On i mama

Rafał Kerger
opublikowano: 2007-11-12 00:00

Wiktor Marconi, syn głównej akcjonariuszki Polcoloritu, raczej na dobre przejął spółkę. I? Zwiększył przychody. Zgubił zyski. Ponoć chwilowo.

Na końcu biznesowego świata, na drodze z Jeleniej Góry do Szklarskiej Poręby, w Piechowicach, rozgrywa się jedna z najbardziej nietypowych historii biznesowych. W rolach głównych? Wiktor Marconi, prezes Polcoloritu, syn. I Barbara Urbaniak-Marconi, założycielka firmy, mama.

Przygoda z branżą Wiktora Marconiego, prezesa Polcoloritu, najmniejszego, ale też pierwszego notowanego na giełdzie producenta płytek ceramicznych, zaczęła się wtedy, gdy nastoletni Polonus w wieku 14 lat zaczął pomagać w rodzinnym biznesie. Mieszkali wówczas na stałe w ceramicznym regionie Włoch — Sassuolo. Jego mama od końca lat 70. była przedstawicielem handlowym maszyn marki Sacmi, dziś największego na świecie dostarczyciela urządzeń dla ceramiki. Wówczas największym jej klientem w Polsce było Opoczno.

— Bank Handlowy kupował od nas, sprzedawał centrali handlu zagranicznego, a centrala Opocznu — wspomina Marconi, który w tym czasie pracował jako przewodnik i tłumacz dla polskich delegacji.

Decydenci z Banku Handlowego w Warszawie, centrali handlu zagranicznego i Opoczna przyjeżdżali wtedy do Włoch, by podpisać kontrakt na dostawę urządzeń.

— Złożenie podpisu trwało pięć minut. Im jednak chodziło o turystyczną rozrywkę. Spełnialiśmy ich burżuazyjne zachcianki. Rzym, Florencja, Wenecja. Mama nie miała czasu ani chęci, więc ja z nimi jeździłem — uśmiecha się Marconi.

Odchodzi i przychodzi

Mimo wczesnego startu droga Wiktora Marconiego na najważniejszy fotel w rodzinnej firmie nie była usłana różami.

Barbara Urbaniak-Marconi założyła fabrykę ceramiki w Jeleniogórskiem w 1984 r. — firmę polonijną. W ten region kraju skierowała ją socjalistyczna władza, która w tamtych czasach wybierała, gdzie inwestor może uruchomić zakład, a gdzie nie. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że przez pierwsze 15 lat Polcoloritowi szło nieźle. Lata 1984-88 to czas, kiedy firma produkowała dekoracyjne płytki ceramiczne jako podwykonawca Opoczna.

Wiktor Marconi przeprowadził się do Polski na początku lat 90. Pierwszy raz do zarządu Polcoloritu trafił w 1997 r. Odszedł w 1999. Znów pojawił się jako członek zarządu w styczniu 2004 r., by odejść w grudniu. Po dwuletniej przerwie kolejny raz wrócił do zarządu, tym razem na funkcję prezesa, którą sprawuje do dziś.

— Dlaczego od początku nie pracowałem w rodzinnej firmie, lecz robiłem mamie konkurencję, sprzedając nad Wisłą ceramikę włoskich marek? Chciałem być w zgodzie ze sobą. Moje stosunki z akcjonariuszem większościowym przechodzą fazy lepsze i gorsze. Nie będę opowiadał, jak byłem wydziedziczony. Większościowa akcjonariuszka, która na co dzień przebywa we Włoszech, nie chciałaby o tym czytać. Po prostu moje poglądy na biznes są inne niż mojej mamy. Na tym cały czas polega problem — opowiada Wiktor Marconi.

Ambicjonalno-kompetencyjny pat między Barbarą Marconi a jej synem nikomu postronnemu nie przeszkadzał, do czasu, gdy pod koniec 2004 r. Polcolorit zadebiutował na giełdzie. Po kolejnym odejściu Wiktora Marconiego w grudniu 2004 r. nie było już tak różowo. 4,11 zł za akcję producenta ceramiki (kurs tuż po debiucie) to dziś niespełnione marzenie inwestorów i spółki. Akcje piechowickiego producenta w sierpniu 2005 r. kosztowały mniej niż 2,35 zł i do dziś, z pewnymi wahnięciami w górę lub w dół (ostatnio w dół), utrzymują się na tym poziomie. W tym czasie firmie trafiły się też mocno przeszacowane prognozy finansowe, co rynek musiał przyjąć z niezadowoleniem.

— Możecie wierzyć lub nie, ale nie sprawdzałem kursu Polcoloritu po moim odejściu i ponownym przyjściu do firmy. Odszedłem, bo nie mogłem realizować własnych — dodatkowych poza IPO — założeń. Obiecaliśmy sobie wtedy coś więcej niż tylko to, co w prospekcie. Wróciłem, bo obiecano mi, że dostanę zupełnie wolną rękę — wyjaśnia prezes.

Ma nadzieję, że tym razem na wprowadzenie swoich porządków w Polcoloricie dostał pełne trzy lata. Przez 11 miesięcy rozbudował strukturę zarządzania firmą tak, by skupić się na podstawowym celu, jaki mu przyświeca.

— Zamierzam znacznie zwiększać przychody Polcoloritu po to, by zaistniał w branży. Nawet za cenę zejścia z marży. W 2005 r. firma jechała na marży zysku netto 20 proc., ale przychody spadały, a wraz z nimi kurs akcji. Chcę to zmienić, pokazać rynkowi, że ten biznes się nie kurczy. Myślę o stworzeniu lub współtworzeniu grupy kapitałowej zajmującej się dystrybucją materiałów budowlanych w całym naszym regionie — wyjawia Wiktor Marconi.

Prywatnie zapalony myśliwy i kolekcjoner szabli jest dziś jedną z najważniejszych person nie tylko w Piechowicach, ale też w głównym mieście regionu, Jeleniej Górze. Czołowy tutejszy pracodawca od dwóch lat ma bicz na jeleniogórskich samorządowców: lokalny portal i gazetę pod tytułem „Jelonka”.

Zapewnia, że owego bicza używa rzadko.

— Moi dziennikarze mają zupełną swobodę — twierdzi.

Zgubione zyski

Pierwszym krokiem do realizacji ambitnej strategii prezesa Polcoloritu ma być przejęcie spółki produkcyjnej z Ukrainy. Na potrzeby tej inwestycji Barbara Urbaniak-Marconi i inni akcjonariusze spółki zgodzili się na sporą emisję papierów na wymianę, nie wiedząc, do kogo trafią. Przegłosowali też tanią emisję z prawem poboru (początkowo liczyli, że zrobią ją 14 listopada, jednak dziś wiadomo, że odbędzie się ona w styczniu).

— Powiem szczerze. Już dawno bym tam produkował, gdyby druga strona chciała tak szybko tej inwestycji jak ja — mówi Marconi.

Czyli że Ukraińcy nie chcą?

— Chcą, tylko u nich wszystko musi trwać. Spokojnie, bez nerwów — prostuje prezes.

Zapewnia, że chciałby też rozwijać sprzedaż na Zachodzie. Poczynił nawet pierwsze kroki. Polcolorit zyskał referencje sieci Hornbach w Niemczech i od początku przyszłego roku rozpocznie sprzedaż swoich produktów na tamtym terenie. Do końca półrocza będzie sprzedawać towar do 20 największych sklepów w północnych i wschodnich Niemczech. Dotąd eksport dawał ponad 40 proc. przychodów.

Spółce ostatnio udało się zwiększyć przychody, ale zapłaciła za to dość wysoką cenę. Po pierwszych trzech kwartałach roku — mimo 27-procentowego wzrostu przychodów w porównaniu z tym samym okresem 2006 r. — spółka miała słabszy o 15 proc. wynik operacyjny niż przed rokiem — wyniósł 3,4 mln zł, wobec 4,04 mln zł rok wcześniej. Po trzech kwartałach firma ma też 237 tys. zł straty netto

Prezesa Marconiego takie wyniki nie dziwią. I nie martwi się, że nie jest pewne, czy firma zamknie rok rzeczywistym zyskiem.

— Zatrudnienie dodatkowych osób musiało kosztować. Większa sprzedaż też. Nasze działania zaprocentują w przyszłym roku — przekonuje Marconi.

Pożyjemy, zobaczymy. Kluczowe będzie, czy trzyletnią kadencję syna wytrzyma Barbara Urbaniak-Marconi. n

Co robił, jak go nie było

Wiktor Marconi między wyjściem a ponownym wejściem do zarządu Polcoloritu kupił 60 proc. udziałów w budującej drogi firmie spod Wrocławia (niespełna 30 mln zł obrotu). Stał się także mniejszościowym udziałowcem Internet Media Services z Warszawy, które działają w trzech bardzo ciekawych segmentach: audiomarketingu, wideomarketingu i aromamarketingu. Obsługują ponad 1,5 tys. sieci handlowych w kraju. Niedługo zadebiutują na GPW. Prospekt emisyjny złożyły we wrześniu. W ubiegłym roku przy 10,2 mln zł przychodów miały 1,6 mln zł czystego zarobku. W tym spodziewają się 3 mln zł zysku netto i 17 mln zł przychodów. Szykują ofertę publiczną za 50 mln zł. Pieniądze z emisji chcą przeznaczyć na ekspansję poza kraj.

Ręczna enklawa

W stojącym pośrodku zakładu w Piechowicach odremontowanym domku po leśniczym Polcolorit robi ręcznie zdobione pojedyncze płytki. Rzemieślniczki sprostają niemal każdej prośbie klienta. Ceramiczny portret ma Jerzy Szmajdziński. Marzenia zrealizowało też trochę młodych par. Ale powstają też zwykłe rysunki czy odwzorowania pejzaży.

Stolica ceramiki

Sassuolo, skąd pochodzi rodzina Marconich, to miejscowość i gmina we Włoszech, w regionie Emilia-Romania, w prowincji Modena. Według danych z 2004 r., gminę zamieszkuje ponad 37 tys. osób. Region słynie z ceramiki. Swoje siedziby mają tu takie marki, jak: Monocibec, Marca Corona czy Marazzi Gruppo Ceram. W Sassuolo działa też założone we Włoszech w 1964 r. Włoskie Stowarzyszenie Producentów Płytek Ceramicznych i Materiałów Ogniotrwałych Assopiastrelle. Jest to ogromna i wpływowa organizacja. Zajmuje się m.in. informowaniem o włoskich zakładach produkcyjnych z branży oraz promowaniem ich produktów. Kilka lat temu pisano nawet, że Assopiastrelle koncesjonuje udział poszczególnych firm w najważniejszych targach sektora.

Rocznik 1984

Kiedy powstawała firma Marconich, w Polsce mocno trzymał się socjalizm. 2 sierpnia 1984 r. chargé d’affaires USA John R. Davis poinformował rząd PRL, że USA zamierzają cofnąć niektóre sankcje. Interpretowano to jako reakcję na uwolnienie więźniów politycznych. Do odwilży było daleko. W październiku esbecy zamordowali księdza Jerzego Popiełuszkę.

Rafał Kerger