W środę późnym popołudniem rada nadzorcza Orlenu, największej firmy w Polsce i w regionie, kontrolowanej przez skarb państwa, zebrała się, by rozstrzygnąć konkurs na prezesa. Został nim Ireneusz Fąfara, były wieloletni prezes spółki Orlenu na Litwie (w latach 2010-18) i były prezes BGK (2007-09), który od 2020 r. był prezesem 4Cell Therapies, firmy z branży medycznej.
Starcie dwóch faworytów
O kandydaturze Ireneusza Fąfary PB napisał, jako pierwszy, już w połowie lutego. Menedżer był wtedy jednym z dwóch faworytów na stanowisko prezesa Orlenu. Oprócz niego wielkie szanse miał Krzysztof Zamasz, były prezes Enei (2013-15) i były wiceprezes Tauronu (2008-12), od 2019 r. związany z ciepłowniczą grupą Veolia, która w Polsce działa m.in. w Warszawie, Poznaniu i w Łodzi.
Pisaliśmy wtedy, że Krzysztof Zamasz jest kandydatem proponowanym przez Borysa Budkę, ministra aktywów nadzorującego Orlen, natomiast Ireneusz Fąfara ma wsparcie Trzeciej Drogi, czyli koalicji Polska 2050 Szymona Hołowni i PSL, współtworzącej rząd. Obaj faworyci byli jednocześnie doświadczonymi menedżerami, którzy po odejściu z wysokich stanowisk w firmach kontrolowanych przez państwo odnaleźli się w prywatnym biznesie.
Rozgrywka mocno polityczna
Rozstrzygnięcie konkursu się opóźniało. Pierwotnie planowano ogłosić wyniki około 18 marca, potem tę datę odwołano. Rada nadzorcza argumentowała, że skoro zgłosiło się aż 260 kandydatów, to potrzeba jej więcej czasu. Nietrudno jest jednak się w branży dowiedzieć, że są kandydaci spełniający wszelkie kryteria i cieszący się zawodową estymą, którzy zaproszenia na rozmowę się nie doczekali.
W istocie wokół obsady zarządu Orlenu toczyły się polityczne boje. Nic dziwnego, skoro grupa, który powiększyła się w ostatnich latach o Energę, Lotos i PGNiG, jest dziś gigantem osiągającym 373 mld zł rocznych przychodów, obecnym w wielu sektorach gospodarki, w Polsce i za granicą.
Z jednej strony wpływ na decyzje kadrowe w Orlenie chcieli mieć politycy, a z drugiej strony swoje warunki stawiał Krzysztof Zamasz, który przez długie tygodnie był kandydatem nr 1 na szefa firmy. Jego warunki obejmowały wpływ na obsadę stanowisk w zarządzie, m.in. szefa pionu finansów. Widział na nim Magdalenę Bartoś, doświadczoną dyrektor finansową, w przeszłości związaną m.in. z PGE, Orlenem, Zelmerem, Nike, Pagedem, a obecnie pracującą w Eurowag. Na to samo stanowisko zgłosił się jednak Witold Literacki, od lutego pełniący obowiązki prezesa Orlenu, a w przeszłości m.in. przez wiele lat szef pionu podatkowego w Orlenie.
Niektórzy przewidywali nawet, że pat przełoży się na eliminację kandydatury Zamasza. Tak też się stało.
Jeden zostaje u siebie
W środę około godz. 15 doszło do publicznego zwrotu akcji. Veolia podała w komunikacie, że „z dniem 1 kwietnia br. dr hab. Krzysztof Zamasz objął stanowisko wiceprezesa Grupy Veolia w Polsce”. Oznacza to, że Krzysztof Zamasz zdecydował się pozostać w Veolii, a na dodatek awansował z członka zarządu na wiceprezesa.
Dziewięć stanowisk czeka
Do obsadzenia w konkursie było dziewięć stanowisk: prezesa, dwóch wiceprezesów i sześciu członków zarządu. Rada zdecydowała, że stanowisko wiceprezesa ds. finansowych przypadnie Witoldowi Literackiemu. Oznacza to, że w przypadku pozostałych wciąż są wakaty.
Wyzwań nie brakuje
Nowy zarząd Orlenu ma sporo wyzwań. Premier Donald Tusk powiedział we wtorek, że zarząd będzie zobowiązany do przedstawienia natychmiast „propozycji, które zwiększą poczucie bezpieczeństwa i dostępność paliwa w Polsce”. Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, mają nadzieję, że nie chodzi o ingerencję w rynkowe ceny paliw. Te rosną, bo rosną ceny ropy na światowych rynkach.
Pytani przez PB eksperci wskazywali ostatnio, że głównym zadaniem nowego zarządu Orlenu powinna być odbudowa zaufania inwestorów i próba przekonania rynku do wizji rozwoju firmy. Oczekiwali też rzetelnego informowania o synergiach wynikających z przejęcia Energi, Lotosu i PGNiG. Ponadto podkreślali, że o ile Orlen nigdy nie był zupełnie niezależny od polityki, o tyle przez osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy było mu do polityki bliżej niż kiedykolwiek. To źle, na czym cierpią notowania akcji na GPW.
