Opcje to pistolet w rękach banków

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2008-12-03 09:59

Namawiali nas na grę walutami, teraz żądają: płaćcie – skarżą się „PB” zdesperowane firmy. I chcą negocjować z Millennium, ale uważają, że żąda zbyt wiele. Bank się broni.

Sprawa opcji walutowych typu call (kupna), które na potęgę emitowały krajowe przedsiębiorstwa, wciąż budzi ogromne emocje. Do „PB” dzwonią przedstawiciele spółek i skarżą się, że chcą negocjować z Bankiem Millennium sposób rozwiązania problemu, ale nie z pistoletem przy głowie. Przyznają, że popełnili błąd, wystawiając feralne opcje. Skarżą się jednak, że bank przedwcześnie wypowiada lub grozi zamknięciem opcji. Są opinie, że proponowany zastaw na kredyty na pokrycie strat wynikających z opcji jest zbyt duży. Bywa, że to nawet cały majątek produkcyjny. Dodają, że Bank Millennium wcześniej mocno namawiał na walutowe spekulacje.

- Celem banku jest dziś ograniczenie ryzyka zarówno w stosunku do klienta jak i do siebie. Zasadą jest, że bank rozwiązuje problemy we współpracy z klientami nie wywiązującymi się ze zobowiązań kontraktowych. Wypowiedzenie umowy stosuje się tylko w wypadku braku współpracy ze strony klienta – mówi Wojciech Kaczorowski, rzecznik Banku Millennium.

Bankowcy przekonują, że straty na wystawionych opcji to wina bezmyślnych zarządów spółek, które nie mając wiedzy i doświadczenia chciały spekulować na rynku walutowym. Dodatkowo, zarządy spółek podpisując umowy z bankami widziały dokładnie, co podpisują.

- Trzeba było uważnie czytać umowy i nie wchodzić w coś, czego się nie rozumiało – mówi anonimowo dyrektor w jednym z dużych banków.

- Wina leży zdecydowanie po stronie firm. Zwyciężyła zwykła chciwość. Ci, co zawierali i godzili się na zawieranie takich opcji, powinni ponieść karę – sądzi Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.

Więcej przeczytasz w dzisiejszym wydaniu „Pulsu Biznesu”