Oprogramowaniem w drogówkę

opublikowano: 06-05-2015, 00:00

Po zmianie przepisów łatwiej stracić prawo jazdy. Zminimalizować ryzyko pozwalają technologie

Jak poprawić bezpieczeństwo na drogach i pozycję Polski w europejskich statystykach wypadków? Jednym z pomysłów jest zaostrzenie prawa i zwiększenie nieuchronności kary. 18 maja wchodzi w życie nowelizacja przepisów, która oznacza większe prawdopodobieństwo otrzymania mandatu, a nawet utraty prawa jazdy. To zła wiadomość dla kierowców, ale dobra dla dostawców sprzętu i technologii.

Zmiany przepisów drogowych i stawianie kolejnych fotoradarów zawsze
powodują wzrost zainteresowania aplikacjami antyradarowymi. Zwłaszcza że są one
często bezpłatne.
Wyświetl galerię [1/2]

IT W AUCIE:

Zmiany przepisów drogowych i stawianie kolejnych fotoradarów zawsze powodują wzrost zainteresowania aplikacjami antyradarowymi. Zwłaszcza że są one często bezpłatne. Fotolia

— Surowsze kary dla pijanych kierowców i możliwość zatrzymania prawa jazdy za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 50 km/h w obszarze zabudowanym, a także rozpoczęcie rozbudowy sieci fotoradarów przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego wskazują, że państwo wytacza ciężkie działa przeciwko zmotoryzowanym, którzy lekceważą przepisy — mówi Tomasz Okurowski z Connected Life Communication Group (CLCG).

Dodaje, że cel — zmniejszenie liczby wypadków — jest słuszny. Zastanawia się jednak, czy z powodu dotkliwości kar nie przybędzie prób wręczania policjantom łapówek. I czy surowsze prawo zniechęci recydywistów — piratów drogowych i prowadzących po kielichu.

— Powody do zadowolenia mają głównie dostawcy rozwiązań, które nazywane są czasem asystentami kierowcy. Na wzór znanej od lat radiowej łączności CB przydają się do informowania o zagrożeniach i utrudnieniach na drogach. Ponadto ostrzegają o fotoradarach i kontrolach drogówki — mówi Tomasz Okurowski.

Adam Bąkowski, prezes firmy NaviExpert, dopowiada, że zmiany przepisów drogowych i stawianie kolejnych fotoradarów zawsze powodują wzrost zainteresowania aplikacjami antyradarowymi. Zwłaszcza że są one często bezpłatne.

— Kierowcy są wyczuleni na wszelkie wieści o większej surowości kar i w następstwie firmy oferujące takie oprogramowanie odnotowują większą liczbę pobrań. To zjawisko w ostatnich paru latach widzieliśmy już kilka razy — opowiada Adam Bąkowski.

Czy to moralne

Niektórzy uważają, że produkcja i dystrybucja antyradarów są niemoralne. Tomasz Okurowski się z tym nie zgadza. Tłumaczy, że pomagają kierowcom w zorientowaniu się, jak wygląda sytuacja na drodze.

— Miałbym powody do obaw, gdyby z tych produktów korzystali tylko amatorzy mocnych wrażeń za kółkiem. Ale jest duża grupa odpowiedzialnych ludzi, dla którzy informacje drogowe mają ogromne znaczenie. Przykładem mogą być kierowcy zawodowi — wskazuje przedstawiciel CLCG. Wtóruje mu Marek Krygier, dyrektor regionalny Harman/Becker Automotive Systems na Europę Środkową i Wschodnią. Jego zdaniem, nowe kary będą szczególnie dolegliwe dla kierowców taksówek, busów i autokarów. Raz przekroczą dozwoloną prędkość o 50 km/h i mogą stracić pracę. O wpadkę nietrudno, bo znaki informujące o ograniczeniach prędkości są często słabo widoczne i się zmieniają.

— Jeśli kierowca chce mieć pewność, że nie jedzie za szybko, musi wybrać system informacji o ruchu drogowym, który na każdym odcinku trasy pokazuje właściwy limit. Pozwala to modyfikować i odpowiednio wcześniej ostrzegać kierowcę o zagrożeniu na drodze — wyjaśnia Marek Krygier. Z kolei Adam Bąkowski wskazuje, że aplikacje nie zachęcają kierowców do łamania przepisów i brawurowych zachowań, lecz działają prewencyjnie.

— Dla każdego użytkownika drogi bezcenna jest wiedza o tym, co go czeka w trakcie podróży. Chodzi nie tylko o miejsca kontroli prędkości, ostrzeganie o nieoznakowanych radiowozach czy patrolach ITD, ale także o remontach, wypadkach i innych zdarzeniach, które wpływają na przepływ ruchu — wymienia Adam Bąkowski.

Godząc się na korzystanie z usługi (np. AutoMapa, NaviExpert), kierowcy stają się także źródłem informacji o natężeniu ruchu drogowego. A im większa społeczność przekazująca dane, tym łatwiej twórcom usług i aplikacji skuteczniej walczyć z korkami i efektywniej planować trasy podróży.

Bez błędów i przekłamań

Tomasz Okurowski twierdzi, że przed dostawcami stoi nie lada wyzwanie. Musządbać o jakość informacji, które za pośrednictwem ich softu trafiają do kierowców. W przypadku aplikacji ostrzegających (np. AutoRadar, iCoyote, Rysiek) ważna jest możliwość zweryfikowania danych zawartych w bazie (lokalizacje fotoradarów, ograniczenia prędkości) na podstawie zgłoszeń użytkowników. Dla producentów nawigacji i programów nawigacyjnych (m.in. AutoMapa, Becker, NaviExpert, TomTom) liczy się zaś utrzymanie jak najświeższej bazy danych o dopuszczalnych prędkościach na poszczególnych odcinkach dróg, a także o chwilowych zmianach organizacji ruchu.

— Zwykle dane w mapach są odświeżane cztery razy w roku. Czy to wystarczy wobec częstych zmian, jakie dokonują się na polskich drogach? — zastanawia się Tomasz Okurowski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu