Oni odrobili już straty z bessy

Adrian Boczkowski
20-11-2009, 00:00

Znaleźliśmy osiem spółek, których giełdowe kursy są wyższe niż w 2007 roku. I to nawet o 200 proc.

Pomimo dziewięciomiesięcznego rajdu krajowym indeksom giełdowym wciąż brakuje 70 proc., by dotrzeć do szczytu z lipca 2007 roku. Wtedy WIG miał 67,6 tys. pkt. Na warszawskim parkiecie przybywa jednak spółek, których wyceny są już wyższe niż w szczycie minionej hossy. My naliczyliśmy ich osiem.

Zainteresowaliśmy się jedynie spółkami z WIG, których akcje notowano na GPW tuż przed mocnymi spadkami, czyli w listopadzie 2007 r. Okazuje się, że nawet ci inwestorzy, którzy nie przeczuli wtedy załamania indeksów i męczącej bessy, ale dobrze wybrali cel inwestycyjny i są mu wierni do dzisiaj, mogą mieć teraz nawet trzy razy grubsze portfele.

Czym cechują się spółki, których kursy są obecnie wyżej niż w połowie 2007 r.? Liderzy mają jasną, niekiedy nawet bardzo prostą, strategię. Polega ona na zdobywaniu rynku, kreowaniu coraz lepszych perspektyw i zdobywaniu oraz zwiększaniu przewagi nad konkurencją. Szybkie tempo rozwoju, utrzymywane pomimo światowego kryzysu, musi być jednak przeprowadzane "z głową", a na pierwszym miejscu musi być kreowanie wartości dla akcjonariuszy. Wszystkie te cechy ma Integer (marka InPost), którego akcje od debiutu z 30 października 2007 r. zdrożały o 216 proc. Operator pocztowy dużo inwestuje w nowoczesne rozwiązania (paczkomaty, awizomaty, centra dystrybucyjne), dzięki którym odbiera klientów państwowemu monopoliście. Co ważne, Integer uzyskał już z funduszy unijnych 60 mln zł, czyli blisko trzy razy więcej niż z IPO. W III kwartale 2007 r. Integer miał 13,4 mln zł przychodów i 750 tys. zł zysku operacyjnego, a po dwóch latach jest to już odpowiednio: 34,9 mln zł i 2,87 mln zł. Suma bilansowa spółki urosła od końca września 2007 r. z 8,1 do 117,9 mln zł obecnie. To robi wrażenie. Podobnie jak dokonania Armatury, której udało się korzystnie (za blisko 100 mln zł) sprzedać grunt pod halę Makro Cash Carry, wykorzystać do ekspansji osłabienie złotego i szansę, jaką stworzył kryzys finansowy (tańsze zakupy komplementarnych spółek). Przemyślane działania i inwestycje krakowskiej Armatury (kurs jest o 40 proc. wyżej niż w debiucie z 31 lipca 2007 r.) sprawiły, że wartość księgowa na akcję skoczyła w dwa lata z 1,2 do 3 zł, a zysk operacyjny podwoił się. Zupełnie inną spółką jest również Mostostal Warszawa. Wartość księgowa na akcję budowlanej grupy skoczyła trzykrotnie, sprzedaż również się zwielokrotniła, a firma potrafi tak budować portfel zleceń, że utrzymuje wciąż wysokie marże.

146 proc. zysku od szczytu WIG z lipca 2007 r. przyniosła akcjonariuszom cukrownicza Astarta, która potraktowała kryzys jako szansę. I udało się. Podczas gdy konkurenci na Ukrainie mają spore problemy (brakuje surowca), Astarta systematycznie stawia na własne uprawy i skokowo zwiększa skalę działania. Dodatkowo ceny cukru pną się do góry, więc ostatnie zainteresowanie inwestorów nie dziwi.

Z bessą imponująco poradził sobie też kurs handlowego Eurocash. Jego notowania skoczyły od szczytu indeksu WIG z 2007 r. o 30 proc., podczas gdy postawienie wtedy na konkurencyjną Emperię oznaczałoby straty. Powód? Eurocash nie obiecywał inwestorom więcej, niż mógł wykonać, ale cały czas dynamicznie się rozwija i jego prosty model biznesowy sprawdził się w kryzysie. Tymczasem Emperia mocno rozbudziła nadzieje, zrobiła dużą emisję i… przejęcia nie zaspokoiły apetytu inwestorów. Długo trwa porządkowanie grupy kapitałowej, a zadowalające marże pojawiły się dopiero teraz.

A co jednak, jeśli nie ma się możliwości dynamicznej i opłacalnej ekspansji? Trzeba postawić na doskonalenie umiejętności generowania zysków, co pokazują: Forte, WSiP i Kogeneracja. Pierwsza ze spółek zoptymalizowała działalność i rozwija się w sytuacji, gdy konkurenci mają problemy lub się likwidują (jak np. Swarzędz). Chce też konsolidować rynek. Natomiast kurs WSiP, choć jest wyższy niż w szczycie minionej hossy, ma jeszcze spory potencjał zysku. Przynajmniej tak oceniają go akcjonariusze wydawniczej spółki, którzy nie odpowiedzieli na ofertę przejęcia spółki przez jeden z funduszy inwestycyjnych. To prawdopodobnie efekt nadziei związanych z dywersyfikacją działalności i dużą ilością gotówki w kasie. Nie zaszkodzi mieć też trochę szczęścia, jak wrocławska Kogeneracja (elektrociepłownie). Skok cen prądu sprawił, że zyski spółki wyraźnie wzleciały. A to pewnie nie koniec.

Konrad Hernik: Umieć wygrać na kryzysie i kreować wartość dla akcjonariuszy — oto recepta na sukces

1Jak to możliwe, że wycena rynkowa jest wyższa niż w 2007 r.?

Pieniądze z emisji, zgodnie z wcześniejszymi obietnicami, zainwestowaliśmy w rozszerzenie oferty, budowanie przewagi konkurencyjnej, wzrost rentowności przy wzroście przychodów. Dobrze przygotowaliśmy się na spowolnienie gospodarcze, a gotówkę ze sprzedaży zbędnych nieruchomości zainwestowaliśmy w zwiększanie skali działania. Pomimo kryzysu realizujemy plany przejęć, dzięki którym w szybkim czasie z pojedynczej firmy staliśmy się grupą kapitałową czterech spółek, które w trzech kluczowych dla nas segmentach rynku [armatura, grzejniki i zawory — red.] są lub stają się liderami. Przez całą obecność na GPW systematycznie poprawiamy wyniki i wciąż będziemy to robić. To dynamiczny proces, więc nie ma powodu, by wycena Armatury spadała, skoro zwielokrotniliśmy kapitały własne i zyski. Teraz działamy na zupełnie inną skalę niż dwa lata temu.

2Czy jest pan zadowolony z aktualnego kursu Armatury?

Moje wyliczenia sprzed roku mówiły o tym, że akcja jest warta 3 zł [kurs wynosił wtedy mniej niż 2 zł — red.]. Dopiero teraz notowania dobijają do tego poziomu, podczas gdy w spółce bardzo dużo się zmieniło. Znacznie zwiększyliśmy perspektywy Armatury i jej wielkość, a wycena giełdowa nie dotarła jeszcze nawet do wartości księgowej. Jednocześnie wciąż polepszamy wyniki. To mówi samo za siebie.

3Niektórych inwestorów hamuje 65 proc. akcji w rękach PZU Życie.

Rzeczywiście słyszałem komentarze, że instytucja finansowa dominująca w naszym akcjonariacie jest dla niektórych czynnikiem ryzyka. Ja jednak nie widzę tego ryzyka. Mamy stabilną sytuację w akcjonariacie, a zarząd nie tylko nie napotyka przeszkód w realizacji dynamicznych działań, ale nawet spotyka się ze wsparciem. Co więcej, trudno liczyć na podaż akcji ze strony Grupy PZU, która uważa akcje Armatury za inwestycję strategiczną, a nasze papiery nie podlegają bieżącemu zarządzaniu. Nic się w tej kwestii nie zmienia, bo PZU widzi nasz rosnący potencjał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Oni odrobili już straty z bessy