Ostatnie orędzie ubogie w konkrety

13-09-2018, 22:00

Nie tylko w Polsce, lecz w świadomości 513 mln obywateli Unii Europejskiej (UE) konkretem wartym zapamiętania z wrześniowego posiedzenia Parlamentu Europejskiego (PE) w Strasburgu będzie skierowanie do dalszych prac projektu tak poruszającej internautów dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Teoretycznie znacznie ważniejszy, przynajmniej dla przejętej unijnej klasy politycznej, był zupełnie inny punkt — doroczne orędzie o stanie UE, wygłaszane przez przewodniczącego Komisji Europejskiej (KE). Ostatni występ w tym charakterze Jean-Claude’a Junckera był niełatwy z powodów obiektywnych. Z jednej strony — jeszcze za wcześnie na podsumowanie pięcioletniej kadencji, wszak przewodniczący opuści gabinet dopiero 31 października 2019 r. Z drugiej jednak — KE pod jego przewodem pozostało tylko osiem miesięcy rządzenia. Wybory do PE odbędą się w długi weekend 23-26 maja 2019 r., a po nich komisarze będą najwyżej finalizować sprawy w toku i administrować.

Zobacz więcej

Frekwencja w PE podczas orędzia była umiarkowana, chociaż zdecydowanie większa niż podczas wystąpień prezydentów/premierów państw członkowskich. Fot. Jacek Zalewski

W tym kontekście najcenniejsze były deklaracje przewodniczącego, co do maja 2019 r. jego KE zamierza jeszcze zrobić. Pół miliarda obywateli UE nie wzruszyło przecież wyznanie jednego z nich — choćby najważniejszego, stojącego na czele unijnego rządu — że „Europa jest miłością mojego życia. Cały czas kocham Europę i będę ją kochał wciąż coraz bardziej”. Wyczekiwanych konkretów było jednak bardzo mało. Trwający godzinę lekcyjną wykład Jean-Claude’a Junckera przyjął formę ogólnounijnych rozważań na temat siły wspólnoty w jedności, a jego lejtmotywem stało się łączenie suwerenności europejskiej z suwerennością państw członkowskich. To generalny problem od przekształcenia w 1992 r. Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w UE, która nie jest i nie będzie Stanami Zjednoczonymi Europy. Ostatnio jednak idea łączenia dwóch suwerenności zaczyna przypominać problem kwadratury koła. Duży wkład w taki rozwój sytuacji ma od trzech lat tzw. dobra zmiana rządów w Polsce.

Sprecyzowanych celów było w orędziu tak mało, że aż wypada je wymienić. KE przede wszystkim chce ambitnie sfinalizować ratyfikację podpisanej 17 lipca umowy UE z Japonią, tworzącej największą strefę wolnego handlu na świecie — oczywiście przy założeniu, że unijno-amerykańskie TTIP trafiło do kosza. Ratyfikacja i wejście w życie umowy japońskiej będzie symbolicznym prztyczkiem w nos Donalda Trumpa. Drugi cel ma podobny wydźwięk, ale Jean-Claude Juncker nie wytyczył żadnej ścieżki realizacyjnej. Chodzi o skończenie z dyskryminacją euro wobec dolara w rozliczeniach na światowym rynku energii. Według KE nie do utrzymania jest proporcja — ponad 80 proc. faktur realizowana jest w USD, gdy tylko 2 proc. importu energii pochodzi z USA. Realnie pierwszym krokiem do realizacji ambitnego postulatu byłoby przekonanie do EUR nie szejków arabskich, lecz… Władimira Putina. Wreszcie trzeci konkret — osiągnięcie do maja 2019 r. politycznej zgody w Radzie Europejskiej (RE) w sprawie siedmioletnich ram finansowych 2021-27. To jednak mrzonka — finału wielkiego starcia budżetowego nie doczekają na stanowiskach kończący kolejno kadencje: ani Antonio Tajani, przewodniczący PE (urzęduje do pierwszych dni lipca 2019 r.), ani Jean-Claude Juncker, ani też Donald Tusk, który fotel przewodniczącego RE zwolni miesiąc po szefie KE, 30 listopada 2019 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Ostatnie orędzie ubogie w konkrety