Paraliż na torach

Inwestycyjne plany i proklienckie zmiany w PKP Cargo na nic się zdadzą, jeśli spółka straci klientów z powodu remontów torów. Nie tylko jej grożą problemy.

Za kilka lat, gdy PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) skończą modernizować infrastrukturę, prędkość handlowa — która w trakcie remontów spada z nieco ponad 20 do 10 km/h — wzrośnie do 50-60 km/h. Tak pocieszały się poprzednie władze PKP Cargo. Obecne uważają, że to marna pociecha, bo po nowoczesnych torach spółka… nie będzie miała czego wozić.

— Niska prędkość handlowa nie jest naszym głównym problemem. Większym wyzwaniem jest zamykanie linii i ograniczanie przejazdów na czas wieloletnich modernizacji. Wielu klientów może zrezygnować z naszych usług. Jeśli kupią samochody do transportu towarów, stracimy ich na długo — uważa Maciej Libiszewski, prezes PKP Cargo.

Objazdem drożej

Dlatego spółka rozmawia z PLK o niezamykaniu linii na czas remontów.

— Kiedy linia zostaje czasowo wyłączona z eksploatacji, możemy korzystać z objazdów, płacąc jak za jazdę krótszym szlakiem. Takie rozwiązanie nie jest jednak satysfakcjonujące, bo rosną nam wówczas pozostałe koszty operacyjne — zatrudnienia maszynistów, bo transport trwa znacznie dłużej, i paliwa do lokomotyw czy energii, bo pokonujemy znacznie więcej kilometrów. Ktoś musi za to zapłacić. Dlatego wolimy w trakcie modernizacji jeździć wolniej, ale po liniach dotychczas eksploatowanych, a nie objazdami — twierdzi Maciej Libiszewski.

Chcąc przewieźć węgiel z Bogdanki na północ, trzeba będzie pojechać przez Stalową Wolę. To oznacza wydłużenie trasy z kopalni do zaopatrującej się w niej elektrowni w Kozienicach ze 130 do 350 km.

Bogdanka negocjuje

Na zamykaniu linii ucierpią nie tylko PKP Cargo. Z analizy Centrum Zrównoważonego Transportu (CZT) wynika, że straci na tym cały przemysł. Przykłady? Chcąc przewieźć węgiel z Bogdanki na północ, trzeba będzie pojechać przez Stalową Wolę.

To oznacza wydłużenie trasy z kopalni do zaopatrującej się w niej elektrowni w Kozienicach ze 130 do 350 km. Dłuższa droga oznacza wzrost kosztów transportu,a to może zniechęcać klientów. Kozienice, podobnie jak Bogdanka należące do grupy Enea, raczej nie będą szukać nowego dostawcy, ale zewnętrzni odbiorcy mogą zrezygnować. Dlatego kopalnia prowadzi rozmowy z PLK.

— Pamiętajmy, że praktycznie 100 proc. węgla produkowanegoprzez Bogdankę, czyli blisko 9 mln ton rocznie, wywożone jest koleją. To daje znaczący udział w rynku transportu towarów. Dlatego monitorujemy na bieżąco temat modernizacji linii kolejowych, zarówno prowadzonych obecnie, jak i planowanych długoterminowo przez PLK. Nie wyobrażamy sobie sytuacji, w której PLK nie konsultuje z nami harmonogramów remontów i wyłączeń — mówi Krzysztof Szlaga, który od 1 kwietnia będzie prezesem Bogdanki.

Zdaniem CZT, inwestycyjny kalendarz PLK do 2017 r. może także spowodować problemy z przewozem paliwa z Orlenu i transportem intermodalnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska, Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Paraliż na torach