Państwo pełne prywatnych czempionów

Sprywatyzować wszystko? Nie, bo polski kapitał prywatny wciąż ma niewielką siłę przebicia, a państwowi giganci to bufor w niepewnych czasach. Trzeba jednak szybko wprowadzić rozwiązania budujące siłę kapitału spod flagi biało-czerwonej

Miks — to słowo podczas ostatniej debaty „Pulsu Biznesu” padało nadzwyczaj często. Zestawione z określeniami typu „rozsądny, rozważny, kompromisowy” odnosiło się do głównego przedmiotu dyskusji z cyklu „Patriotyzm gospodarczy”. Tym razem tematem przewodnim była rola państwa w gospodarce. W kraju, gdzie jeszcze dwie dekady temu kontrolowało ono niemal wszystko, musi on wywoływać emocje.

Zdaniem debatujących, regulując relacje na poziomie państwowe- -prywatne, nie trzeba wymyślać teorii godnych Nobla. Patrząc np. na Niemcy, widać, jak powinien wyglądać kraj, w którym państwo dość sprawnie oddało inicjatywę w sektorze gospodarczych gigantów.
[FOT. MW]
Zobacz więcej

Zdaniem debatujących, regulując relacje na poziomie państwowe- -prywatne, nie trzeba wymyślać teorii godnych Nobla. Patrząc np. na Niemcy, widać, jak powinien wyglądać kraj, w którym państwo dość sprawnie oddało inicjatywę w sektorze gospodarczych gigantów. [FOT. MW]

— Odpowiedzią jest optymalny miks, bez skreślania roli państwa — tonował nastroje Jan Krzysztof Bielecki, uczestnik debaty „Pulsu Biznesu”, w tym przyypadku zwolennik ewolucyjnych, a nie rewolucyjnych rozwiązań w gospodarce. Oprócz szefa Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów udział w dyskusji wzięli: Zbigniew Jagiełło, prezes państwowego PKO BP, Kazimierz Pazgan, twórca prywatnego z krwi i kości Konspolu, i Paweł Tamborski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, odpowiedzialny m.in. za procesy prywatyzacyjne.

Zjeść i mieć ciastko

Co do dwóch kwestii zdania nie były podzielone. Po pierwsze, co do tego, że państwo jest wciąż najpewniejszym źródłem budowy regionalnych czempionów spod flagi biało-czerwonej. Po drugie, oczywiste jest, że prywatne inicjatywy z definicji biją publiczne efektywnością i rentownością. Jak pogodzić sprzeczne interesy i idee, zjeść i mieć ciastko?

— Spięcie między „prywatyzować” a „mieć” musimy rozładowywać każdego dnia. Dbać o interesy państwa, wypracowywać narzędzia właścicielskie, ale też pielęgnować relacje z prywatnymi inwestorami, pomagającymi nam w prywatyzacji. Tu trzeba wyraźnie oddzielić kształtowanie rynku od relacji właścicielskich, by uniknąć konfliktu interesów — zaznaczał Paweł Tamborski. Zbigniew Jagiełło tłumaczył zaś, że proces prywatyzacji i roli państwowych firm w gospodarce powinien być rozpatrywany z uwzględnieniem długofalowych korzyści z podjętych decyzji. I podawał przykład z własnego podwórka.

— Bywa tak, że niektóre piony w banku mogą uważać, że współpraca z danym klientem mu się nie opłaca. Wtedy analizujemy cały proces, żeby sprawdzić, czy sumując wartość kreowaną w poszczególnych obszarach organizacji będzie to korzystne dla całego banku — klarował prezes największego polskiego banku.

Niemieckie przepisy

Kazimierz Pazgan, znany z odważnych tez, ale też praktyk biznesowy z doświadczeniem w kilku krajach na świecie, zaznaczał, że głównym zmartwieniem nie powinna być jednak relacja państwowe-prywatne.

Problem leży w tym, że prywatne nie znaczy polskie.

— Aktywna rola państwa w procesach gospodarczych jest pożądana. Tak się jednak składa, że 80 proc. przychodów przemysłu i sektora finansowego generują w Polsce firmy z zagranicznym kapitałem — wyliczał i cofał się 60 lat wstecz, do powojennych Niemiec. Wtedy to nasi zachodni sąsiedzi mieli podobny problem jak my teraz: nie brakowało im ambicji, aspiracji, umiejętności. Brakowało rodzimego kapitału.

— Niemcy wprowadzili w latach 50. bardzo prosty system podatkowy, zmuszający wręcz firmy i ludzi do inwestowania w siebie, budowania własnego kapitału — np. ulgi podatkowe od podatku dochodowego w przypadku inwestowania. Skoro miałbym wybór — zapłacić podatek skarbówce albo zainwestować go, to jasne, że wybieram inwestowanie. W ten sposób małe firmy stawałyby się coraz większe — wyjaśniał Kazimierz Pazgan. Jan Krzysztof Bielecki z miejsca zgłosił wątpliwości co do recept nowosądeckiego króla drobiu.

— Tu trzeba wejść w szczegóły. Pamiętajmy, że musimy trzymać dyscyplinę finansową. Teraz to fundament polskiej gospodarki. Według mnie, lepiej postawić na edukację i na tym etapie uczyć ekonomicznego myślenia — skwitował były premier.

Kazimierz Pazgan podjął rękawicę, przedstawił szczegóły polegające m.in. na wzroście płac w Polsce do poziomu Niemiec i osłabieniu złotego nawet o 300 proc. Wtedy podniesiemy swój poziom życia, ale też zachowamy konkurencyjność gospodarki. A podatki? Spokojna głowa.

— Ożywienie gospodarcze to więcej firm i więcej podatków. Prosty system podatkowy to też powrót fali przedsiębiorców i podatników z szarej strefy — tłumaczył twórca Konspolu.

Bałtyckie realia

Państwo jako służący, torujący drogę przedsiębiorcy, głaszczące go niskimi podatkami — czyżby zapachniało Ameryką, Kalifornią? Zbigniew Jagiełło podkreślał, że jego biznesowy nos podpowiada mu zmierzenie się nie z marzeniami zza oceanu, lecz realiami nad Bałtykiem.

— Innowacje kojarzą się głównie z amerykańskimi gigantami powstałymi z małych firm garażowych. A przecież globalne sukcesy odnoszą też korporacje z Europy ze zróżnicowanym akcjonariatem, które mocno inwestują w badania naukowe. Jako kraj Unii mamy swoje uwarunkowania prawne, polityczne, społeczne, ale mamy też przykłady efektywnie zarządzanych podmiotów z udziałem skarbu państwa. Budujmy taki zdrowy miks, bez rozwiązań zero-jedynkowych — namawiał Zbigniew Jagiełło.

Przyklasnął temu Paweł Tamborski, zastrzegając, że nie marzy mu się gospodarcza wszechmoc jego ministerstwa. Nad moc stawia pomoc w naoliwianiu trybów gospodarki.

— Państwo jest potężnym inwestorem i poprzez np. Inwestycje Polskie chcemy zmienić sposób wydawania pieniędzy z prywatyzacji. Przeznaczymy je na aktywa przydatne polskiej gospodarce. W naszym założeniu Inwestycje Polskie nie mają zastępować inwestorów prywatnych, mają uzupełniać i wspierać rynek — objaśniał wiceminister i po chwili znów został wywołany do tablicy.

Bank myślący inaczej

Prowadzący debatę Grzegorz Nawacki, wicenaczelny „Pulsu Biznesu”, postanowił bowiem podważyć ideę „zdrowego miksu” i zapytał dyskutantów, czy może warto rozważyć taki wariant, w którym państwo sprzedaje całe swoje dobra i — pstryk! — gasi prywatyzacyjne światło.

— Już kilku poprzednich ministrów planowało być ostatnimi prywatyzatorami. Zapewne przed resortem stoi kilka kluczowych zadań, m.in. dalsza profesjonalizacja nadzoru, doprecyzowanie zasad nagradzania, zatrudniania. Czy to ma robić MSP, czy może stworzyć agencję, która będzie się zajmować spółkami skarbu państwa? To już jest jedynie kwestia techniczna. Gorętsza dyskusja będzie się zapewne toczyć w kwestiach aktywów mających zostać w domenie państwa. Weźmy np. lotnisko Chopina w Warszawie. Czy powinno być państwowe? A może jakaś forma koncesji lub prywatyzacja? — zastanawiał się Paweł Tamborski. Gospodarka z milczącą rolą państwa to niekoniecznie marzenie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Jeśli gasić światło, to nie tam, gdzie potrzebuje go racja stanu.

— Cel jest jeden — gospodarka prywatna, bo ona najlepiej się sprawdziła. Nie dyskutuję przy tym z listą rządu, Sejmu pokazującą, co wolno prywatyzować, a czego nie. Wciąż jest wiele do sprywatyzowania i trzeba to zrobić — im szybciej, tym lepiej.

Jednak z drugiej strony, ze względu na bezpieczeństwo pewnych sektorów, czasem warto posiadać instrumenty stabilizujące potencjalne niepokoje w gospodarce. Podczas kryzysu, gdy banki zagraniczne wycofywały swoje fundusze z Polski, przydał się w Polsce jeden bank myślący inaczej, niemający matki za granicą — analizował Jan Krzysztof Bielecki, puszczając oko do Zbigniewa Jagiełły.

Tym razem także Kazimierz Pazgan zaśpiewał w chórze, zgadzając się z tokiem rozumowania przedmówcy i podobnie jak on, zaczepiając prezesa PKO BP. — Liczę na wsparcie polskich firm i rządu dla polskich inwestorów za granicą. Może np. oddział PKO BP w Azji? To niesamowicie perspektywiczny rynek — zachęcał Kazimierz Pazgan i jeszcze po debacie rozmawiał o tym z szefem PKO BP.

Kroki po skoku

Koniec końców okazało się, że nie trzeba cudów, żeby biznesowi giganci rodem z Polski nie byli wyjątkami od reguły. Potrzeba zdecydowania, konsekwencji, no i wizji — wcale nie rewolucyjnych.

— Państwo niech tworzy ład, procedury, procesy. I nie będzie naiwne i ślepe na to, co jest dookoła. Za opisy takich procesów już parę osób Nobla dostało, więc nie musimy się wysilać, żeby to wymyśleć. Wysiłek przyda się przy realizacji — wyjaśniał Jan Krzysztof Bielecki.

— Musimy na bieżąco definiować nasz interes, wykorzystywać własność państwa defensywnie do reagowania na rozwój wypadków w gospodarce — dodawał Paweł Tamborski.

Pytany o rolę państwa w gospodarce Zbigniew Jagiełło żartował odwołując się do nowomowy z lat 80.: Państwo ma rolę państwotwórczą — czyli masło ma być maślane, a Kazimierz Pazgan skwitował: — Zrobiliśmy skok cywilizacyjny. Czas na odważne kroki w kwestii budowania kapitału.

Jan Krzysztof Bielecki, szef rady przy prezesie RM

Często mamy do czynienia z tym, że nabywcami spółek skarbu państwa są podmioty z sektora państwowego z innych krajów. To nie jest prawdziwa prywatyzacja.

Potrzebne są nowe regulacje w nadzorze właścicielskim w spółkach skarbu państwa, bo np. w radzie nadzorczej spółki skarbu państwa może zasiadać osoba po weekendowym kursie, zrobionym lata temu. Ja po dekadzie pracy w bankowości nie mogę. Nie mam kursu.

Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP:

Duma Polski z firmy nie ma źródła w tym, czy jest ona państwowa czy prywatna. Wynika z tego, że odnosi sukcesy rynkowe.

Nie ma co przywiązywać się do teorii. Na Zachodzie robi się politykę miks — wspierając spółki państwowe, ale także współpracując z sektorem prywatnym.

Paweł Tamborski, wiceminister skarbu:

Nie ma jednej polityki w przypadku państwowych spółek, jest reagowanie na okoliczności. Jak wtedy, gdy po upadku Lehman Brothers skarb państwa wziął udział w podwyższeniu kapitału PKO BP.

Oczekuje się od MSP pełnej kontroli nad tym, co się dzieje w spółkach z udziałem skarbu państwa, lecz spółki GPW mają swoje ograniczenia informacyjne. Być może powinna powstać lista spółek, co do których skarb będzie mógł domagać się większej liczby informacji.

Kazimierz Pazgan, twórca i właściciel Konspolu:

Musimy wypracować model na sprawną organizację państwa na kilku poziomach, aby Polacy mieli przewagę kapitałową na polskim rynku, a obywatele mogli realizować swoje marzenia.

Nie oczekuję specjalnego wsparcia od administracji, jednak pewne szanse tu przegapiamy, bo czempionów można budować też za granicą. Taka Indonezja to dla Niemców wielki rynek, tymczasem do dziś, w Dżakarcie, nie było żadnej oficjalnej wizyty wysokiego rangą urzędnika z Polski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol JedlińskiKarol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Państwo pełne prywatnych czempionów