Jej twórcami, którzy podjęli się karkołomnego zadania rozpinania polityczno-inwestycyjnego pomostu nad wschodnią połacią Europy, byli prezydenci Andrzej Duda i Kolinda Grabar-Kitarović. W 2020 r. centroprawicowa Chorwatka przegrała jednak walkę o reelekcję, jej socjaldemokratyczny następca Zoran Milanović absolutnie nie poczuł się współpatronem pomysłu, notabene od pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. wcale nie ukrywa popierania Władimira Putina. Na szczęście zdecydowanie inne poglądy ma premier Andrej Plenković. Rozchwianie chorwackiego filaru założycielskiego zdwojonym entuzjazmem stara się nadrabiać Andrzej Duda, między innymi corocznie promując Trójmorze w Davos, w pawilonie aranżowanym za niemałe pieniądze na marginesie Światowego Forum Ekonomicznego.
Dziewiąty już szczyt prezydencki Trójmorza w Wilnie nie różnił się merytorycznie od poprzednich. Ogólnikowe komunikaty z kolejnych zbiórek powtarzane są zgodnie ze schematem kopiuj/wklej – stałymi głównymi tematami rozmów były wspólne projekty infrastrukturalne, w tym przede wszystkim energetyczne i transportowe. Od dwóch lat naturalnie doszła rosyjska agresja na Ukrainę, w związku z tym do Wilna przyjechał prezydent Wołodymyr Zełenski (rok temu był tam na szczycie NATO). Wypada przypomnieć, że inicjatywa obejmuje 13 państw Unii Europejskiej, szeroki pas od Morza Bałtyckiego po Czarne i Adriatyckie, od Estonii po Grecję. Stowarzyszone są Ukraina i Mołdawia, oficjalnie kandydujące do UE, zaś partnerują m.in. USA oraz wkrótce Japonia.
Na papierze zatem Trójmorze jawi się wręcz regionalną potęgą. Niestety, to wielka złuda, albowiem realnie ma znaczenie jedynie platformy dyskusyjnej. Gospodarczym ramieniem inicjatywy politycznej jest założony w 2019 r. Fundusz Inwestycyjny Inicjatywy Trójmorza, notabene zarejestrowany klasycznie w Luksemburgu. Działa w trzech obszarach – transporcie, energetyce oraz technologiach cyfrowych. Inicjatorem, współzałożycielem i głównym inwestorem funduszu jest Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Potrzeby regionu między trzema morzami do 2030 r., dla wyrównania poziomu jego infrastruktury z Europą Zachodnią, szacowane są na niewyobrażalną wręcz kwotę… 600 mld EUR. Fundusz realnie ocenia pułap zasobów własnych na 3–5 mld EUR, ale nawet taka kwota pozostaje abstrakcją. Przez pięć lat uzbierano jedynie około 930 mln EUR, z czego wsad BGK wynosi 750 mln EUR, czyli aż 80 proc. Pozostałe 20 proc. to zrzutka 10 w sumie instytucji finansowych, po jednej z państwa Trójmorza. Wychodzi średnio poniżej 20 mln EUR na państwo, co w zestawieniu z zaangażowaniem Polski poprzez BGK wygląda wręcz śmiesznie. Notabene Austrii oraz wyszehradzkich Czech i Słowacji do tej pory nie stać nawet na tak symboliczny datek. W tle wciąż krążą jeszcze obietnice zasiłku od rządu USA, może w przyszłości także Japonii. Na pewno chętnie weszliby Chińczycy, starający się obejmować swymi kapitałowymi mackami naszą część Europy, ale Trójmorze nie dla nich. Zestawienie suchych liczb obnaża prawdę o stanie inwestycyjnego ramienia dość ulotnej politycznej inicjatywy Trójmorza. Na razie udało się sfinansować pięć projektów, beneficjentami zostali: Cargounit, Greenergy, Enery, BMF Port Burgas oraz R.Power. Skumulowany efekt tych inwestycji ma ponoć sięgnąć 6 mld EUR, ale w długiej perspektywie. Twarde dane obnażają prawdę, że najbardziej szczytny słowotok polityczny na prezydenckich szczytach nie może przesłonić iluzoryczności trwającego już osiem lat przedsięwzięcia. Andrzej Duda w 2025 r. zwieńczy swoją drugą kadencję 10. szczytem Trójmorza ponownie w Polsce. Jego następca może podejść do inicjatywy podobnie do obecnego prezydenta Chorwacji…
