Ostre zagranie PZU

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2007-10-02 07:26

PZU upiekło dwie pieczenie przy jednym ogniu: zaskarbiło sobie wdzięczność polityków i postawiło konkurentów w trudnej sytuacji.

Od wczoraj ubezpieczyciele muszą odprowadzać 12 proc. składki na ubezpieczenie komunikacyjne OC do NFZ. Ta opłata zwana „podatkiem Religi” ma w założeniu pokrywać koszty leczenia ofiar wypadków. Zanim został on wprowadzony przez rząd, branża ubezpieczeniowa alarmowała, że spowoduje podniesienie cen polis. Wczoraj największy gracz na rynku PZU ogłosił, że opłatę bierze na siebie.

— Polscy kierowcy mogą być spokojni. Zachowujemy się tak, jak powinna postąpić społecznie odpowiedzialna firma. Tak, jak przystało na narodowego ubezpieczyciela — przekonuje Agata Rowińska, prezes PZU.

Cios w konkurencję…

PZU nie ukrywa motywów decyzji.

— Liczymy, że przysporzy nam to nowych klientów. Kierowcy będą mieli wybór: albo kupią polisę w PZU, albo w zakładzie, który podniesie składkę. Ten ostatni, jeśli tego nie zrobi, może mieć problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa — mówi Agata Rowińska.

Losem konkurencji polski gigant specjalnie się nie przejmuje.

— Bardziej od sytuacji konkurentów interesuje nas los klientów — dodaje Agata Rowińska.

Obaw o bezpieczeństwo nie podzielają eksperci.

— Nie ma obawy, że bezpieczeństwo klientów będzie zagrożone. Większość towarzystw należy do międzynarodowych grup finansowych, które do tego nie dopuszczą — mówi Marcin Broda, ekspert ubezpieczeniowy.

Jednak wszyscy przyznają, że decyzja PZU może doprowadzić do przetasowania na rynku.

— Niektóre towarzystwa mogą uznać, że ubezpieczenia komunikacyjne nie będą opłacalne i wycofają się z rynku — przewiduje Marcin Broda.

…która liczy

PZU otwarcie mówi, że mogło sobie na taki krok pozwolić, bo ma gigantyczne zyski: w I półroczu zarobiło na czysto 2,6 mld zł. Jako jedno z nielicznych towarzystw zarabia też na ubezpieczeniach komunikacyjnych. Z samego OC zebrało w I półroczu 1,4 mld zł. Wynik techniczny z tych ubezpieczeń to około 180 mln zł na plusie. Według szacunków Polskiej Izby Ubezpieczeń, w przyszłym roku zakłady z tytułu podatku Religi odprowadzą 600 mln zł. PZU, do którego należy 45 proc. rynku, 270 mln zł. Nawet wówczas będzie na plusie. I liczy, że będzie lepiej.

— Zakładamy, że uda nam się zmniejszyć koszty administracyjne, a także zdobędziemy nowych klientów. To pokryje ubytek z tytułu podatku — mówi Rafał Antczak, główny ekonomista PZU.

Konkurenci są w dużo gorszej sytuacji. Na ubezpieczeniach nie zarabiają bowiem miliardów jak PZU. I dlatego większość przyznaje, że będzie zmuszona podnieść ceny.

— Podatek Religi oznacza w naszym przypadku mniejsze wpływy o 2 mln zł miesięcznie. Nie możemy przyjąć takiego obciążenia na siebie. Dlatego w jakiejś części będziemy musieli ten podatek przerzucić na klientów — tłumaczy Violetta Grońska, rzecznik PTU.

— Trudno się spodziewać, by nowe uwarunkowania prawne nie znalazły odzwierciedlenia w zmianie cen polis OC. Jest to szczególnie istotne ze względu na wynik techniczny, jaki osiągają na tego rodzaju produkcie polskie towarzystwa ubezpieczeniowe. W nowych warunkach nie pozwoli on na utrzymanie stawek na obecnym poziomie — mówi Paweł Wróbel z Generali.

Niektórzy wstrzymują się z podwyżkami, licząc, że nie będą do nich zmuszeni.

— Czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie — mówi Marek Baran, rzecznik Allianz.

Na wyrok trybunału czeka również AXA Ubezpieczenia, która już zmieniła taryfy, choć oficjalnie deklaruje, że nie ma to związku z nowym podatkiem.

Względy polityczne

Choć ruch PZU na pewno zwiększy atrakcyjność jego oferty na tle konkurentów, to wcale nie oznacza to, że nagle zostanie najbardziej konkurencyjną firmą.

— Nawet jeśli konkurencja podniesie ceny, to zawsze będzie można znaleźć ofertę tańszą niż PZU — podkreśla Marcin Broda.

Tak jak PZU ma pole do wzięcia na siebie podatku, tak inne firmy mają pole do podwyżek.

— Doliczymy wymagane prawem 12 proc. Jednak zawsze dbaliśmy o konkurencyjność cen polis. W przypadku OC różnica na naszą korzyść dochodziła nawet do 30 proc. — wyjaśnia Damian Ziąber, dyrektor departamentu PR w Link4.

Nie brak głosów, że decyzja PZU nie wynika tylko z chęci walki z konkurencją. Minister Religa wielokrotnie zapewniał, że ceny polis nie wzrosną. Decyzja państwowej firmy dowodzi, że miał rację. Same władze towarzystwa nadają sprawie polityczne zabarwienie.

— Jeśli zachodni konkurenci nie chcą uczestniczyć w kosztach leczenia ofiar wypadków w Polsce, to ich decyzja — mówi Beata Kozłowska-Chyła, wiceprezes PZU.

Okiem eksperta

Marcin Broda, ekspert ubezpieczeniowy, redaktor naczelny „Miesięcznika Ubezpieczeniowego”

To i biznes, i polityka

Dla rynku decyzja PZU nie była zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się jej, odkąd prezes Jaromir Netzel zapewnił, że firma zachowa się jak na „narodowego ubezpieczyciela przystało”. Motywacja na pewno była dwupłaszczyznowa. Z jednej strony za utrzymaniem stawek na dotychczasowym poziomie przemawiały względy polityczne — by kierowcy mniej odczuli nowy podatek. Z drugiej, trudno odmówić PZU motywacji czysto biznesowej.

Przyjęcie na siebie opłaty na pewno spowoduje obniżenie zysku, ale jest on tak wysoki, że nie będzie to dla firmy problemem. Ich, w odróżnieniu od wielu konkurentów, stać na taki krok. W rezultacie wiele firm podniesie ceny, a tym samym przestaną one być tak konkurencyjne dla PZU. Niektóre mogą nawet uznać, że ubezpieczenia komunikacyjne przestały być opłacalne i wycofać się z tego segmentu rynku. Część klientów może przejąć PZU. Dlatego w dłuższym okresie decyzja o niepodnoszeniu cen na pewno PZU się opłaci.

Grzegorz Nawacki, [email protected]