Państwowa spółka sprzeda dary lasu

opublikowano: 25-05-2017, 22:00

Lasy Państwowe chcą budować sieć sklepów z dziczyzną oraz przetworami z grzybów i jagód. To ryzykowny i kosztowny biznes — przestrzega branża

Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe (LP), którego przychody (ok. 8,2 mld zł) prawie w 90 proc. pochodzą ze sprzedaży surowca drzewnego, nabrało apetytu m.in. na mięso. Eksperci z branży nie spodziewają się jednak, by taka działalność mogła poprawić zyskowność przedsiębiorstwa. Ma ono bardzo wysokie koszty (sięgają 7,8 mld zł), przez co zarabia skromnie. Zysk netto w 2015 r. ograniczył się do 382,2 mln zł.

— Za dwa miesiące chcemy tutaj, nieopodal naszej siedziby w Warszawie, uruchomić pierwszy sklep firmowy Lasów Państwowych. Oferowałby dziczyznę, a dokładniej — przetwory z dziczyzny wytwarzane na bazie tradycyjnych technologii. Byłaby to pierwsza placówka z całej sieci sklepów — mówi Konrad Tomaszewski, dyrektor generalny LP. W tym roku planowane jest otwarcie czterech placówek, a docelowo miałoby być ich kilkanaście. Dyrekcja rozważa również stworzenie samodzielnych stanowisk w sklepach wielkopowierzchniowych.

Małe przetwórnie

Dziczyzna to dziś mięso niedoceniane przez krajowych konsumentów. Część upolowanej zwierzyny myśliwi zachowują na własne potrzeby, większość przekazują do punktów skupu, a potem najczęściej mięso trafia za granicę. W 2015 r. (to najświeższe dostępne dane) skupiono jelenie, sarny i dziki za prawie 100 mln zł. LP mają zamiar pozyskiwać dziczyznę ze swoich ośrodków hodowli zwierzyny. Jest ich łącznie kilkadziesiąt.

— Planujemy sprzedawać dziczyznę podmiotom, które już zajmują się lub chcą się zajmować jej przetwórstwem i produkcją wyrobów mięsnych. Chcielibyśmy, aby w Polsce powstawały niewielkie rodzinne przetwórnie. Być może wymagać to będzie zmiany przepisów. Obecne generalnie zezwalają na sprzedaż produktów wytwarzanych we własnym zakresie przez gospodarstwa wiejskie, ale jest to związane z licznymi barierami biurokratycznymi — mówi Konrad Tomaszewski. Nie wyklucza, że jeden lub dwa zakłady należące do LP wyspecjalizują się w takiej produkcji. Zainteresowany nią jest np. Lasbud.

— Nie chcemy jednak sprawić, aby podmioty prywatne, które chciałyby produkować na potrzeby sklepów firmowych LP, miały trudności z zaopatrywaniem się w surowiec — zapewnia szef LP.

Nie tylko dla mięsożerców

W sklepach firmowych i na wydzielonych stoiskach LP w centrach handlowych dostępne mają być też inne produkty.

— Obecnie w wielu miejscach w Polsce spotkać można przy drogach sprzedawcówgrzybów i jagód. Chcemy stworzyć specjalne miejsca sprzedaży na bazie naszych parkingów leśnych, które budujemy w ramach realizacji tzw. pozaprodukcyjnej funkcji lasu jako miejsca wypoczynku i rekreacji. Zamierzamy zachęcić do przeniesienia się tam osoby, które obecnie handlują przy drogach — deklaruje Konrad Tomaszewski. Jego zdaniem, to również wymagałoby nowelizacji prawa. Grzyby nie mogą być legalnie sprzedawane, dopóki nie zostanie sprawdzone, czy są jadalne. Lasy chciałyby, aby leśniczowie mogli przeprowadzać kontrole grzybów sprzedawanych na leśnych parkingach.

— Oczywiście nie zawsze wszystkie grzyby i jagody znajdą nabywców. LP skupowałyby towar niesprzedany danego dnia. Następnie byłby on chałupniczo, w domach, przerabiany na nasze zamówienie. Gotowe przetwory z grzybów i jagód opatrzone logo LP trafiałyby do naszych sklepów firmowych — wyjaśnia Konrad Tomaszewski.

Nie ma jednak jeszcze sprecyzowanych terminów uregulowania kwestii sprzedaży grzybów i jagód. Kolejnym produktem dostępnym w sklepach firmowych miałby być miód. Już teraz wielu leśniczych prowadzi w lesie własne pasieki. Lasy chcą ich zachęcić, aby produkowali miód także do sprzedaży w punktach handlowych LP.

— Spotkamy się zapewne z różnymi trudnościami, bo różne podmioty, które często zmonopolizowały rynek, będą uważały, że naruszamy ich interes — przewiduje Konrad Tomaszewski.

OKIEM PRODUCENTA I DETALISTY

Trudne i drogie

ADAM ZDANOWSKI

współwłaściciel Zakładów Mięsnych Wierzejki, które prowadzą też sieć sklepów firmowych

Próbowaliśmy wprowadzić przetwory z dziczyzny do oferty, ale nie sprzedawały się ani w kraju, ani na rynku brytyjskim. Pojawiają się trzy zasadnicze bariery: cena, trudność w przygotowaniu potraw i konieczne duże nakłady na promocję tego rodzaju mięsa. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z tej części oferty, bo oznaczało to dokładanie do biznesu. Dlatego sieć sklepów wyspecjalizowana w dziczyźnie to ogromne wyzwanie, któremu może podołać tylko gracz z dużym budżetem i know-how na temat budowy sieci. Pierwszy punkt to jeszcze relatywnie prosta sprawa, ale drugi i następne drastycznie komplikują i zwiększają koszty takiego biznesu. Kilka punktów to już konieczność fachowego zarządzania personelem, logistyki itd. Nie można się tego szybko nauczyć, należałoby raczej kupić takie kompetencje.

OKIEM BRANŻY

Cena zabija konsumpcję

WITOLD CHOIŃSKI

prezes Związku Polskie Mięso

Dziś sieć sklepów mięsnych to biznes ryzykowny. Z roku na rok coraz większą część sprzedaży tego typu asortymentu przejmują sklepy wielkopowierzchniowe i dyskonty, w których dostępne są również bardziej delikatesowe produkty, jak np. dziczyzna. Detaliści wyspecjalizowani w mięsie ratują się, współdzieląc sklepy z piekarniami czy mleczarniami, ale mimo to ok. 20-30 proc. mięsnych placówek pozostaje nierentowna. Sama dziczyzna natomiast odstrasza konsumentów ceną. Z ok. 15-20 kg sarny w skupie, w którym za każdy 1 kg płacone jest 15 zł, uzyskujemy 5 kg czystego mięsa. Oznacza to więc, że potencjalny przetwórca nabywa surowiec za co najmniej 45 zł za kg. Do tego dochodzą przecież koszty pracy zakładu, weterynarii itd. Pamiętajmy, że w Polsce wciąż nie może się mocniej przebić wołowina, właśnie ze względu na cenę. Jeszcze trudniej będzie dziczyźnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer, Michalina Szczepańska

Polecane