Osiem pytań na czas kryzysu

Rafał Białkowski, CK, KZ
opublikowano: 09-10-2008, 00:00

Kowalski może nie dostać kredytu na dom, ale jak zainwestuje na giełdzie, pożyczki może już nie potrzebować.

Kryzys zza oceanu rozlewa się coraz bardziej. Nie ma jednak powodu do obaw.

Kowalski może nie dostać kredytu na dom, ale jak zainwestuje na giełdzie, pożyczki może już nie potrzebować.

Kryzys na rynku finansowym jest coraz bliżej polskich granic. Jednak zdaniem ekspertów, nie musimy się na razie go obawiać. Jeśli działania banków centralnych na świecie powiodą się, ledwo go odczujemy. Największe powody do obaw będą miały te osoby, które chcą mieć własne cztery kąty albo własne auto. Banki dmuchają na zimne i już zaostrzają kryteria przy udzielaniu kredytów hipotecznych i gotówkowych. Zadowoleni powinni być inwestorzy. Jeśli nie wiedzą, co mają zrobić z zaoszczędzonymi pieniędzmi, powinni kupować akcje lub inwestować w bezpieczne lokaty. Nawet kiedy będą mieli zamrożone pieniądze, a sytuacja przyprze ich do muru, nie powinni tracić nadziei. Kryzys na rynku finansowym nie musi oznaczać, że ich szanse na podwyżkę pensji są równe zeru.

Na które sektory gospodarki najmniej wpłynie kryzys finansowy?

Piotr Bielski

ekonomista

BZ WBK

W ciągu najbliższego roku, bo tyle może potrwać kryzys, najmniej odczują go firmy, które zajmują się obsługą popytu konsumpcyjnego, czyli branża detaliczna, usługi dla ludności, producenci żywności oraz odzieży. Polacy wciąż będą dobrze zarabiać, a to wpłynie na ich wydatki i wzrost popytu wewnętrznego. Istnieje też szansa dla eksporterów, którzy zdecydują się na zmianę profilu. W sytuacji, kiedy gospodarki zachodnich krajów mocno przyhamują, sprzedawanie tam towarów nie będzie zyskowne. Dużo większą rentowność osiągną, sprzedając produkty na krajowym rynku.

Jak zmienią się relacje pracownik/ pracodawca w czasie kryzysu i po im?

Stanisław Gomułka

główny ekonomista

Business Centre Club

Czy kryzys finansowy oznacza, że czas podwyżek już się zakończył?

Małgorzata

Krzysztoszek

ekspert PKPP Lewiatan

Na pewno skończyły się podwyżki na poziomie przekraczającym 10 proc. Jednak płace w prywatnych przedsiębiorstwach nadal będą rosły, pod warunkiem że prognozy dotyczące polskiej gospodarki spełnią się oraz że będzie rosła też wydajność. Na największy wzrost mogą liczyć pracownicy w branży przemysłowej, a na najmniejszy w branży usługowej. W przedsiębiorstwach państwowych — trudno powiedzieć. Związki zawodowe ciągle bombardują żądaniami podwyżek, co jednak nie idzie w parze z wydajnością. Jeśli firmy przystaną na takie warunki, ich zyski spadną, a budżet państwa będzie miał mniejsze wpływy.

Dysponuję gotówką. W co mam ją zainwestować?

Przemysław Kwiecień

główny ekonomista

X-Trade Brokers

W pierwszej kolejności decyzja nie zależy od tego, ile mamy pieniędzy na inwestycję, ale od tego, jaki jest nasz stosunek do ryzyka oraz od horyzontu inwestycyjnego.

Ważne jest również to, żeby nie inwestować wszystkich pieniędzy w jeden rodzaj aktywów.

Do najbezpieczniejszych rodzajów inwestycji należą lokaty. W obecnej sytuacji w krótkim terminie możemy liczyć na stosunkowo dużą stopę zwrotu. Bardziej odważni mogą inwestować w akcje, a najodważniejsi w kontrakty na surowcach. Z obecnego punktu widzenia najbardziej ryzykowną formą inwestowania są również nieruchomości, bo ich ceny mogą spadać.

Chcę wziąć kredyt. Czy będę miał z tym problem?

Mateusz Ostrowski

analityk

Open Finance

W obecnej sytuacji na rynku finansowym banki dmuchają na zimne i zaostrzają kryteria oraz podnoszą marże przy udzielaniu pożyczek. Chodzi głównie o hipoteczne, które zaciągane są na długi okres i na dużą sumę. W efekcie zwiększają się raty płacone przez pożyczkobiorcę.

Dodatkowo część banków ograniczyła LTV, czyli stosunek wartości nieruchomości do wartości kredytu. Czasy, kiedy można było zaciągnąć pożyczkę na 100 czy 110 proc. nieruchomości, mamy już więc za sobą. Jeśli chodzi o inne kredyty gotówkowe, wkrótce banki mogą również podnieść marże, żeby zmniejszyć ponoszone koszty.

Mam kredyt gotówkowy. Czego mogę się spodziewać?

Karol Wilczko

analityk portalu

Comperia.pl

Osoby które już wzięły kredyt, nie mają się czego obawiać, bo banki nie mogą zmienić warunków umowy. W przypadku pożyczek walutowych istnieje jednak ryzyko wahań kursowych, a te ostatnio są częste. Ponadto wysokie stopy procentowe wpływają na koszty kredytu. Wczorajsza decyzja banków centralnych, zwłaszcza w Szwajcarii, bo większość pożyczek jest zaciągana we frankach, łagodzi to ryzyko. Osoby, które mają kredyty w krajowej walucie, są na lepszej pozycji, bo nie zachodzą tu większe zmiany. Istnieje możliwość, że pod koniec roku stopy spadną, a to sprawi, że ich raty się zmniejszą.

Jak zmieni się koniunktura w gospodarce?

Jacek Wiśniewski

główny ekonomista

Raiffeisen Banku

Polska gospodarka opiera się na popycie wewnętrznym i eksporcie, który wobec widma recesji w Europie Zachodniej skurczy się. Koniunktura w gospodarce ucierpi, ale jak mocno, zależy od tego, jak mocno kryzys dotknie Stany Zjednoczone i Europę. Jeśli będzie się przedłużał, a konsekwencje pogłębiały, wtedy wzrośnie bezrobocie, możliwy jest również mocny spadek dynamiki PKB. W najczarniejszym scenariuszu możliwa jest nawet techniczna recesja. Jeśli jednak kryzys zakończy się szybko, polska gospodarka zwolni dużo mniej (do około 4 proc. wzrostu PKB).

Mam spory pakiet akcji, czy powinienem go sprzedać?

Marek Zuber

główny ekonomista

Dexus Partners

Zdecydowanie nie!!! Jeśli ktoś myśli o pozbyciu się papierów, spóźnił się, bo powinien zrobić to rok temu. Jesteśmy już blisko dna, więc jeśli akcje, po spadkach o 50-60 proc., stracą jeszcze 6-7 proc., to nic wielkiego. Obecnie rynkiem rządzi psychologia, a indeksy giełdowe szaleją. To nie jest czas na sprzedawanie, ale na zakupy. Bo jak nie wykorzystać okazji i nie kupić spółki, która ma zdrowe fundamenty, a w ciągu ostatnich miesięcy została przeceniona nawet o 60 proc. Prędzej czy później notowania odbiją.

Pompowanie miliardów

to terapia objawowa

Inwestorzy w hossie byli jak

na dopaminie. Dzisiejsza

frustracja to skutek

przegięcia hiperoptymizmu

— mówi psycholog biznesu

Jacek Santorski.

"Puls Biznesu": Co się dzieje na rynkach światowych?

Jacek Santorski: Ludzie, którzy w euforii kupowali na potęgę, pompowali giełdy, zachowywali się jak na dopaminie. Dzisiejsza frustracja na rynkach wynika z przegięcia hiperoptymizmu. Specjalistom z Wall Street nie brakowało kompetencji. Zgubiła ich chciwość i niefrasobliwość. Płacimy za najlepsze case study, którego nawet Harvard nam nie zafunduje.

Dziś nawet ekonomiści nie wiedzą, co będzie jutro. Dlatego "PB" uderza do psychologa biznesu. Co pan sądzi o takich wybitnych specjalistach, którzy mówią: nie wiem?

Nawet ekonomiści zdali sobie teraz sprawę, że nie kontrolują sytuacji.

Zarządzający też wpadają w panikę. Oni nigdy wcześniej nie myśleli, że mogą nie kontrolować sytuacji.

Jak pan ocenia przekaz, który dociera do tłumów? Czy światowi guru są w stanie uspokoić inwestorów?

Pompowanie miliardów w systemy bankowe, ustanawianie coraz wyższych zabezpieczeń depozytów to akty terapii objawowej. Rynki uspokoi ktoś, kto pokaże, że rozumie tę część zjawiska, która jest kontrolowalna, i to, co się spod kontroli wymyka.

Co teraz radziłby pan inwestorom?

Odwołałbym się do zasady samurajskiej: jeżeli twój umysł jest jasny i spokojny, działaj szybko. Jeśli nie — zwolnij, a nawet zatrzymaj się.

A co radzi pan zwykłym ludziom, którzy obciążają swoje hipoteki?

W sytuacji zagrożenia instynkt prowadzi ludzi do powrotu do natury. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby dobrą radą okazała się ziemia lub kruszce. Gdy ludzie tracą wiarę w skomplikowane instrumenty, pozostaje ziemia. To alternatywa dla tego, co jest tylko zapisane na twardych dyskach komputerów na Wall Street.

Co mają zrobić ludzie, którzy tracą majątek?

Widziałem już katastrofy ludzi, którzy brali po cztery hipoteki na jedną nieruchomość i nie dawali rady ich spłacić. Spotykałem bankrutów. Zawsze się okazywało, że czas leczył rany. Gdy ktoś nie zdążył sobie odebrać życia, to później jakoś sobie poradził.

Z Jackiem Santorskim rozmawiał

Cezary Koprowicz

Euforia miesza się z paniką

Zanim banki centralne przyniosły (jak się okazało — chwilową) ulgę inwestorom, na rynkach finansowych znów dominowały fatalne nastroje.

Scenariusz od paru dni jest ten sam: przecena akcji na Wall Street pociąga za sobą wyprzedaż w Azji, a później na europejskich parkietach. Konsekwentnie tanieją też ropa naftowa, miedź i większość innych metali. W cenie jest natomiast złoto, umacnia się też dolar. Nie inaczej było wczoraj. Obawy o to, co nastąpi, tylko nieznacznie zmniejszyły się po decyzji brytyjskiego rządu o gigantycznej, wartej 250 mld GBP, pomocy dla tamtejszych banków. Sytuację próbowano też uspokoić w innych krajach, m.in. w Austrii, Włoszech i na Węgrzech. Że kryzys to problem, który dotyka nie tylko bankierów, pokazały jednak dane makroekonomiczne z USA (gdzie rekordowy deficyt to konsekwencja niższych niż zakładano dochodów z podatków, a ciężkie czasy odtrąbili też sprzedawcy detaliczni), Słowacji (gdzie zanotowano dużo niższy od prognoz wzrost produkcji przemysłowej) i Japonii, gdzie wyraźnie wzrosła liczba bankrutujących firm. Problem mają też w kanadyjskim Vancouver, gdzie z powodu kłopotów wykonawcy boją się o termin oddania wioski olimpijskiej.

Skalę niepewności inwestorów potwierdzają bardzo nerwowe ruchy, wykonywane po decyzji sześciu banków centralnych o obniżce stóp procentowych. Po mniej więcej 90 minutach euforia zamieniła się w panikę, a z kolei ta — po kolejnej godzinie — ustąpiła miejsca nadziei na pozytywny finał sesji za oceanem. Ostatecznie WIG20 kończył jednak dzień spadkiem o 1,3 proc., choć jeszcze tuż przed zamknięciem był 0,58 proc. nad kreską.

Co przyniósł dzień… zanim sześć banków centralnych obcięło stopy procentowe

USA: Wtorkową sesję

indeksy za oceanem kończyły głębokimi spadkami: wartość indeksu SP 500 po raz pierwszy od pięciu lat znalazła się poniżej 1000 pkt. Deficyt budżetu federalnego Stanów Zjednoczonych w roku finansowym 2008, zakończonym 30 września, sięgnął rekordowych 438 mld USD. Ogromna luka to konsekwencja zwiększonych wydatków m.in. na obronę i programy wspierające gospodarkę, a także mniejszych od przewidywań dochodów z powodu słabnącej gospodarki (co potwierdzałoby obawy o recesję).

Japonia: Indeks Nikkei-225

spadł na zamknięciu wtorkowej sesji o 9,4 proc., najwięcej od krachu z 1987 r. Fatalne nastroje wzmocniła wiadomość o umocnieniu jena: po raz pierwszy od sześciu miesięcy za dolara trzeba zapłacić mniej, niż 100 JPY (po decyzji banków centralnych kurs jena powrócił jednak ponad tę barierę), co wzmocniło obawy o wyniki eksporterów. Jednocześnie firma Tokio Shoko Research podała, że we wrześniu wskaźnik bankructw wzrósł o 34,4 proc. To najwięcej od marca 2000 r.

Hongkong: Indeks Hang Seng spadł na zakończenie sesji o 8,2 proc. Tamtejsze władze monetarne obniżyły podstawową stopę procentową o 100 pkt baz., do 2,5 proc. Na podobny krok zdecydowano się też w Kuwejcie.

Wielka Brytania: Brytyjski rząd

zapowiedział, że przeprowadzi częściową nacjonalizację najważniejszych banków, aby przywrócić stabilność systemu finansowego. Na ten cel zarezerwowane jest 250 mld funtów — 200 mld w formie pożyczek i 50 mld w postaci kapitału akcyjnego. W reakcji na to potaniały instrumenty służące zabezpieczeniu spłat zobowiązań banków.

Słowacja: Produkcja przemysłowa

na Słowacji wzrosła w sierpniu zaledwie o 0,9 proc. To najmniej od maja 2005 r. i znacznie mniej, niż prognozowali analitycy (7,5 proc.).

Włochy: Szef

tamtejszego banku centralnego stwierdził, że aby przejść przez okres zawirowań na rynkach finansowych, włoskie banki będą potrzebować dokapitalizowania, co będzie jednak wynikać ze spadku wartości posiadanych przez nie niektórych klas aktywów, a nie problemów z płynnością. Ta jest ponoć "dostateczna".

Węgry: Dyrektor finansowy OTP Banku

stwierdził, że bank jest w fazie "przetrwania". Oznacza to jednak nie problemy z płynnością jako taką, ale z niemożnością sprostania oczekiwaniem pożyczkobiorców w wymiarze, w jakim by chcieli (czytaj więcej na stronie 10). Z kolei przedstawiciele banku centralnego Węgier zapewnili, że tamtejszy system finansowy ma wystarczającą odporność na wewnętrzne wstrząsy, by przetrwać.

Kanada:

Kryzys finansowy

na świecie może opóźnić budowę wioski olimpijskiej w Vancouver. Wykonawca może mieć problemy z realizacją inwestycji, a niewykluczone, że odpowiedzialność (także finansową) będą musiały wziąć na siebie władze miejskie.

Austria:

Wzorem Niemiec, rząd Austrii zdecydował się na wprowadzenie pełnej ochrony wkładów oszczędnościowych w bankach.

Rafał

Białkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Białkowski, CK, KZ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu