Oko za oko, piwo za mięso

Czesi kontrolują ciężarówki z polskim mięsem, również pod względem stanu technicznego. Reszta branży spożywczej spodziewa się, że wojna skończy się na słowach

Od czasu ujawnienia przez Superwizjer TVN nielegalnego uboju chorych krów w ubojni w Ostrowi Mazowieckiej Czesi zapowiadają wprowadzenie różnych obostrzeń w handlu mięsem z Polską. W środę Miroslav Toman, minister rolnictwa, ogłosił, że od następnego dnia wprowadza kontrole wszystkich transportów importowanej od nas wołowiny. Decyzja ma związek z kolejną aferą — w magazynach firmy Frost Logistics w środkowych Czechach znaleziono 700 kg sprowadzonego z Polski mięsa zarażonego salmonellą. W czwartek od rana na drogach w całych Czechach funkcjonariusze policji, we współpracy ze służbami celnymi i weterynarzami, rozpoczęli kontrolowanie ciężarówek na polskich numerach. Sprawdzane jest m.in. oznaczenie ładunków i temperatura w transporcie. Przy okazji — jak informuje telewizja Nova — badany jest też stan techniczny pojazdów.

Miroslav Toman, czeski minister
rolnictwa, w odpowiedzi na zapowiedź kontroli piwa przez Polaków, umieścił na
Twitterze wpis o kontroli organoleptycznej, której wyniki okazały się bardzo
zadowalające.
Wyświetl galerię [1/2]

Miroslav Toman, czeski minister rolnictwa, w odpowiedzi na zapowiedź kontroli piwa przez Polaków, umieścił na Twitterze wpis o kontroli organoleptycznej, której wyniki okazały się bardzo zadowalające. twitter.com-Zemědělství ČR

Jan Krzysztof Ardanowski, szef resortu rolnictwa, pokazał się tymczasem podczas degustacji „polskiej wołowiny”. Na zapowiedzi czeskich kolegów odpowiedział, że też możemy kontrolować czeskie produkty, np. piwo, pod kątem tego, „czy zawsze temperatura jest odpowiednia, daty ważności, zawartości słodu i alkoholu” — poinformowało radio Tok FM. Jan Krzysztof Ardanowski zaznaczył jednocześnie, że nie chce „odpłacać pięknym za nadobne, ale jeżeli będziemy szantażowani, nie mamy innego wyjścia”. Sprawę w czwartek szeroko komentowały czeskie media. Na reakcję ich ministra rolnictwa nie trzeba było długo czekać. Wczesnym popołudniem resort opublikował na Twitterze zdjęcie Miroslava Tomana z kufelkiem Budweisera i podpisem: „Skontrolowałem jakość czeskiego piwa: temperaturę, termin przydatności do spożycia i zawartość słodu. Wszystko jest w porządku”.

Po co to komu

Zdaniem Petra Havla, analityka rynku rolnego, cytowanego przez serwis Aktuálně. cz, podejmowane działania są nieadekwatne do okoliczności.

— Wynikają one z walki konkurencyjnej, zarówno między poszczególnymi krajami, np. Polską i Czechami, jak też między hodowcami i rzeźniami na wewnętrznym polskim rynku. Oczywiście błędy jednego podmiotu, jeśli staną się publiczne, są wykorzystywane przez konkurentów, ale również przez przeciwników hodowli i konsumpcji produktów pochodzenia zwierzęcego — tłumaczy Petr Havel.

Polska ma jednak więcej do stracenia. Z danych GUS za 11 miesięcy zeszłego roku (brak jeszcze danych całorocznych) wynika, że Czechom sprzedaliśmy artykuły rolno-spożywcze za 1,4 mld EUR. Kupiliśmy zaś od nich żywność za 553 mln EUR, w tym piwo za 19,6 mln EUR. Poza wołowiną do popularnych polskich towarów należą wieprzowina i drób, jaja, produkty mleczarskie, piekarnicze i wyroby tytoniowe. Producenci z tych sektorów spodziewają się „odpowiedzialności zbiorowej”, ale na poziomie werbalnym. Realnie Czesi nie mają wielkiego wyboru, jeśli nie chcą przepłacać za towar.

— Oczywiście przypadek uboju chorych krów był niedopuszczalny, ale nie może być przekładany na cała branżę. Producenci mięsa drobiowego i jaj od dawna mają w Czechach problemy. Co jakiś czas wysyłki są wstrzymywane, a polskie produkty obrzydzane opinii publicznej — komentuje Mariusz Szymyślik dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

Czesi to czwarty odbiorca naszych jaj i piąty mięsa drobiowego.

— To dla nas ważni partnerzy, ale my też jesteśmy im niezbędni. Tamtejszy handel nowoczesny potrzebuje dobrego towaru w dobrej cenie, bo Czesi nie chcą innego kupować. Zbliżonej jakości i w podobnej cenie mogliby importować tylko z Ukrainy. Obecne problemy, podobnie jak poprzednie, zaliczyłbym do kategorii specyficznego „marketingu słownego”, a nie realnego zagrożenia załamaniem handlu — mówi Mariusz Szymyślik.

Wspólny interes

Spory na linii polsko-czeskiej nie powinny być większym problemem dla branży tytoniowej, która jest jednym z największych polskich eksporterów spożywczych. Na zdominowanym przez międzynarodowe koncerny rynku największym graczem pod względem udziałów i w Polsce, i w Czechach jest Philip Morris. O ile jednak w Polsce, gdzie działa fabryka w Krakowie, ma on niecałe 40 proc. udziału rynkowego, o tyle w Czechach jest to prawie 70 proc. Czeski oddział koncernu produkuje papierosy w dużej fabryce w Kutnej Horze, skąd trafiają też na ponad 40 rynków eksportowych. To jedyny zakład tego rodzaju w Czechach.

— Rozwój polsko-czeskiego handlu jest w interesie obu stron. To oczywiste, że ktoś specjalizuje się np. w produkcji mleczarskiej, a w ktoś w samochodach. Nie ma sensu licytować się na barwne wypowiedzi i toczyć walki. My kupujemy w Czechach maszyny do fabryk — więc rozwój naszej sprzedaży oznacza, że będziemy potrzebować ich więcej. Jestem przekonany, że moglibyśmy więcej eksportować akurat w tym kierunku — to sąsiad o podobnych nawykach i zwyczajach żywieniowych. Dlaczego nie zaopatruje się w Polsce szerzej? Nie wiem, może to kwestia walki z polską żywnością, a może czegoś innego — komentuje Dariusz Sapiński, szef Mlekovity. © Ⓟ

Współpraca: Bartłomiej Mayer, MZAT

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy