Czytasz dzięki

Patriotyzm gospodarczy Beaty Szydło (WYWIAD)

opublikowano: 10-05-2016, 22:00

Premier Beata Szydło mówi o tym, czym jest patriotyzm gospodarczy, jakie firmy zasługują na wsparcie państwa, jakie podatki będą płacić Polacy, jak program rządu wpłynie na deficyt...

Tomasz Siemieniec, Grzegorz Nawacki („Puls Biznesu”): Pani premier, czym dla pani jest patriotyzm gospodarczy? Czy można wspierać polskie firmy i nie wpaść w pułapkę protekcjonizmu?

Od lewej: Grzegorz Nawacki (PB), Premier Beata Szydło, Tomasz Siemieniec (redaktor naczelny PB)
ARC

Beata Szydło, premier RP: Wszyscy na świecie wspierają swoje, w rozumieniu „krajowe” firmy. Niektórzy premierzy mają to wręcz wpisane w swoją działalność, np. w sprawie interesów duńskich firm przyjechał niedawno do Polski premier Danii. Nie widzę w tym nic złego. W Polsce musimy przełamać barierę mentalną, która została z poprzedniego okresu i z początku transformacji, gdy styk polityki z biznesem źle się kojarzył. Dla mnie patriotyzm gospodarczy to wspieranie inwestycji i ekspansji polskich firm, tworzenie dobrego klimatu do rozwoju i konkurencji, odbudowa polskiego przemysłu. To także prorozwojowa działalność gospodarcza, która pozwala wyrównywać szanse.

Historia naszego kraju przyczyniła się niestety do ogromnego rozwarstwienia społecznego — patriotyzm gospodarczy to także niwelowanie tych podziałów. Zrównoważony i odpowiedzialny rozwój jest najlepszym sposobem, by to osiągnąć. Niestety, ostatnie lata rządów naszych poprzedników wykorzystywały model polaryzacyjno-dyfuzyjny i to był ogromny błąd. Rozwijały się duże miasta, a zapomniano o prowincji, małych miastach i wsiach. Pogłębiano podziały między regionami i między Polakami. To był ogromny błąd. Dziś, także poprzez ideę patriotyzmu gospodarczego, chcemy to odwrócić.

Nowoczesny patriotyzm gospodarczy ma również wiele innych wymiarów: płacenie podatków, zatrudnianie pracowników na godnych warunkach, wykorzystywanie rodzimych technologii. Patriotyzm to także stawianie na polskie produkty, choć oczywiście musimy pamiętać o uwarunkowaniach unijnych: nie mogę np. wprost apelować o kupowanie polskiego sprzętu, ale mogę zachęcać i promować, sama go używając i mówiąc o jego zaletach. Kreując modę na polskie produkty, możemy zrobić wiele dobrego dla polskiej gospodarki. Patriotyzm gospodarczy to proste równanie: przyszłość i dobrobyt naszej ojczyzny zależy od naszych dzisiejszych wyborów.

Polskie firmy zasługujące na wsparcie to dla pani tylko rodzime przedsiębiorstwa, należące do Polaków, czy również mające zagranicznych właścicieli, ale tu płacące podatki, zatrudniające, inwestujące?

Gdy podczas kampanii wyborczej byłam w jednej z fabryk produkujących sprzęt lotniczy, usłyszałam: „Nasi właściciele to kapitał zagraniczny, ale jesteśmy polską firmą. Zakład działa od wielu lat, pracują tu Polacy, tu płacimy podatki”. Tak, to też są polskie firmy zasługujące na wsparcie.

Poza tym to nieprawda, że nie chcemy zagranicznego kapitału. Wręcz przeciwnie — cały czas zapraszamy inwestorów. Zależy nam jednak na takich, którzy trwale wpiszą się w pejzaż gospodarczy: będą płacili podatki w Polsce, godnie wynagradzali pracowników, wykorzystywali myśl techniczną polskich inżynierów i wspierali ich w pogłębianiu wiedzy i potencjału. Chcemy też, by powstawały u nas coraz nowocześniejsze i bardziej zaawansowane produkty. Mniejsze polskie firmy zamierzamy natomiast wspierać w procesie przekształcania się w duże przedsiębiorstwa.

Co pani powie zagranicznym inwestorom, którzy słyszą o zamachu na Trybunał Konstytucyjny i media, o nowych podatkach sektorowych — jednym słowem, że klimat dla biznesu się psuje?

W zeszłym tygodniu ogłoszono plany dużego inwestora w branży samochodowej, który zamierza ulokować produkcję właśnie w Polsce. Ta decyzja ilustruje raczej dobry klimat dla biznesu. Wracając do polityki: nie ma żadnego zamachu na trybunał i media. To są normalne zmiany ustawowe, takich samych dokonuje się w innych krajach. Klimat wokół zmian — wytworzony przez opozycję — jest natomiast niekorzystny i nagle niektóre agencje ratingowe, oceniając gospodarkę, biorą pod uwagę przepisy o trybunale. To kuriozalne. Staramy się wprowadzić zmiany, które zakończą dyskusje o trybunale, ale to nie jest najważniejsze dla inwestorów. Dużo ważniejsze są warunki, jakie stworzymy dla biznesu, jakie będą podatki, jaki system zachęt i poziom obsługi inwestorów, jak będzie się rozwijała gospodarka. O tym będziemy z nimi rozmawiać. Inwestycja Mercedesa to najlepszy dowód, że poważni inwestorzy nie mają obaw. Spodziewamy się krytyki ze strony firm, które dotychczas nie płaciły podatków czy wykorzystywały tanią siłę roboczą. Rozumiem to — psujemy im interes, ale od tego nie odstąpimy. Wszystkie wskaźniki gospodarcze, m.in. ostatnie odczyty nastrojów przedsiębiorców i konsumentów, dowodzą, że w Polsce jest dobry klimat dla biznesu.

Biznes lubi też przewidywalność.

To prawda. Jesteśmy przewidywalnym i rozsądnym rządem. Prognozy przedstawione przez ministrów Szałamachę i Morawieckiego, dotyczące przyszłości finansów publicznych, są tego najlepszym dowodem. Będziemy realizować obietnice wyborcze, ale w rozsądny sposób, a harmonogram wprowadzania reform będzie uwzględniał stan gospodarki i budżetu. Wprowadziliśmy sztandarowy projekt: 500+, co z jednej strony jest wydatkiem, ale z drugiej zwiększy konsumpcję, a to — jak liczymy — pobudzi gospodarkę. Chcemy ponadto wykorzystać pieniądze unijne na inwestycje i tworzenie miejsc pracy. Wnikliwie przyglądamy się kondycji finansów publicznych, pilnujemy deficytu i stopniowo chcemy dążyć do jego obniżenia. Na pewno nie pójdziemy drogą naszych poprzedników, którzy państwo zadłużali, ale jednocześnie nie potrafili racjonalnie i efektywnie zarządzać pieniędzmi. Marnowali fundusze, ale przede wszystkim zmarnowali szansę na rozwój polskiej gospodarki. Niebawem w kompleksowy sposób pokażemy, jak to wyglądało.

Nie da się mocno i nagle podnieść kwoty wolnej od podatku, obniżyć wieku emerytalnego i utrzymać deficytu w ryzach.

Nikt nie mówi, że będzie to nagle i mocno. Pan prezydent złożył projekt podniesienia kwoty wolnej od podatku, ale stanowisko rządu jest takie, że będziemy ją podwyższać stopniowo, zaczynając od najuboższych. Jest też druga opcja — całkowita przebudowa systemu podatkowego. Chcemy, by był nowoczesny, żeby podatki były pobierane w sposób prosty i sprawiedliwy. Mam na myśli jeden podatek zamiast PIT i składek ZUS. Wówczas problemu podwyższania kwoty wolnej od podatku w ogóle nie będzie. Pracują nad tym ministrowie Szałamacha, Kowalczyk i Morawiecki. Jeśli po analizach okaże się, że to korzystne dla podatników i budżetu, zgłosimy projekt w tym roku. Dajemy sobie jeszcze czas na analizy. Z obietnicy obniżenia wieku emerytalnego się nie wycofujemy i w tym roku ustawa powinna zostać przyjęta. Trwają prace nad projektem pana prezydenta, ale pojawiły się postulaty strony społecznej i analizujemy, czy można je uwzględnić. W kampanii wyborczej często powtarzałam, że trzeba prowadzić dialog. Trzeba słuchać wszystkich zainteresowanych stron. Często te rozmowy są bardzo trudne, ale naszym obowiązkiem jest słuchanie, rozumienie i rozważanie różnych argumentów. To robimy.

Rząd zakłada, że dzięki 500+ i planowi Morawieckiego gospodarka się ożywi i nie będzie problemu z finansowaniem wyższych wydatków. Czy jest plan B? Czy jeśli budżet się nie zepnie, można się spodziewać kolejnych podatków sektorowych, czy też rezygnacji z którejś z obietnic?

Niedawno „Dziennik Wschodni” napisał, że po wprowadzeniu 500+ zaczął się większy ruch w sklepach. Regionalni handlowcy przyznają, że sprzedaje się więcej, a klienci coraz rzadziej kupują „na zeszyt”. Jesteśmy optymistami, a to jest bardzo ważne w biznesie. Nie zakładamy, że plan B trzeba będzie wdrażać, ale mamy go w szufladzie. Obietnice złożone w kampanii były zaplanowane na cztery lata i w tym czasie je wypełnimy. Nie przewiduję wprowadzenia żadnych nowych podatków sektorowych. Chcę ruchu w drugą stronę — powrotu do niższych stawek VAT w przyszłym roku.

Minister Szałamacha mówi, że w 2017 r. to niemożliwe.

Minister Szałamacha musi być bardziej pesymistyczny — taka jest jego rola, ale po półroczu ocenimy kondycję budżetu, przeanalizujemy efekty naszych działań i zdecydujemy, co ze stawkami VAT.

Wiarę w dobrą kondycję budżetu rząd opiera na poprawie ściągalności podatków. Jak to zrobić, by jednocześnie nie wprowadzić systemu represji dla przedsiębiorców?

Dylemat, jak wprowadzić system, który przyniesie efekty, a nie zostanie negatywnie odebrany przez przedsiębiorców, jest stale obecny podczas dyskusji w rządzie. Chcemy wprowadzić kulturę płacenia podatków,by było zrozumienie, że one są dla nas — wszystkich obywateli, i budują wspólne dobro. Marzę o dniu, gdy uczciwy podatnik nie będzie się bał, że przyjdzie kontrola i niesłusznie naliczy mu karę, podczas gdy oszuści i przestępcy podatkowi mogą czuć się bezkarni. Może czas na systemową zmianę, na wprowadzenie prostego i przejrzystego systemu podatkowego. Wiem, że wielokrotnie to zapowiadano, ale my chcemy to zrobić. To trudne zadanie, które wymaga odwagi. Polski system podatkowy jest skomplikowany, często pojawiają się różnice interpretacyjne między urzędami. To fatalna sytuacja. Chcemy od tego odejść. Wierzymy, że wprowadzenie zmian ustawowych i uproszczenie podatków pozytywnie wpłynęłoby na szczelność systemu i wielkość wpływów.

Przedsiębiorcy nie skarżą się na wysokość podatków, ale na ich skomplikowanie.

Dlatego chcemy je maksymalnie uprościć. Gdy byłam w sejmowej komisji finansów, zdarzył się rok, gdy mieliśmy kilkadziesiąt nowelizacji ustawy o podatku VAT. Były nowelizacje nowelizacji, która jeszcze nie wyszła z Sejmu. To eldorado dla doradców podatkowych, natomiast dla podatników i państwa — droga przez mękę. Jeśli podatki będą proste i przejrzyste, wzrośnie skłonność do ich płacenia.

Wracając do przewidywalności: nad rynkami finansowymi wisi kwestia rozwiązania kredytów frankowych. Nie wiadomo, czy banki czeka kataklizm czy tylko lekka zawierucha. Projekt złożony przez prezydenta w zgodnej opinii NBP i KNF to kataklizm dla polskich banków.

Propozycja została z różnych powodów poddana krytyce. Problem z odpowiedzią na to pytanie mam taki, że za chwilę agencja Moody’s to przeczyta i obniży nam rating… To oczywiście żart.

Nie przejmuje się pani obniżką ratingu?

Nie przeceniałabym tych decyzji, poza tym, że, niestety, mogą negatywnie wpływać na koszt obsługi długu. Oczywiste jest, że wywodzimy się ze środowiska, które zawsze będzie stawać po stronie słabszych. Gdy rozmawiałam o problemie frankowym z Mateuszem Morawieckim, który wywodzi się ze środowiska bankowego i dobrze je zna, zastanawialiśmy się, kto przede wszystkim powinien otrzymać pomoc. Wydaje się, że najpierw ci, którzy — mając niskie dochody — wzięli kredyt, by kupić pierwsze mieszkanie, i jego utrata byłaby dla nich dramatem. Z drugiej strony, zrozumiałe jest oburzenie ludzi, którzy czują się przez banki oszukani. Zadaniem państwa jest ochrona słabszych przed silniejszymi. Ministrowie pracują z zespołem ekspertów pana prezydenta — czekamy na ostateczną propozycję.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Nie ma pani wrażenia, że prezydent dociska rząd do ściany, składając propozycje dotyczące podwyższenia kwoty wolnej, obniżenia wieku emerytalnego czy rozwiązania kwestii kredytów frankowych w wersjach najbardziej radykalnych i kosztownych dla budżetu?

Pan prezydent mówi o spełnianiu obietnic i bardzo dobrze, bo to obowiązek wobec obywateli. Ja muszę jednak pilnować budżetu, być strażnikiem racjonalności gospodarczej. Nie oznacza to, że nie będę realizować zobowiązań wobec Polaków, których źródłem jest program Prawa i Sprawiedliwości. Nie wycofujemy się z żadnej obietnicy, ale musimy uwzględnić realia budżetowe. Przecież moglibyśmy się niczym nie przejmować i przyjąć te ustawy natychmiast w takiej wersji, bo mamy większość. Prezydent by je podpisał i szybko weszłyby w życie. Nie chcę jednak prowadzić polityki finansowej tak jak poprzednicy — zadłużać się i zadłużać. Zarządzanie finansami powinno być rozsądne i systemowe. Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju ma zapewnić szybszy i lepszy rozwój gospodarki. Wtedy będzie można zrealizować kolejne obietnice bez nadmiernego obciążania finansów publicznych.

Skoro jesteśmy przy planie Morawieckiego, czy wicepremier ma już wszystkie narzędzia do jego realizacji?

Tak. Teraz trzeba zakończyć etap przygotowawczy, diagnozy i przedstawić konkrety. Oczekuję strategii, która ma być gotowa wczesną jesienią, ale oczekuję też realizowania konkretnych projektów — jest już przecież fundusz rozwoju. Porażką planu byłoby pozostawienie go ładnie brzmiącym na papierze. Takich w naszej historii było już kilka. Sukces będzie wówczas, gdy jego efekty odczują ludzie w całej Polsce, nie tylko w dużych miastach. Jeśli odbudujemy polski przemysł, opierając się na polskich zakładach, tak jak w Stalowej Woli, gdzie armia zamawia sprzęt, czy w przypadku Autosanu, gdzie zyskuje zakład pracy, ale też cały region zostanie ożywiony. Jeśli notujemy rekordową liczbę rejestrowanych firm, to ważne jest, żeby większość z nich utrzymała się na rynku. Jeśli w regionach faktycznie przybędzie prężnie funkcjonujących przedsiębiorstw, będę mogła powiedzieć, że plan odniósł sukces.

Jak pani zmierzy ten sukces?

Wzrostem gospodarczym, ale przeliczonym na kieszeń podatnika. Realną, a nie papierową, statystyczną poprawą jakości życia. Chcę, by obywatele mieli rzeczywiste poczucie, że gospodarka ma się lepiej, bo mają np. więcej pieniędzy w portfelu, nie boją się o pracę, płacą prostsze podatki. Mają równe szanse i możliwości niezależnie od tego, czy mieszkają w dużym mieście, czy w mniejszym ośrodku. Dziś cieszymy się statystykami wzrostu, ale z wielu miejsc ludzie muszą wyjeżdżać, bo nie mają żadnych perspektyw.

Jaki jest w takim razie cel — za 15 lat mamy być tak zamożni jak Niemcy?

Chciałabym, żeby za 15 lat to Niemcy porównywali się do Polski.

Powołanie Komitetu Rozwoju to bezprecedensowy ruch, stworzyła pani bardzo mocny ośrodek gospodarczy, z wielkimi kompetencjami. Skąd taki pomysł?

Niektórzy mówią, że jestem bardzo odważna, bo stworzyłam sobie radę ministrów w Radzie Ministrów. Mam jednak duże zaufanie do Mateusza Morawieckiego, który kieruje komitetem, więc jestem spokojna. Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju jest kompleksowym projektem, który musi być realizowany ponadresortowo. Jego realizacja wymaga innego zorganizowania prac w rządzie — musimy przestać myśleć kategoriami interesów resortów, bo pewne projekty wykraczają poza kompetencje jednego czy dwóch i muszą być skoordynowane. Ministerstwo Rozwoju otrzymało inny status, niż dotychczas bywało — to ono, a nie Ministerstwo Finansów, ma kreować politykę gospodarczą rządu. Pojawiła się konieczność stworzenia organu, który będzie zarządzał projektami. Podam przykład: teraz pracujemy nad dwiema skomplikowanymi ustawami: prawem zamówień publicznych i prawem o gospodarce wodnej. To dzięki temu, że stają one na Komitecie Rozwoju, wszyscy zainteresowani pracują nad projektem od samego początku i wypracowują najlepsze rozwiązanie, a nie dostają na stałym komitecie gotowy projekt od jednego z resortów i zaczynają się przepychanki. Po tych kilku tygodniach oceniam zmianę jako pozytywną — współpracuje się lepiej.

A relacje między ministrami?

Emocje już opadły, nie ma co ukrywać, że na początku wszyscy okopali się w swoich resortach i nie palili do takiej zmiany. Przez kilka tygodni sporo czasu spędzałam na rozstrzyganiu sporów między ministrami. Teraz emocje opadły i wszyscy są przekonani, że to będzie wspólny sukces. Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju mógł być przyjęty przez Ministerstwo Rozwoju, ale ja chciałam, by był przyjęty przez całą Radę Ministrów, by stał się projektem rządowym. Dzięki temu wszyscy jako drużyna czujemy się odpowiedzialni za jego realizację, a zatem sukces też będzie wspólny. Gra zespołowajest dla mnie bardzo ważna, będzie łatwiej wdrażać projekty. To, że w rządzie jest silny ośrodek gospodarczy, dowodzi, że gospodarka jest dla nas priorytetem. Oczywiście mówimy o bezpieczeństwie, oświacie, kulturze, sprawach socjalnych, ale wszystko będziemy mogli zrealizować, gdy będą pieniądze, więc przede wszystkim musimy zadbać o gospodarkę.

Gdy czyta pani, że Mateusz Morawiecki zastąpi panią w roli premiera, co sobie pani myśli? Nie traci pani do niego zaufania?

Jesteśmy z Mateuszem w doskonałych relacjach, ostatnio się śmialiśmy, gdy spotkanie zaczął od słów „nie chcę cię zastąpić”. Znamy się od 2010 r., współpracowaliśmy najpierw luźno, potem intensywnie przy tworzeniu programów gospodarczych. Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju jest w dużej mierze także moją pracą, bo ten projekt to odzwierciedlenie postulatów gospodarczych, które PiS prezentowało w swoich programach. Postrzeganie wicepremiera jako tak silnego mnie cieszy, bo to dowód, że gospodarka jest dla nas ważna i taka jest rola wicepremiera. Zostawiam z boku tych, którzy rozpuszczają plotki z politycznego wyrachowania.

Komitet Rozwoju to szansa na przełamanie Polski resortowej, czyli ukrócenie sporów między ministrami, które nie prowadziły do niczego konstruktywnego?

Jest wielką szansą i nadzieją. Dużo czasu spędzam na rozmowach z ministrami Morawieckim i Szałamachą, by współpraca była dobra.

Jak teraz układają się te relacje?

Coraz lepiej. Minister Szałamacha ma bardzo ważną i trudną rolę, i spełnia ją bardzo dobrze. Minister rozwoju może być bardziej romantyczny, finansów musi być pozytywistyczny — studzić nasz entuzjazm i zapał. Ma niewdzięczną rolę, bo musi dbać o to, byśmy się nie rozpędzali i trzymali realiów, a przecież też wolałby być osobą, która kreuje, nie widzi barier i przeszkód. Chciałabym, żeby Polska resortowa zniknęła z umysłów urzędników, ale przykład musi iść z góry. Politycy, którzy zostają ministrami, bardzo szybko nasiąkają Polską resortową i zaczynają bronić interesów instytucji. Tak samo jest w samorządach. Szansą na zmianę jest też to, że coraz więcej młodych ludzi zaczyna pracę w administracji, co jest efektem zmiany ustawy o służbie cywilnej. Chcieliśmy świeżej krwi.

Kiedy wystawi pani pierwsze oceny ministrom?

Umówiliśmy się, że po półroczu, czyli 17 maja, na dłuższym posiedzeniu Rady Ministrów porozmawiamy o tym, co się udało, a co nie — to będzie czas na ocenę, wnioski i postawienie nowych zadań. Kolejna taka ocena będzie po roku. Jest to nam potrzebne, by cały rząd miał poczucie, że jest drużyną do realizacji programu, na który umówiliśmy się z Polakami, a każdy z ministrów ma wgląd w to, co się dzieje u innych.

Możliwa jest rekonstrukcja rządu już 17 maja?

Teraz takiej potrzeby nie widzę. Powiem po 17 maja.

Jak pani ocenia własny rząd?

Tę ocenę również zaprezentuję po 17 maja.

Co się stanie z pozostałościami po zlikwidowanym resorcie skarbu?

Minister Jackiewicz przygotował kilka propozycji, na pewno musi pozostać jakaś forma nadzoru. Analizujemy, czy będzie to pełnomocnik przy premierze, czy jakaś inna forma. Proces podziału spółek między resorty jest praktycznie skończony: w lipcu spółki paliwowe przejdą do Ministerstwa Energetyki i minister skarbu — jak sam o sobie mówi — zostanie ministrem od „pekaesów” i drobnych spółek.

Bez przesady — ma jeszcze w nadzorze KGHM, Grupę Azoty czy PZU.

Przejdą do Ministerstwa Rozwoju albo znajdziemy dla nich jakiś inny projekt.

Co wtedy z ministrem Jackiewiczem?

Chcę nadal korzystać z wiedzy i umiejętności ministra Jackiewicza, ale to jest rozmowa na inny czas. Na razie jako minister walczy na trudnym odcinku — zmiana sposobu zarządzania spółkami, który dotychczas był daleki od ideału. Przeprowadził już wymianę menedżerów, przygotował ustawę obniżającą wynagrodzenia prezesów, a przede wszystkim uzależniającą je od wyników spółek. Teraz jego zadaniem jest odbudowanie pozytywnej atmosfery wokół spółek. Zależy nam na tym, by wspierały ambitne projekty kulturalne, politykę historyczną, sport dzieci i młodzieży, bo taką rolę jako część majątku państwa powinny pełnić.

Jest pani zadowolona z jakości nowych kadr zarządzających spółkami państwowymi?

Niektóre zmiany były bardzo dobre, widać to już po kilku miesiącach. W niektórych przypadkach jestem bardziej krytyczna, ale realnej oceny można dokonać po roku. Wszystkie zarządy mają ambitne cele i będą z nich rozliczane.

Miała pani wpływ na obsadę prezesów największych spółek?

To są przede wszystkim suwerenne decyzje organów nadzorczych. Warunek był taki: osoby kierujące spółkami mają być wysokiej klasy menedżerami, z odpowiednimi kompetencjami, bo zależy nam na tym, by odnosiły sukcesy. Patrząc całościowo, udało się takich znaleźć.

OGLĄDAJ BEATĘ SZYDŁO I INNYCH WYJĄTKOWYCH GOŚCI PODCZAS ŚRODOWEJ DEBATY - na stronach pb.pl

 

           
           
         

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Siemieniec, Grzegorz Nawacki

Polecane