Panowie z rządu, spieszcie się powoli

Adam Sofuł
10-05-2006, 00:00

Powołanie większościowej koalicji pozwoli nam na polityczne przyspieszenie — deklarują zgodnie politycy PIS. I tym razem słowa dotrzymują. Wszystko wskazuje na to, że ruszają do politycznej ofensywy. Będą ofiary. Na pierwszą typowany jest prezes PZU Cezary Stypułkowski. Jego obecność w spółce Jarosław Kaczyński uznał za skandal, a skoro prezes PiS tak uznał, to prędzej czy później przekona do tego poglądu premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Szefa resortu skarbu Wojciecha Jasińskiego do zakończenia tego „skandalu” raczej nie trzeba będzie długo namawiać.

Tym bardziej że Jasiński ruszył do ofensywy już kilkanaście dni temu. Na razie na własnym podwórku — w ubiegłym tygodniu z pracą w resorcie skarbu pożegnało się 14 dyrektorów departamentów. Chwieją się też fotele pod wiceministrami Maciejem Heydlem i Piotrem Rozwadowskim, których do resortu ściągnął Andrzej Mikosz. Lada moment jednak ofensywa zejdzie na niższe szczeble — do spółek skarbu państwa. Może wrócić pomysł zmian prezesów w Orlenie i PKO BP. Co prawda, prezesi Igor Chalupec i Andrzej Podsiadło przetrwali już falę pogłosek o swoich dymisjach, warto jednak zauważyć, że wówczas sytuacja polityczna jeszcze się nie wyklarowała. Teraz, gdy już powstała koalicja, można się z energią wziąć do pracy — energię widać na każdym kroku — minister skarbu nie chciał czekać do 19 maja na posiedzenie nowej rady nadzorczej TVP i przyspieszył je o tydzień. Jak wiadomo, obecny prezes TVP nie jest ulubieńcem nowych władz, więc z rosnącym zainteresowaniem czekamy na przyspieszone posiedzenie rady nadzorczej.

Żeby było jasne — minister Jasiński nie jest żadnym niechlubnym wyjątkiem (raczej wpisuje się w niechlubną regułę) w historii III RP. Z każdym nowym rządem ruszała karuzela kadrowa w ministerstwach, rządowych agendach czy wreszcie spółkach skarbu państwa i najczęściej obracała się ona zgodnie z dostosowanym do polityki kadrowej prawem Kopernika—Greshama — z reguły gorsi ludzie wypierali lepszych. Trudno, widocznie taką już mamy nową świecką tradycję.

Wypada mieć jedynie nadzieję, że siedem miesięcy mozolnego budowania paktów stabilizacyjnych, mniejszościowych i większościowych koalicji politycy wykorzystali na przemyślenie zmian, jakich chcą dokonać. Jeśli nie — zapowiadane przyspieszenie jedynie je przyhamuje. Warto przypomnieć, że rząd już się raz zabrał z werwą do zmian — tuż po powołaniu. Efekty bywały żałosne. Dość wspomnieć, że PGNiG czekało na powołanie prezesa kilka miesięcy, i to w sytuacji, gdy Gazprom wstrzymywał dostawy gazu i groził podwyżkami cen. Fiaskiem zakończyły się także szybkie zmiany w mediach — zakwestionowanie przez Trybunał Konstytucyjny nowelizacji Ustawy o radiofonii i telewizji sparaliżowało prace Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Pośpiech sprawił, że zmarnowano pół roku — jeśli chodzi o regulację rynku telekomunikacyjnego — p.o. prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anna Streżyńska nie mogła podejmować żadnych decyzji. Dopiero wczoraj premier Kazimierz Marcinkiewicz zakończył ten wielomiesięczny niepotrzebny spektakl, mianując ją prezesem i rozwiązując problem. I tego chyba możemy życzyć ministrowi skarbu i wszystkim innym ministrom: jeżeli już musicie podejmować dużo szybkich decyzji kadrowych, to niech rozwiązują one problemy, a nie stwarzają nowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Panowie z rządu, spieszcie się powoli