Branża gier będzie miała państwowe wsparcie — zapowiedziała w exposé premier Beata Szydło. I rzeczywiście, po latach posuchy coś w tym obszarze drgnęło. Lada dzień mają rozpocząć się negocjacje zakresu programu rozwojowego dla rodzimych producentów. Pod koniec października został on wstępnie zaakceptowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Dzięki temu w ciągu kilku lat rodzimi producenci będą mogli zainwestować 490 mln zł.

— Połowę tych pieniędzy wyłożymy. Reszta będzie pochodzić od zainteresowanych firm — mówi Leszek Cieśla z NCBR. Deweloperzy mają nadzieję, że rozmowy o ostatecznym kształcie programu zakończą się w drugim kwartale przyszłego roku. To oznaczałoby, że pierwsze konkursy na projekty badawcze dla producentów gier będą mogły ruszyć w trzecim kwartale. Według Adama Badowskiego, członka zarządu CD Projektu, takie rozwiązanie jest bardzo potrzebne.
— W innych państwach branża gier została uznana za jeden z kluczowych segmentów gospodarki i może cieszyć się publicznym wsparciem. Tak jest m.in. w USA, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii. Firmy z tych państw mają ułatwiony start — zaznacza Adam Badowski.
Podkreśla, że aż 98 proc. sprzedaży polskich producentów gier to rynki zagraniczne. Według niego, gry są także obszarem, w którym najszybciej można zbudować rozpoznawalne na całym świecie marki. To pozytywnie przekłada się na wizerunek państwa. Do gry w gry być może włączą się wyższe uczelnie. Mateusz Gaczyński z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego twierdzi, że resort stara się popularyzować tę tematykę na ich terenie.
— Uczelnie mają autonomię i same decydują o nowych kierunkach studiów. Zachęcamy ich, by były to kierunki związane z branżą gier — mówi Mateusz Gaczyński. Adam Badowski podkreśla, że zmiana nastawienia uczelni wyższych do branży jest widoczna. Zaznacza, że jeszcze kilka lat temu sytuacja w tym obszarze była dramatyczna.
— Pomogli studenci, którzy wiedzą, czego potrzebują od uczelni, by dostać pracę w branży gier, i starają się to wyegzekwować — podkreśla członek zarządu CD Projektu. Piotr Przewrocki z QBN Seed Fund uważa, że państwo powinno wspierać tych producentów gier, którzy stawiają pierwsze kroki. Wymagają one nie tylko zastrzyku finansowego, ale często wiedzy o tym, jak prowadzić biznes.
— Na poziomie start-upów jest dużo do zrobienia. Inwestycje w takie podmioty to dla funduszu w tym momencie olbrzymie ryzyko — ocenia Piotr Przewrocki.