Panika zwykle poprzedza odbicie na rynkach akcji

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-01-28 00:00

Kolejna sesja w USA zdominowana przez geopolitykę. Początek dawał nadzieję na przyzwoite zachowanie rynków, bo indeksy szybko przeszły na plusy. To był jednak chwilowa reakcja wywołana wystąpieniem Kofi Annana. Do tego doszła plotka, że Saddam Hussajn udaje się na wygnanie. Tak będą teraz wyglądały sesje na giełdach całego świata – byle iskierka będzie zmieniała gwałtownie obraz sesji. Inwestorzy mają obecnie skłonność do mocnego reagowania na każdą złą informację, a lekceważenia dobrej. O stanie ich nerwów najlepiej świadczy to, że ceny ropy naftowej spadły po informacjach o prawdopodobnym przedłużeniu misji inspektorów ONZ, a na rynek akcji to nie podziałało.

Po wystąpieniu Hansa Blixa indeksy zaczęły mocno spadać. Właściwie nie powiedział nic nowego, ale zaakcentował, że deklaracja Iraku zawiera luki i nie wydaje się, żeby rząd tego kraju zaakceptował żądania ONZ. Rzecznik Białego Domu Ari Fleischer nie pozostawił zaś wątpliwości, że USA uważają, iż Irak nie zastosował się do rezolucji ONZ. Z Davos też dochodziły opinie nie poprawiające nastrojów. George Soros powiedział, że inwestorzy powinni unikać większego zaangażowania dopóki sprawa Iraku nie zostanie rozstrzygnięta, a Bill Gates oświadczył, że nie widzi poprawy na rynku TMT w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Po wczorajszej sesji los rynku jest przypieczętowany. Trzymiesięczna formacja RGR na S&P 500 musi się wypełnić. Twierdzę, że w tym tygodniu powstanie odbicie będące ruchem powrotnym ku linii szyi tej formacji i najbardziej logiczne byłoby, gdyby zaczęło się dzisiaj przed orędziem Busha i przed środową decyzją Fed. Problem w tym, że rynkiem już nie kieruje logika, a jedynie emocje i nie ma najmniejszych możliwości, żeby trafić w moment odbicia. Emocje szczególnie było widać w Eurolandzie, który zachował się gorzej niż rynki USA. Wyprzedanie rynków jest niezwykłe. Klasycznym przykładem jest angielski FTSE-100, który pierwszy raz w historii zaliczył 11 kolejnych sesji spadkowych. Nawiasem mówiąc wydaje się, że to nie jest przypadek, iż ten rynek zachowuje się najgorzej. Wielka Brytania jest krajem popierającym bezwarunkowo USA w planach wojny z Irakiem.

Dzisiaj znowu będziemy mieli dużą ilość raportów kwartalnych. Przed sesją w USA podają: DuPont, Merck, Northrop i Pepsi. Po sesji Novellus, SBC, Veritas. Wyniki poda również Procter & Gamble. Tyle tylko, że wyniki na razie nie mają znaczenia. Podobnie jest z danymi makro, a będzie ich dużo. Już o 10.00 instytut Ifo poda, jaki był indeks nastroju biznesu niemieckiego w styczniu. Prognozowany jest wzrost powyżej poprzedniej wartości 87,1 pkt. Z USA dane nadejdą o 14.30 i 16.00. Pierwszy będzie raport o zamówieniach na dobra trwałego użytku (prognoza: wzrost o 0,7 proc.). Jednak nie ten raport jest najważniejszy. W drugiej partii danych będzie sprzedaż nowych domów (prognozowany spadek o 3,2 proc.), ale dopiero indeks zaufania konsumentów będzie tym, na co rynek czeka. Oczekuje się spadku z 80,3 do 79,0 pkt.

Również dzisiaj (w nocy) prezydent Bush wygłosi orędzie o stanie państwa, ale nie widzę czym prezydent miałby inwestorów zaskoczyć. Zaczynają się też obrady Fed i RPP. Może powstać pokusa, żeby zagrać pod posiedzenie Rady i obniżkę stóp, ale jeśli nawet tak się stało to byłby wyłącznie pretekst, bo przecież rynek obniżkę o 25 pkt. ma w cenach.

Wczoraj indeksy na GPW spadały równie szybko jak w Eurolandzie. W warunkach paniki na rynkach to było nie do uniknięcia. Ale też nie tyle wynikało to z olbrzymiej podaży ile ze strajku popytu. Rynek jest nie inwestycyjny, a wyłącznie spekulacyjny, bo jeśli wystąpi wzrost (powinien już dzisiaj) to i tak większość posiadaczy akcji będzie sprzedawała je pod byle pretekstem. Tylko bardzo aktywni inwestorzy, obserwujący bez przerwy rynek, powinni z takiego odbicia korzystać.