmę, a nie dwie. Ile jest takich podmiotów? Nie wiadomo — stwierdza Katarzyna Siwek.

72 bankructwa w lutym

W lutym tego roku sądy ogłosiły upadłość 72 firm, których roczny zsumowany obrót sięgał 1,1 mld zł, a zatrudnienie ok. 2,6 tys. osób – podaje Euler Hermes na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. Rok temu w lutym bankructw było 76. Euler Hermes zwraca uwagę, że obecnie znów na podium upadłości wysunęła się branża budowlana. Co prawda w lutym upadło 20 firm z tej branży, w porównaniu z 22 rok wcześniej. Ale największa upadłość dotyczyła w minionym miesiącu właśnie firmy budowlanej, z obrotem ponad 430 mln zł. Łączny zsumowany obrót bankrutów z budowlanki stanowił 60 proc. zsumowanego obrotu wszystkich. W stosunku do zeszłego roku nie zmniejszyła się liczba upadłości w dystrybucji hurtowej, a w usługach była zbliżona. Mniej niż przed rokiem upadło natomiast firm produkcyjnych.