Otwarcie USA: strach miał wielkie oczy?

opublikowano: 20-02-2008, 16:03

Amerykańskie indeksy rozpoczęły sesję od  spadków, ale były one mniejsze niż sygnalizowały kontrakty futures. Rynki najwyraźniej uznały, że inflacja w styczniu okazała się wyższa od oczekiwań, ale nie na tyle, by (jeszcze) bić na alarm.

Spadki indeksów o ułamki procent to m.in. zasługa spółek finansowych. Niemal codziennie jakiś duży przedstawiciel tego segmentu zgłasza problemy. Tym razem padło na giganta na rynku przejęć - Kohlberg Kravis Roberts, która nie może już regulować krótkoterminowych zobowiązań.

Inwestorzy ciągle jednak patrzą na giełdy z perspektywy makro. Dlatego, po wtorkowych spadkach „naftowych”, w środę ważna jest dla nich inflacja. Ta, nawet z pominięciem coraz droższych energii i żywności, okazała się najwyższa od czerwca 2006 r. Dane z rynku budowlanego tym razem nie zaskoczyły. Na Wall Street coraz częściej zadają sobie pytanie, jak zachowa się (o ile ma jeszcze jakąś możliwość ruchu) Fed w sytuacji, gdy z jednej strony mocne cięcia stop, a z drugiej wzrost cen. A do kolejnego posiedzenia FOMC daleko…

Już po kwadransie indeksu niemal odrobiły straty z otwarcia. Teraz ważny dla koniunktury może być komunikat z ostatniego posiedzenia zarządu Fedu. Poznamy go o 20 czasu polskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane