Otrzęsiny na szczycie

Jacel Zalewski
opublikowano: 2005-11-29 00:00

Strategię lizbońską już jakoś tam kojarzymy, pytanie o udział Polski w procesie barcelońskim wpędziłoby natomiast w kozi róg nawet najlepszych specjalistów od Unii Europejskiej. A jest to zapoczątkowana w 1995 r. inicjatywa unijnego zbliżenia z państwami basenu Morza Śródziemnego. Jej uczestnikami staliśmy się automatycznie w momencie wejścia do Unii. Na podobnej zasadzie rok temu Polska pierwszy raz brała udział w ASEM, czyli szczycie euro-azjatyckim w Hanoi.

Zakończony wczoraj Euromed w Barcelonie nie miał żadnego związku z... ochroną zdrowia, to po prostu skrót od Euro-Mediterranean Summit. Dziesięciole- cie zbliżenia eurośródziemnomorskiego uczczone zostało zlotem na najwyższym szczeblu. Szczyt miał szczytne cele, z których na pierwszy plan wysuwała się walka z terroryzmem oraz problemy emigracyjne. Jednak proza życia inaczej rozłożyła akcenty. Strona śródziemnomorska wystąpiła osłabiona brakiem przywódców kilku kluczowych państw — Egiptu, Izraela, Algierii. Strona unijna ubrała się za to w pierwszy garnitur, ale wszyscy myśleli oraz rozmawiali na roboczo o jednym — mianowicie o budżetowym pacie UE.

Dla premiera Kazimierza Marcinkiewicza wyprawa do Barcelony była swoistą inicjacją, czyli otrzęsinami na arenie międzynarodowej. Pierwszy raz wpiął w klapę VIP-owski pin, uczestniczył w królewskiej kolacji u Juana Carlosa i ustawił się do familijnego zdjęcia. Otrzaskanie się premiera z Gorzowa z unijnym światkiem miało dla niego samego wartość w perspektywie zbliżającego się starcia budżetowego 15 grudnia w Brukseli. Zupełnie inną kwestią jest realna wartość wszystkich tych dyplomatycznych manewrów dla Polski. Na razie na wszystkie niewygodne pytania szef rządu odpowiada z kamienną twarzą i każe czekać na finał. Przypomina w tym Leszka Millera z okresu tuż przed pamiętną Kopenhagą...

Debata w stolicy Katalonii miała wymiar wielowątkowy. Dla Polski wyjątkowo pożyteczne może być nie tyle odkrycie, ile przypomnienie sobie, iż kraje arabskie chcą i muszą być poważnie brane pod uwagę jako źródło ropy oraz — uwaga — dostarczyciele skroplonego gazu. Właśnie dlatego w polskiej delegacji drugą osobą po premierze był minister gospodarki Piotr Woźniak — standardem ekip innych państw unijnych był udział ministra spraw zagranicznych.

Jeden wniosek z Euromedu ma bardzo konkretny wymiar finansowy. Państwa UE z naturalnych powodów promują swoich najbliższych sąsiadów spoza wspólnoty. Siła związków śródziemnomorskich wynika wprost z mapy, protektorów mają także Bałkany. Niestety, poszerzeniem Unii na wschód tak naprawdę zainteresowana jest tylko Polska. W ramach wieloletniego planu finansowego 2007-13 ma ruszyć nowy, zintegrowany system pomocowy — Europejski Instrument Sąsiedztwa i Partnerstwa (EISiP). Naszym zadaniem będzie wyrwać z tego konta jak najwięcej dla kierunku wschodniego — Ukrainy i nie tylko. Jeśli jednak budżetowego kompromisu nie będzie, także ów sąsiedzki instrument trafi do kosza.