Jeśli powiem: omoda, jakie będzie twoje pierwsze skojarzenie? Moje jest mocno wnętrzarskie. W drugiej, może trzeciej klasie podstawówki uknuliśmy ze szkolnym kolegą chytry plan. Stworzyliśmy swój unikalny szyfr. Chodziło o to, by postronni, słuchając nas, nie byli w stanie odkryć naszych przebiegłych zamiarów. Pomysł wydawał się genialny i - co ważniejsze - nie wymagał godzin studiowania zasad szyfrowania słów. Bo zasada była jedna. Usunięcie pierwszej litery z każdego wyrazu. W ten sposób stałem się „arcinem” a mój przyjaciel „ukaszem”. Chytre, nie? Co więcej, gdy pytałem Łukasza: „dziemy a ower o zkole ?”, pewien byłem, że moje pytanie rozumie wyłącznie jego adresat, a inni tylko próbują doszukać się sensu w tych, jak mi się zdawało, losowo wypowiadanych literkach. Enigma normalnie. No to z czym może mi się dziś kojarzyć omoda?
Sens nazwy
Jeszcze przed lekturą oficjalnego komunikatu wątpiłem rzecz jasna w to, by etymologia nazwy Omoda w jakiś sposób wiązała się z naszym „szyfrem”. Po lekturze wiem, że Omoda to zlepek. Pierwsza jego część - „O” - nawiązuje do tlenu (oxygen), druga, „moda”, do słowa: modern (nowoczesny). Marketingowy przekaz? Coś w stylu niezbędne i nowoczesne. Tak to widzę. I taka właśnie (niezbędna i nowoczesna) chce być nowa marka aut. Chińska. Właśnie zawitała nad Wisłę.
O tej marce na starym kontynencie zaczęto mówić w okolicach kwietnia 2023 r. Wówczas to jej właściciel - chiński koncern Chery International - ogłosił plany europejskiej ekspansji. Chery International nie jest motoryzacyjnym nowicjuszem. W zeszłym roku na całym świecie sprzedał 1,2 mln aut różnych swoich marek i to nie tylko w Chinach, ale również poza granicami tego kraju. Łącznie dostarczył już ponad 11 mln samochodów. Koncern sprzedaje auta m.in w Meksyku i Afryce. Łącznie w 2022 r. poza Chinami sprzedał 450 tys. samochodów. Teraz, przy pomocy Omody, wprowadza w życie plan powalczenia o gusta europejskich klientów i zapowiada, że do 2030 r. globalna sprzedaż koncernu osiągnie poziom 1,4 mln samochodów.
Sama Omoda to stosunkowo młoda marka. Pomyślana jest jako twór globalny i dopasowany do gustów klientów spoza Chin. Auta Omody można już kupić w Turcji, Australii czy Izraelu. Za chwilę będą dostępne także w Unii Europejskiej i - co za tym idzie - w Polsce. Mało tego, nasz kraj jest jednym z pierwszych, w których Omodę będzie można nabyć.
Dlaczego właśnie Polskę wybrano na przyczółek do europejskiej ofensywy? Ajax Jia, dyrektor marki na Polskę, mówi, że złożyło się na to kilka elementów. Lokalizacja, potencjał i fakt wysokiego udziału aut spalinowych w rynku. A od takiego właśnie Omoda chce zacząć bój o szacunek i serca kierowców z Europy. Jeśli się uda, marka nie wyklucza możliwości uruchomienia w Europie produkcji. Czy Polska ma szansę? Za wcześnie na takie pytania. Ale warto zaznaczyć, że koncern, do którego należy Omoda, na poważnie podchodzi do podboju europejskich rynków. Ma pięć centrów badań i rozwoju na różnych kontynentach. Zatrudnia w nich 9 tys. osób. A należąca do niego marka DR produkuje już auta we Włoszech i w pierwszym kwartale tego roku dostała się do pierwszej 20-stki najpopularniejszych marek w tym kraju, ze sprzedażą większą niż np. Mazda czy Volvo. Jak będzie z Omodą?
Armia pięćdziesięciu
Ofensywę zaczyna skromnie. Na tyle, że trudno o używanie słowa ofensywa. Do europejskiego portu (konkretnie w Hiszpanii) zawinął niedawno statek z pierwszą partią omód. Konkretnie - 51 samochodów. Jeden model, jeden rodzaj napędu. Śmiechy śmiechami, ale od czegoś trzeba zacząć. Ponieważ jeszcze słyszę echa rechotu na wieść o wielkości pierwszego „kontyngentu”, napomknę, że poza granicami naszego kontynentu nabywców znalazło już ponad 80 tys. egzemplarzy tego modelu, a przedstawiciele koncernu przekonują, że dobiją w tym roku do 200 tys.
Co to za model? Nazywa się 5. Omoda 5. Ma 4,4 m długości, 1,8 m szerokości i jest wysoki na niemal 1,6 m. Rozstaw osi to nieco ponad 2,6 m. Rozmiarowo Omoda 5 plasuje się zatem w grupie, do której należy np. Toyota C-HR i Kia Niro. Początkowo samochód będzie można kupić w jednej wersji - spalinowej, z napędem na przednią oś. Pod maską silnik benzynowy, o pojemności 1,6 l i mocy niecałych 200 KM. Między nim a kołami automatyczna, 7-biegowa, dwusprzęgłowa skrzynia.
W niedalekiej przyszłości ofertę ma uzupełnić wersja na prąd - Omoda 5 EV. Na razie nie wiadomo zbyt wiele o parametrach tego chińskiego elektryka, poza tym, że wygląda inaczej, bo choć ma te same wymiary, co spalinowy imiennik, to powstał na innej platformie i - z racji aerodynamiki - prezentuje nieco inne oblicze. Z czasem na rynek ma trafić mniejszy model Omoda 3, większy - 7 oraz dwa samochody sub-marki premium - Jaecoo.
Skoncentrujmy się jednak na Omodzie 5. Na wrażenia z jazdy przyjdzie jeszcze poczekać. Na razie tylko słuchałem o aucie, patrząc na nie. Stylistyka? charakterystyczna, ale nie kontrowersyjna. Mniej lub bardziej trzyma się aktualnych trendów (żeby nie powiedzieć mód). Wielki masywny grill, 18-calowe koła, cyfrowy kokpit z dwoma ekranami (każdy po 10,2 cala) i asystent głosowy aktywowany hasłem „Hello Omoda”. Słowem na czasie, ale bez wyraźnych przewag.
Bagażnik? 378 l (po złożeniu kanapy 1075 l). Bezpieczeństwo? Auto ma na pokładzie wszytko to, co uprawnia producenta do oferowania go na terenie UE, a z oficjalnego komunikatu wynika, że w testach zderzeniowych EuroNCAP Omoda 5 otrzymała maksymalny wynik - pięć gwiazdek.
Zaszyfrowany pean
Patrząc i słuchając o nowym modelu nowej marki trudno przewidzieć, czy przyjmie się od razu, po chwili czy nigdy. Z jednej strony Chińczycy słyną z szybkiej ekspansji w Europie i tego, że potrafią sprzedawać konserwatywnym klientom z naszego kontynentu auta o egzotycznie brzmiących nieznanych nazwach. Słyną, bo cuda czynią nie oni, ale ich ceny. Jak będzie wyceniona Omoda 5? Oficjalnych cenników jeszcze nie ma, ale polscy przedstawiciele marki zdradzili, że za auto trzeba będzie zapłacić (w zależności od poziomu wyposażenia) od 29 do 32 tys. EUR, co oznacza, że cennik powinien zaczynać się od około 130 tys. zł. To bardzo podobnie jak Kia Niro i Toyota CH-R, więc może sekret będzie drzemał w standardowym wyposażeniu.
Pierwsze auta powinny pojawić się w Polsce w okolicy września. Obecnie trwają rozmowy z dilerami. Omoda planuje także budowę własnych salonów.
Jednak zanim Omoda przekona nas do siebie, musi liczyć na kredyt zaufania. Musi też przyzwyczaić nas do zupełnie nowej motoryzacyjnej nazwy. Na razie zna ją niewielu. Nawet autokorekta w moim edytorze tekstu - ponoć współpracująca z AI - z uporem maniaka proponuje mi zamianę słowa Omoda na moda lub… komoda. Aha! Czyli jednak jest coś na rzeczy z tym moim „szyfrem”.









