Francusko-niemiecki alians na rynku telekomunikacyjnym działa już pełną parą. Orange i T-Mobile, które od maja 2012 r. za pośrednictwem joint venture NetWorks! współpracują przy rozbudowie i korzystaniu z sieci dostępowych, kończą dwuletni proces modernizacji stacji bazowych. W zarządzanej przez NetWorks! sieci, której elementy pozostają odrębną własnością obu operatorów, znajduje się 10 tys. masztów.
— Trzy lata temu było jasne, że ówczesna infrastruktura nie poradzi sobie z prognozowanym wzrostem ilości transmitowanych danych. Do optymalnej liczby stacji, szacowanej na 10 tys., brakowało nam 4 tys. masztów, a T-Mobile — 3 tys. Dzięki współpracy z drugim operatorem ograniczyliśmy koszty modernizacji i rozbudowy sieci stacji bazowych, jednocześnie zapełniając białe plamy na mapie — tłumaczy Piotr Muszyński z zarządu Orange.
Orange na razie nie chce ujawnić, ile dokładnie zaoszczędziło na współpracy z konkurentem. Jego przedstawiciele zapewniają jednak, że kwota nie odbiega znacząco od zapowiedzi sprzed trzech lat, gdy szacowano, że do 2015 r. współpraca da około 1 mld zł korzyści dla wolnych przepływów pieniężnych.Oszczędności przyniosło m.in. zlikwidowanie przez Orange 1,3 tys. dublujących się stacji. Podstawową korzyścią ma być jednak poprawa zasięgu w technologii 3G i 4G.
— W marcu 2012 r. w zasięgu sieci 3G mieliśmy niemal wyłącznie duże miasta — 58 proc. populacji kraju i 12,7 proc. powierzchni. Dziś to już prawie 99 proc. populacji. W zasięgu LTE na paśmie 1800 MHz mamy już 58,9 proc. populacji, a do końca roku będzie to 61 proc. — mówi Maciej Zengel, dyrektor departamentu współpracy międzyoperatorskiej w Orange.
Pokrycie całego kraju ma być możliwe po przeprowadzeniu przez UKE aukcji częstotliwości z pasma 800 MHz zwolnionego przez telewizję.