Oszczędności na ołtarzu wzrostu

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-03-15 00:00

Lejtmotywem szczytu Rady Europejskiej w Brukseli jest rozwiązywanie kwadratury koła: jak rozpocząć wychodzenie UE ze ślepego zaułka słabnącego wzrostu gospodarczego bez poświęcania dyscypliny finansów.

Przewodniczący Herman Van Rompuy stara się uniknąć jałowych dywagacji, czy polityka oszczędności to właściwa metoda walki z kryzysem. Cel niby jest jasny — Unia potrzebuje pragmatycznych rozwiązań, a nie debaty ideologicznej. Ale szans na jej uniknięcie nie ma, jako że zbiórka prezydentów i premierów jest przecież politycznie bardzo zróżnicowana. Lewica dumnie odnotowuje zdobycie każdego punktu na unijnej mapie, nawet tak małego, jak przejęcie przez Partię Pracy rządów na… Malcie, pierwszy raz od jej wejścia do UE.

FOT. BS
FOT. BS
None
None

Kompromisowym wyjściem może być zatem strategia „trzymajmy się celów fiskalnych, ale dajmy sobie więcej czasu na ich realizację". Zwłaszcza że w czwartek rozpoczęcie szczytu poprzedzone zostało w Brukseli ogromną manifestacją związkowców z całej UE. Generalnie protestowali przeciwko budżetowym cięciom i oszczędnościom, pod hasłem „Nie będziemy płacić za wasz kryzys!”. Szefowie państw i rządów podjeżdżali do gmachu Justus Lipsius przy rondzie Schumana od innej strony, niż rozstawili się demonstranci — ale nie mogli ich nie słyszeć.

Z polskiego punktu widzenia niezbyt przyjemne były obrady kadłubowego szczytu Eurolandu. Państwa spoza strefy wspólnej waluty, ale uczestniczące w pakcie fiskalnym, będą uczestniczyć w przygotowaniach jego szczytów w gronie 25 sygnatariuszy. Ale na posiedzeniach czystego Eurolandu, obejmującego 17 państw, będą obecne tylko epizodycznie. Już sama taka struktura gremiów decyzyjnych potwierdza, że unijna klasa polityczna wręcz uwielbia komplikować sobie życie...