Polski rynek czarterów jest słabo rozwinięty, a otwarte niebo może ostatecznie pogrążyć polskich operatorów, których miejsce zajmą przewoźnicy z UE.
Na polskim rynku działa kilkanaście firm, specjalizujących się w czarterowych przewozach lotniczych na zlecenie. To niewiele w porównaniu z innymi państwami regionu, jak np. Czechy czy Węgry, gdzie rynek czarterów jest znacznie lepiej zagospodarowany zarówno pod względem liczby działających podmiotów, jak i wykonywanych lotów. Polscy operatorzy przyjmują obecnie dwie drogi działania — albo świadczą usługi na własnym sprzęcie, albo wynajmują samoloty od innych, krajowych i zagranicznych przewoźników.
Od 1995 r. na polskim rynku obecna jest firma brokerska Chapman Freeborn, która korzysta wyłącznie z floty wynajmowanej od innych przewoźników lotniczych.
— W przypadku zamówienia na lot małym odrzutowcem dla VIP-ów z Polski do wybranego miasta w Europie proponujemy klientowi samolot stacjonujący najbliżej — zazwyczaj od przewoźnika niemieckiego lub austriackiego. Utrzymujemy stałe kontakty z blisko dziesięcioma operatorami niemieckimi, trzema austriackimi i kilkoma firmami skandynawskimi. Gdy otrzymujemy zlecenie przewozu do Rosji, korzystamy z floty GazpromAvia. Współpracujemy też oczywiście z operatorami polskimi — wyjaśnia Idalia Głodowska, prokurent Chapman Freeborn w Polsce.
Inną formę obsługi wybrały takie polskie firmy jak GB AeroCharter i SkyTaxi, które do przewozów wykorzystują własny sprzęt. Utworzona przez pilotów wrocławska firma Sky Taxi dysponuje własnym samolotem Piper Seneca i dzierżawi Cessnę Crusader.
— Mamy małe samoloty — Piper Seneca i Cessna, zabierające po 4 osoby oraz śmigłowiec Robinson R44 dla 2 pasażerów. Organizujemy przeloty wyłącznie własnym sprzętem i głównie na trasach krajowych. Zdarza się jednak, że latamy do Austrii, Niemiec, Belgii, Szwecji i Anglii. Nasza flota nie nadaje się do dalekich przelotów. Maksymalny czas podróży to 3 godziny. Na dłuższe trasy latamy wyłącznie z ładunkiem cargo i zwykle wykorzystujemy w tym celu Cessnę — wyjaśnia Waldemar Kuczyński z GB AeroCharter.
Wynajem samolotów czarterowych dla potrzeb przelotów biznesowych czy przewozów cargo jest bardzo kosztowny, ale czasami jest jedynym rozwiązaniem.
— W pierwszym roku działalności odbyliśmy tylko jeden lot czarterowy, obecnie wykonujemy ich średnio 50 rocznie, a zatem 3-4 w miesiącu. Zapotrzebowanie wydaje się duże, zważywszy, że w ciągu jednego dnia kilka osób zwraca się do mnie z zapytaniem zarówno o czartery pasażerskie, jak i cargo. Z usług korzystają głównie małe firmy, które mają stałe grono klientów. Popyt na przewozy czarterowe istnieje mimo wysokich cen za takie przeloty. Transport w dwie strony 20-tonową ciężarówką jadącą z Polski do Niemiec kosztuje około 4 tys. zł. Przejazd, wliczając w to postoje graniczne i spedycję, trwa 24-36 godzin. My jesteśmy w stanie dostarczyć towar w 8 godzin, chociaż przewóz jednej tony przesyłki kosztuje 10-20 tys. USD, czyli 10-20 razy drożej. Jednak ewentualny przestój linii produkcyjnej kosztuje znacznie więcej. Znaczącą grupą klientów są również biznesmeni podróżujący w interesach — mówi Idalia Głodowska.
Przelot małym samolotem Piper Seneca dla czterech osób na trasie Warszawa-Gdańsk-Warszawa kosztuje 1200 USD.
— Wykonujemy około 30 przelotów rocznie. Często z naszych usług korzstają zagraniczni biznesmeni, którzy przylatują do Polski samolotem rejsowym, a następnie chcąc dostać się do różnych miast korzystają właśnie z czarteru. To dla nich wygodna i szybka metoda transportu — dodaje Waldemar Kuczyński.
Polscy przedstawiciele branży lotniczej różnie oceniają perspektywy otwarcia nieba po wkroczeniu Polski do UE. Niektórzy obawiają się nawet dumpingowych cen usługodawców zachodnich, którzy wkroczą na nasz rynek.
Ze słabym popytem na usługi boryka się natomiast firma SkyTaxi. Jednak mimo trudnej sytuacji w gospodarce, SkyTaxi znajduje swoje miejsce na rynku, świadcząc usługi dyspozycyjnego transportu lotniczego.
— Otwarcie polskiego nieba, które nastąpi prawdopodobnie wraz z wejściem Polski do UE, umożliwi wejście obcych silnych przewoźników na nasz rynek. Taka operacja może ograniczyć operacje polskich, słabych kapitałowo firm lotniczych, ale z drugiej strony może zaowocować współpracą i aliansami na specyficznym rynku Europy Środkowej i Wschodniej. Nasze doświadczenia będą z pewnością cenne dla obcych inwestorów i w tym upatrujemy szanse rozwoju — mówi Grzegorz Rybczyński, dyrektor SkyTaxi.
Waldemar Kuczyński dostrzega też biurokratyczne bariery dla rozwoju rynku czarterów w Polsce.
— Korupcja i biurokracja to powszechne zjawiska w Polsce. Poza tym nasze przepisy są znacznie bardziej restrykcyjne niż zachodnie — dodaje Waldemar Kuczyński.