Paryż wart mszy, pardon – igrzysk

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-07-25 20:00

Igrzyska XXXIII Olimpiady w Paryżu nominalnie rozpoczynają się w piątek wieczorem, ale realnie trwają już od kilku dni. Nie tylko ściśle sportowo, także w sferze polityczno-dyplomatycznej.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W czwartek wieczorem Thomas Bach, przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego od 2013 r., podjął w królewskim Luwrze obiadem przybyłych na otwarcie szefów państw i rządów. To bardzo charakterystyczny symbol dualizmu akurat tych igrzysk – w jednym olimpijskim domu stoi zarówno przepych monarchistyczny, bo wcale nie republikański, jak też symboliczna dykta. Organizatorzy połączyli wspaniałość znanych na całym świecie paryskich zabytków i innych publicznych budowli z siermiężnością aren sportowych zmontowanych tylko na raz. W sercu miasta, na kilku najbardziej reprezentacyjnych placach i bulwarach, wzniesione zostały prowizoryczne obiekty z trybunami na budowlanych rusztowaniach. Błąkając się po głównych olimpijskich rejonach miałem wrażenie, że z całej Francji na czas igrzysk zostały ściągnięte wszystkie rurki budowlanych rusztowań, rozstawne segmenty ogrodzeń etc.

Paryż jest w świecie już tak wypromowany turystycznie i cywilizacyjnie, że bardziej się nie da. Dlatego nic dziwnego, że dekoracje olimpijskie są naprawdę bardzo skromne, w zasadzie ograniczają się do plansz informacyjnych. Chociaż nawet dzielnice, w których nic się nie odbywa i mieszkańcy w ogóle nie odczuwają olimpijskiej gorączki, jakoś tam akcentują że też uczestniczą w evencie. Biznes pamiątkarski natomiast w ogóle nie zainteresował się igrzyskami, wśród milionów koszulek, czapeczek, pocztówek, kubków, breloczków etc. 99 proc. to standardowe paryskie, zaś olimpijskie stanowią może 1 proc. Oferta w zasadzie ogranicza się do czerwonych maskotek, czyli tzw. Frygijek. To stworki bazujące na czapce frygijskiej, czyli symbolu francuskiej rewolucji z końca XVIII wieku i generalnie ruchów wolnościowych, oficjalnym nakryciu głowy Marianny stojącej we wszystkich urzędach. Istnieją dwa rodzaje owych milusich stworków – jeden symbolizuje Igrzyska XXXIII Olimpiady, odbywające się od 26 lipca do 11 sierpnia, zaś drugi – XVII Letnie Igrzyska Paraolimpijskie, odbywające się od 28 sierpnia do 8 września.

Gigantyczne przedsięwzięcie logistyczne trafiło się państwu, które akurat nie ma rządu i trudno powiedzieć, kiedy się doczeka. Bezpośrednio tego nie widać, rząd tylko administrujący sprawnie rzucił do zapewnienia bezpieczeństwa 75 tysięcy policjantów, ściągniętych chyba – analogicznie do budowlanych rusztowań – z całej Francji. Wspomagają ich goszczący na igrzyskach koledzy funkcjonariusze z aż 43 państw oraz regularne oddziały francuskiej armii. Na szczęście dla republiki konstytucyjnie trwa prezydent Emmanuel Macron, który podczas piątkowego otwarcia i w ogóle w najbliższych dniach będzie się pozycjonował na prezydenta jeśli nie kuli ziemskiej, to na pewno świata Zachodu. Zwłaszcza, że z tego stanowiska właśnie ustępuje Joseph Biden.

Podobnie jak prezydent, Paryż także ma ambicje stania się choćby na dwa tygodnie w kategorii metropolii światowym numerem jeden. W tym kontekście przypomina mi się 2005 r., gdy sesja MKOl powierzyła organizację Igrzysk XXX Olimpiady w 2012 r. Londynowi, z którym Paryż w finalnym tajnym głosowaniu przegrał 50:54. Wtedy zostało to odebrane jako straszliwa wizerunkowa i prestiżowa klęska, bo właśnie z Londynem – od wieków trwa rywalizacja obu stolic o symboliczny prymat w Europie – a poza tym chodziło o zdobycie tytułu pierwszego na świecie miasta, które zorganizuje igrzyska trzeci raz. W tej prestiżowej liczebnej rywalizacji potentatów złoty medal zdobył jednak Londyn, teraz Paryż pociesza się i zarazem chlubi srebrnym, a w 2028 r. brązowy przypadnie Los Angeles.