Pan Henryk na Henrykowie

W dawnym pałacyku francuskiego imigranta Henryk Orfinger znajduje ciszę. Dzieła Lenina na półce trzyma, ale wyłącznie z chęci zysku.

Szkło, stal, panorama miasta za oknem? Nie w biurze Henryka Orfingera. Prezes i współtwórca sukcesu kosmetycznego potentata Dr Irena Eris — firmy wycenianej na 300 mln zł — postawił na wygodę i przytulną elegancję.

Reprezentacyjna siedziba firmy to XIX-wieczny pałacyk przy ul. Puławskiej na warszawskim Mokotowie. Blisko i centrum, i zakładów produkcyjnych w Piasecznie. A do tego budzi zazdrość niejednego prezesa z drapaczy chmur w centrum miasta.

— Kupiliśmy tę posiadłość w 2000 r. Zbudował ją jakieś 150 lat wcześniej francuski imigrant, urzędnik prokuratorii warszawskiej Henryk Bonnet — tłumaczy Henryk Orfinger.

Przez niemal wiek pałac o powierzchni niemal 1000 mkw. stał na skarpie na Henrykowie, otoczony przez hektary sadów i ogrodów. Przechodził z rąk do rąk — od brytyjskiego barona przez ród Potockich do zaradnych prywaciarzy w 1945 r.

Ci ostatni stawiali powojenną ruinę na nogi. Wtedy też Warszawa dopadła na dobre wieś spokojną na Henrykowie, ruszyła budowa mniejszych i większych bloków w okolicy. Dziś pałacykowi, by błyszczał wśród brzydoty, musi wystarczyć 3 tys. mkw. ogrodu.

Cisza z epoki

Na parterze wita gości sala kominkowa, gdzie nieraz toczyły się kluczowe dla firmy negocjacje i narady. Każdy detal, choć ma ledwie nieco ponad dekadę (ale są też antyki), wydaje się być wytworem ludzi z minionych epok.

— Odnowienie wnętrz i elewacji w stylu sprzed 150 lat wymagało poważnych sum. Mam umysł ścisły, więc sam tworzyłem przestrzenną koncepcję adaptacji wnętrz, szczegółami zajęli się fachowcy — przyznaje prezes kosmetycznej spółki.

Na drugim i zarazem ostatnim piętrze znajduje się jego 60-metrowy gabinet. Zaraz po wojnie był przestronnym pokojem z kuchnią i tarasem. W środku dominuje duży stół konferencyjny. Meble klasyczne, utrzymane w ciemniejszej tonacji, prezesowski fotel wyściełany pikowaną skórą. Nie ma tu natłoku rzeczy.

— Mam też drugi gabinet w Piasecznie, ale najbardziej lubię być w drodze: to w naszym hotelu w Krynicy, to na Wzgórzach Dylewskich. Tu, w pałacyku, mam jednak takie miejsce, gdzie mogę przyjść, zamknąć drzwi i mieć ciszę — tłumaczy prezes.

Niczym Malczewski

Wzrok przyciągają dwa płótna — dyskretny żart — przedstawiające Henryka Orfingera i jego żonę Irenę Eris w strojach z początku zeszłego wieku. Prezes został uwieczniony jako postać z obrazu Jacka Malczewskiego „Autoportret na tle Wisły” z 1901 r. Prezentuje się nieźle, bo i autorką podobizny jest nie byle kto.

Praktyka pokazuje, że XIX-wieczne wnętrza sali kominkowej (zdjęcie u góry) sprzyjają XXI-wiecznemu biznesowi. Szczególnie podczas ciężkich negocjacji.

— To Regina Dmowska, konserwator malarstwa w warszawskim Zamku Królewskim — wyjaśnia Henryk Orfinger. Regały dźwigają dziesiątki zaskakujących książek. Są nie tylko przewodniki turystyczne (prezes uwielbia podróże dalekie i bliskie), ale też dzieła Lenina wydane w Paryżu i tomy autorstwa… Stalina oraz Adama Warskiego, przedwojennego posła i piewcy komunizmu.

— To kontrowersyjne pozycje, ale trzymam je nie dlatego, że się w nich zaczytuję. Niedługo takie książki będą miały sporą wartość antykwaryczną — przekonuje Henryk Orfinger. Wartość kolekcjonerską ma także zbiór białej broni, głównie noży z różnych zakątków świata, gromadzony od kilkunastu lat.

— Nie jestem specem w tym temacie. Zbieram, bo mi się to podoba — tłumaczy prezes. Wypada wierzyć na słowo. Tylko co obok noży robi kilka tomisk poświęconych białej broni? &

Siedzibę kosmetycznego giganta zdobią gustowne elementy rodem z minionych epok — takie jak kieszonkowy zegarek. Stare pianino odciąga wzrok od klimatyzatora. Kolekcja noży to już temat na dłuższą rozmowę...

HARCERSKIE CACKO Z LAPONII

Który mężczyzna jako dziecko nie marzył o fince — małym, poręcznym i skutecznym nożu? W kolekcji białej broni Henryka Orfingera jest kilka noży z Finlandii. Finka, broń i narzędzie myśliwych z Laponii, występuje

w różnych wersjach. Podstawowa, Puukko, ma ostrze długie na szerokość dłoni, czyli około 10 cm. Okaz na zdjęciu to większa wersja, czyli Leuku, z ponad 20-centymetrowym ostrzem.

– Ten nóż ma piękne zdobienia nie tylko na ostrzu, ale i na pochwie. Leży dobrze w dłoni, można nim sprawnie operować — ocenia Henryk Orfinger. Podobny nóż kosztuje około 150 euro.

Spod starego świerka w ogrodzie roztacza się widok na biura w pałacyku Bonnetów. Na górze prywatny taras prezesa, na dole ogólnodostępny. Renowacja budynku pochłonęła miliony złotych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pan Henryk na Henrykowie