Polska jest gwiazdą regionu, a jej gospodarka będzie stabilnie rosnąć dzięki przeciągającym się inwestycjom infrastrukturalnym — uważają ekonomiści Ernst & Young (E&Y) i Oxford Economic, twórcy ukazującego się co kwartał raportu „Prognoza dla rynków szybkiego rozwoju”.
Wysoka na tle kontynentu dynamika wzrostu PKB ma się w Polsce utrzymać w kolejnych latach przede wszystkim dzięki… rozpoczynającemu się za niespełna miesiąc piłkarskiemu EURO i rozgrzebanym dziś drogom czy obiektom, które miały posłużyć kibicom, ale powstaną z co najmniej kilkunastomiesięcznymi poślizgami.
— Biorąc pod uwagę sytuację na rynku finansowym i niewielką skłonność banków do kredytowania inwestycji, projekty infrastrukturalne finansowane z pieniędzy unijnych będą stanowiły, patrząc z perspektywy makro, ogromną większość inwestycji w naszym kraju. Bez nich trudno byłoby utrzymać wzrost — mówi Marcin Borek, partner w E&Y.
Jego zdaniem, opóźnienia na wielu placach budowy paradoksalnie przysłużą się polskiej gospodarce, zapewniając stabilny, wysoki poziom inwestycji w najbliższych latach. Na piłkarskich mistrzostwach w makroskali nie skorzysta natomiast Ukraina — u współgospodarzy turnieju ponad połowa PKB to zasługa eksportu, cierpiącego na zaciskaniu pasa w Eurolandzie.
Ukraińska gospodarka ma do 2015 r. rosnąć o 5-6 proc. rocznie, przy inflacji wynoszącej ok. 5,5 proc. Oprócz tego ekonomiści zwracają uwagę na rekordowo wysoki w skali unijnej wzrost konsumpcji w Polsce (o 2 proc. w 2012 r.) oraz inflację, która według prognoz E&Y po sięgnięciu w tym roku poziomu 3,8 proc. spadnie i w następnych latach ustabilizuje w się w okolicach 3 proc. To wszystko ma sprawić, że zmniejszy się dystans między Polską a zamożniejszymi sąsiadami, którzy urosną wolniej.
Dziś PKB na głowę mieszkańca jest w Czechach (jedynym poza Polską unijnym „rynku szybkiego wzrostu”) o 52,3 proc. wyższy niż nad Wisłą. W 2015 r. ma być wyższy „tylko” o 20,7 proc.