Osłabienie złotego nie było przypadkowe

Konrad Soszyński
opublikowano: 2002-02-11 00:00

Ostatnie zawirowania kursu złotego wywołane wypowiedzią Marka Belki na temat potrzeby zdewaluowania złotego przed wprowadzeniem go w mechanizm ERM nie są przypadkowe. Problem przewartościowania kursu złotego i jego niekorzystnego wpływu na konkurencyjność polskiej gospodarki stał się elementem publicznej debaty dopiero na początku ubiegłego roku. Jednak im bliżej rozpoczęcia negocjacji w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, tym debata staje się coraz bardziej burzliwa.

W ubiegłym roku z jednej strony mieliśmy do czynienia z silnym napływem inwestycji bezpośrednich, których część była wynikiem oczekiwanego przez inwestorów włączenia Polski do europejskiego otwartego rynku. Z drugiej kurs złotego był wspierany przez inwestorów portfelowych, którzy chętnie kupowali polskie papiery dłużne grając „pod konwergencję” polskich i europejskich stóp procentowych w momencie włączenia Polski do EMU. Proces ten będący zagrożeniem dla konkurencyjności międzynarodowej polskiej gospodarki, który był do tej pory zaniedbywany przez władze gospodarcze, stał się jak widać poważnym wyzwaniem dla ministra finansów.

Ostatnia wypowiedź wicepremiera Marka Belki na ten temat to nie przypadek, lecz kolejny krok w kierunku osłabienia złotego. Pierwszą częścią ofensywy medialnej władz gospodarczych w tej sprawie było ogłoszenie informacji o rozmowach, jakie miały miejsce między rządem a Radą Polityki Pieniężnej na temat sposobu prowadzenia polityki kursowej przed wprowadzeniem złotego do mechanizmu ERM. Sądzę, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się kolejnych deklaracji ze strony członków rządu, które będą miały na celu osłabienie złotego. Szczególnie, że podobną politykę osłabiania krajowej waluty od pewnego czasu prowadzą czeskie władze gospodarcze. W obliczu silnego napływu walut z tytułu prywatyzacji i inwestycji bezpośrednich starają się one zapobiegać wzrostowi kursu korony czeskiej przez interwencję banku centralnego na rynku walutowym.

Mimo że w tym tygodniu oczekujemy ogłoszenia danych o inflacji za luty, to nie sądzę, by miało to istotny wpływ na rynek walutowy i rynek stopy procentowej. Podobnie jak w ostatnich miesiącach, o wiele większe znaczenie dla rynków finansowych będą miały dane na temat wielkości produkcji przemysłowej. Jednak tym razem jeśli okażą się one słabe, należy raczej oczekiwać osłabienia niż wzmocnienia złotego. Nie powinno to mieć większego wpływu na rentowność papierów skarbowych i stawki na rynku pieniężnym. O ile bowiem wciąż wielu analityków spodziewa się jeszcze jednego cięcia stóp procentowych w tym roku, to nie ma wśród nich takich, którzy oczekują cięcia jeszcze w tym miesiącu. Rada będzie zapewne bardzo ostrożna i nie przekona ją tym razem spadek produkcji przemysłowej w lutym czy niski wzrost inflacji w tym miesiącu. Szczególnie że nie widać jeszcze przełożenia na poziom cen wprowadzenia akcyzy na prąd czy wzrostu stawek VAT, a tym bardziej ich wtórnych efektów.