Andrzej Szczęśniak: Osłabieniu przedsiębiorstw nie ma się co dziwić
STARE NAWYKI: Biurokraci wychodzą z przeświadczenia, że samochód w firmie jest przejawem luksusu — uważa Andrzej Szczęśniak. fot. Grzegorz Kawecki
Obniżka stawek procentowych podatku dochodowego od przedsiębiorstw i jednoczesne dokładanie im na każdym kroku kosztów — to obłuda. Przecież zysk najpierw należy wypracować, by można było się nim cieszyć. I inwestować. I dzielić z fiskusem.
PALIWA są w Polsce niesłychanie drogie. Jednak w natłoku informacji o dyktacie OPEC umyka uwadze prawdziwy sprawca tego stanu — fiskus. W styczniu roku 1998 olej napędowy kosztował 1,48 zł, dzisiaj natomiast — 2,39 zł. To tylko 91 groszy, prawda? Ale wystarczy pomnożyć tę różnicę przez 7 miliardów litrów rocznego zużycia diesla. Ile wychodzi? Okazuje się, że gospodarka łącznie wydaje ponad 6,3 mld zł rocznie więcej za produkt niezbędny do jej funkcjonowania. Komu płaci? Rzecz w tym, że samo paliwo jako produkt podrożało o 24 grosze, zaś 67 groszy więcej z każdego litra bierze fiskus. A zatem wszystkie podmioty obecne na rynku płacą większe podatki, osłabiające ich konkurencyjność lub zabierające zyski, z których mógłby być finansowany rozwój. Minister finansów udaje, iż dodatkowe obciążenie gospodarki kwotą 4,6 mld zł nie powoduje konsekwencji.
SYSTEMATYCZNIE słabnie polski eksport, natomiast rośnie bezrobocie. A czemu się dziwić, skoro nasze przedsiębiorstwa mają konkurentów zagranicznych i nie mogą po prostu przenieść ciężaru podatków na ceny, by obciążyć nimi konsumentów. Dotyczy to choćby transportowców, dla których koszty paliwa to ponad 1/3 wszystkich kosztów. Jak przy takim obciążeniu mają oni konkurować na przykład z przewoźnikami białoruskimi?
CZY BENZYNA to luksus? Nowelizacja ustawy o VAT i akcyzie zwiększyła przedsiębiorcom koszty, uniemożliwiając im odliczanie VAT zapłaconego przy zakupie benzyn od VAT należnego. Jedna drobna poprawka ustawy zwiększa więc koszty paliwa w firmie o 22 proc. Tę zmianę należy traktować jako wyraz starej niechęci urzędników do samochodów, a raczej do użytkujących je przedsiębiorców. Biurokraci wychodzą z przeświadczenia, że samochód w firmie jest przejawem luksusu. Ktoś siedzący 8 godzin za biurkiem nie jest w stanie zrozumieć kogoś spędzającego w samochodzie czasem i 10 godzin. Ale może mu dopiec!
BYĆ MOŻE zresztą droższa benzyna to drobiazg wobec zablokowania doraźnego i czasowego zatrudniania pracowników poprzez zaostrzenie przepisów o ubezpieczeniach społecznych. Natychmiast poszerza się szara strefa zatrudnienia, zaś z przewidywanych zwiększonych wpływów do ZUS znowu będą nici.
WYRAŹNIE zatem widać, czym się zajmuje administracja publiczna. Głównie wznosi bariery, by nie wyciekały należne jej pieniądze. Bo nie jest istotny dobrobyt społeczeństwa, którego wzrostowi służy gospodarka i jej podstawowa komórka — przedsiębiorstwo. Ważniejsze jest podbudowywanie nieomylności urzędniczej i ślepe brnięcie ze złych przepisów w jeszcze gorsze.
PROWADZIĆ efektywnie przedsiębiorstwo jest coraz trudniej. Coraz więcej czasu poświęcać trzeba na zaspokajanie potrzeb państwa, jego administracji oraz fiskusa. Nie spodziewajmy się zatem z przedsiębiorstw pokrzepiających wieści. Raczej będziemy karmieni optymizmem z powodu 5-procentowego tempa rozwoju gospodarczego, skazującego nas na dziesiątki lat niedorozwoju w stosunku do najbiedniejszych państw UE. Tudzież dumnym komunikatem państwowego komitetu do spraw odbiurokratyzowania gospodarki, że jednego formularza nie trzeba już wypełniać. I kolejnymi sukcesami urzędników, wymyślających następne bariery przeciwdziałające (tylko na papierze) uszczuplaniu budżetu. Nie zauważających, że puls polskiego biznesu słabnie!
Andrzej Szczęśniak jest prezesem Polskiej Izby Paliw Płynnych