Pawlak chce wyrzucić opcje walutowe do kosza

Adrian Boczkowski
opublikowano: 11-02-2009, 00:00

Prawnicy i bankowcy nie zostawili suchej nitki na pomyśle anulowania transakcji opcyjnych. Ustawa ma być gotowa do końca marca.

Prawnicy i bankowcy nie zostawili suchej nitki na pomyśle anulowania transakcji opcyjnych. Ustawa ma być gotowa do końca marca.

W przyszłym tygodniu rząd może podjąć decyzję w sprawie unieważnienia opcji walutowych, które ciążą krajowym przedsiębiorstwom. Przyjęcie odpowiednich ustaw miałoby nastąpić do końca marca.

— Sprawa jest pilna, bo dużo firm może upaść, a wtedy pracę stracą tysiące ludzi — podkreśla Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki.

Zbigniew Chlebowski, szef klubu PO, deklaruje poparcie dla "dobrej regulacji, która w jakimś sensie doprowadzi do wycofania się z opcji".

Fala krytyki

Resort gospodarki proponuje renegocjację umów przez nabywców instrumentów opcyjnych z bankami, umożliwienie odstąpienia od tych umów albo unieważnienie ich z mocy prawa. Waldemar Pawlak zapewnia, że jeśli koalicjanci nie dojdą do porozumienia w sprawie wspólnego stanowiska w sprawie opcji, projekt ustawy przedstawi samodzielnie PSL.

Wicepremier Pawlak uważa, że toksyczne opcje oferowane przez banki były "pułapką dla firm", a jej zastawienie umożliwiło opóźnienie w przyjęciu MiFID (Markets in Financial Instruments Directive).

Batalię na rzecz unieważnienia transakcji opcyjnych popierają przedsiębiorcy, którzy zawarli feralne umowy, bo mają w tym interes. Krytyki nie szczędzą rynkowi eksperci.

— Nie mogę wyobrazić sobie unieważniania już zawartych umów w państwie prawa. Rozumiem wprowadzenie ograniczeń na przyszłość. Działanie prawa wstecz dla interesu jakiejś grupy jest czymś absurdalnym w cywilizowanym świecie — mówi Marcin Bartczak, partner w kancelarii prawnej Salans.

Jolanta Tropaczyńska, partner w kancelarii Linklaters, zaleca daleko idącą ostrożność.

— Konstytucja gwarantuje ochronę praw nabytych —przypomina Jolanta Tropaczyńska.

MiFID bez znaczenia

Prawnicy wskazują, że powoływanie się resortu gospodarki na zapisy dyrektyw europejskich jest bezzasadne, bo bez implementacji nie mogą być one bezpośrednio stosowane w relacji między prywatnymi podmiotami. Nawet gdyby MiFID obowiązywał w Polsce od lat, to i tak nie dałoby to zbyt dużo.

— Dyrektywa nie zabrania zawierania asymetrycznych transakcji opcyjnych — podkreśla Marcin Bartczak.

Do ustawowego anulowania umów nie potrzeba jednak podawać żadnego powodu.

— Wystarczy jedynie zachowanie ścieżki legislacyjnej. To byłby jednak akt nacjonalizacji, wkraczanie państwa między dwa podmioty prywatne. To nigdy dobrze się kończy — uważa Konrad Konarski, partner kancelarii Baker McKenzie.

Jego zdaniem, trzeba zdać sobie sprawę z konsekwencji takiego kroku.

— Chodzi o np. odpływ inwestycji, utratę zaufania do państwa, zdegradowanie Polski na arenie międzynarodowej —podkreśla Konrad Konarski.

Eksperci dodają, że ewentualne anulowanie umów opcyjnych między klientami krajowych banków a bankami spowodowałby upadłość tych instytucji i kryzys systemu bankowego. Nasze banki były jedynie pośrednikami, którzy zawierali przeciwstawne transakcje z zagranicznymi instytucjami.

Według prezesa Deutsche Bank Polska, rząd mógłby zaproponować bankom rozłożenie firmom płatności z tytułu opcji na 4-5 lat przy rządowych gwarancjach spłaty połowy wartości zobowiązań.

— Dzięki temu i banki, i firmy zyskałyby czas i trochę oddechu. Istnieje bowiem szansa, że złoty w tym czasie zacznie się umacniać i powróci do poziomów dających możliwość wyjścia z tych transakcji — mówi Krzysztof Kalicki.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy