PB Weekend poleca

opublikowano: 26-09-2019, 22:00

Październik w kulturze i biznesie zapowiada się gorąco. To nasz propozycje.

TEATR

„Capri – wyspa uciekinierów”, 12-13, 16-20 października, Teatr Powszechny w Warszawie, www.powszechny.com

Krystian Lupa, guru światowego teatru, w przerwie międzynarodowych premier wraca do matecznika. W warszawskim Teatrze Powszechnym sięga po prozę Curzia Malapartego (znaczący pseudonim, dosłownie: „zła część”), włoskiego dziennikarza, pisarza i dyplomaty. Dwie jego najsłynniejsze bodaj książki, „Kaputt” i „Skóra”, stały się podstawą autorskiego scenariusza Lupy, w którym jest miejsce i na autorskie „apokryfy”, i aktorskie improwizacje.

Co zainteresowało tego wybitnego twórcę w dziełach Włocha z niemieckimi korzeniami (po ojcu), z początku sprzyjającego faszystom (w latach trzydziestych brał udział w marszu na Rzym), następnie zesłanego karnie na wyspę Lipari, wreszcie w czasie wojny korespondenta wojennego na froncie wschodnim (m.in. w Polsce, na Ukrainie i Bałkanach — to dzięki tej misji powstał „Kaputt”)? Przed premierą można tylko spekulować, ale nie da się ukryć, że okrucieństwo i realizm opisów zbrodni Malapartego szokuje do dziś. Podobnie jak obojętność pierwszych — jeszcze wojennych — czytelników. Zwłaszcza tych, którzy mogli mieć wpływ na bieg wydarzeń…

Krystian Lupa jest uważnym, aktywnym obserwatorem i komentatorem współczesności, którą precyzyjnie diagnozuje, zawsze szukając powodów takich czy innych przemian społecznych w człowieku — jego naturze, wolnej woli, skłonności ku złu, egoizmie, samotności. Jego ostatnie przedstawienia (jak „Proces” sprzed dwóch lat) stają się głośnym „memento” wykrzyczanym ze sceny ku jakiemuś ogólnoludzkiemu opamiętaniu. Czerwcowe pokazy „work in progress” nowego spektaklu z niebywałą pasją ujawniły ludzką skłonność do poddania się presji zła, ukrytego pod płaszczem „by nam było lepiej”.

Tytułowa wyspa staje się przestrzenią spotkania ludzi różnych kultur, osobowości, przekonań, traum i nadziei. Zarazem staje się teatralnym laboratorium człowieczeństwa. Premiera na samym początku sezonu, jeszcze wiele może się wydarzyć, ale już dziś trudno sobie wyobrazić, co mogłoby stać się większym od niej wydarzeniem kulturalnym w Polsce. Może tylko zapowiadana nowa premiera Krzysztofa Warlikowskiego, który w swoim Nowym Teatrze reżyseruje raz na dwa lata. Może ogłoszona na czerwiec 2020 r. premiera szekspirowskiej „Burzy” Grzegorza Jarzyny w jego TR Warszawa. Nie czas na rankingi.

Spektakl Lupy trzeba po prostu zobaczyć. Z obowiązku słuchania, co mistrzowie mają nam do powiedzenia. A choćby i dla posłuchania mantrycznego głosu Lupy mruczącego w trakcie przedstawienia: Malaparte — Bonaparte… Co wybierzesz, widzu? Sam Malaparte, wybierając pseudonim, komentował, że „dobra część” była już zajęta…

Michał Mizera

KSIĄŻKA

Minialbum „Schulz. Rysunek”, Wydawnictwo Bosz, www.bosz.com.pl

Bruno Schulz, jeden z najwybitniejszych pisarzy polskich, przez większą część życia — o czym nie każdy wie — zajmował się malarstwem. Pisarzem został późno. Jak podaje znawca jego twórczości oraz autor wstępu do wydanego ostatnio nakładem wydawnictwa Bosz albumu z rysunkami artysty, prof. Jerzy Jarzębski, literaturą zaczął się zajmować zaledwie 9 lat przed tragiczną śmiercią. Na twórczość malarską artysty z Drohobycza nie sposób jednak patrzeć w oderwaniu od działalności pisarskiej.

Bogactwo symboliczne i znaczeniowe jego całego dorobku jest głęboko zakorzenione w mitologii i kulturze, wzajemnie się przenika, prowadzi twórczy dialog. W podobny sposób można spojrzeć na bohaterów — archetypowe figury ojca, syna, kobiety, matki… Niemal wszystkie postaci na rysunkach Schulza przesycone są erotyzmem i pożądaniem. Widać to zwłaszcza w pracach ukazujących relacje między dominującymi kobietami a uległymi i adorującymi je mężczyznami („Święto bałwochwalców”, „Undula idzie w noc”, „Pielgrzymi”), choć nie tylko.

Bianka z ojcem w dorożce, przedstawiona na rysunku otwierającym przedstawione w albumie dzieła, jest prowokacyjna, wręcz wyzywająca. Najwięcej tego typu scen, sporządzonych techniką cliché verre — polegającą na wydrapywaniu igłą na szklanej kliszy fotograficznej pokrytej prześwietloną emulsją, a następnie sfotografowanej na papierze światłoczułym — znajdujemy w pełnej bogatych kontekstów znaczeniowych tece grafik zwanej „Xięgą bałwochwalczą”.

W dużej mierze za sprawą owej xięgi malarstwo Schulza klasyfikowano jako demonologiczne, penetrujące ciemne strony osobowości człowieka, w duchu Goi czy Muncha. Choć późne prace Brunona Schulza nie mają większej wartości artystycznej, były bowiem sporządzane na zlecenie radzieckich administratorów Drohobycza, rozpatrywane jako całość mają ogromną wartość symboliczną.

Karolina Kaleta

MUSICAL

„Aida”, 27, 29-31 października, Teatr Muzyczny Roma w Warszawie, www.teatrroma.pl

Roma skazana na kolejny sukces? Dyrektor Wojciech Kępczyński stale podnosi widzom i krytyce poprzeczkę oczekiwań. Po świetnej musicalowej prapremierze „Pilotów” — w całości polskiej produkcji — wracamy do broadwayowskich hitów. Tym razem na afisz trafia „Aida” — historia dobrze znana melomanom z dzieła Verdiego. Ale to nie dziewiętnastowieczna opera będzie przedmiotem niewątpliwego zachwytu, lecz współczesny musical autorstwa dwóch mistrzów gatunku. Muzyka Elton John („Król lew, „Billy Elliot”).

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Tekst Tim Rice („Jesus Christ Superstar”, „Evita”, „Czarnoksiężnik z Oz”, „Król lew”). Czy trzeba lepszej rekomendacji? Premiera musicalowej „Aidy” na nowojorskim Broadwayu w 2000 r. była sporym sukcesem, musical obsypano nagrodami, później wystawiano go na całym świecie. W Polsce po raz pierwszy dopiero teraz. Zakazana miłość tytułowej nubijskiej księżniczki do egipskiego kapitana wojsk, zaręczonego z córką samego faraona. To się nie może skończyć dobrze.

I nie kończy, choć oczywiście potęga miłości zwycięża nawet śmierć. Znakomity zestaw twórców, stałych współpracowników Romy, gwarantuje wysoki poziom widowiska. Teatr zapowiada połączenie niemożliwego: współczesny show z klimatem starożytnego Egiptu. Prawdziwe wyzwanie dla scenografa i kostiumografa! Dla samej oprawy plastycznej trzeba się wybrać! Solą przedstawienia pozostają jednak wokaliści, najlepsi na polskim rynku, wybrani w kilkuetapowym castingu. Stają do niego nawet największe sławy.

Wojciech Paszkowski jako Faraon, Basia Gąsienica Giewont jako Aida, Zofia Nowakowska jako zazdrosna Amneris, Jan Traczyk jako Radamenes, Jan Bzdawka jako Dżoser. Gwiazdy Romy mają równie znakomitych dublerów, dlatego każde przedstawienie w nowej konfiguracji wykonawców będzie nieco inne. Musicale w Romie działają jak narkotyk. Kto raz spróbuje…

Michał Mizera

SERIAL

„Mindhunter”, drugi sezon jest dostępny na platformie Netflix, www.netflix.com.pl

To nie jest kolejny kryminał o walce dobra ze złem. To produkcja, w której dobro przychodzi do zła w odwiedziny, rozgląda się po kątach i próbuje je lepiej poznać. Przedstawicielami jasnej strony mocy w dziewięcioodcinkowej serii są agenci Bill Tench i Holden Ford, pionierzy stosowania wiedzy psychologicznej w kryminalistyce. Obaj są postaciami fikcyjnymi, ale pierwowzorem tego drugiego jest John Douglas, jeden z najwybitniejszych mózgów w historii FBI i autor książki „Mindhunter.

Tajemnice elitarnej jednostki FBI”. To właśnie na jej podstawie powstał serial Netfliksa. Głównym zadaniem filmowych agentów są rozmowy z autentycznymi seryjnymi mordercami i analizowanie przyczyn sprowadzających ich na drogę przemocy. W „Mindhunterze” scen przemocy jednak prawie nie ma. Twórcy oszczędzają nam widoku obciętej głowy. Za to drobiazgowo przedstawiają zaglądanie w najciemniejsze zakamarki umysłu sprawcy. Podobnie jak w pierwszym sezonie rytm serialu wyznaczają rozmowy przeprowadzane w niemal sterylnych wnętrzach zakładów penitencjarnych.

Po jednej stronie mamy zespół agentów profilerów, po drugiej — największych zwyrodnialców, jakich widziała Ameryka. I choć w serialu widzimy ich już jako bezbronnych osadzonych, odsiadujących wyroki, napięcie na ekranie ścina krew w żyłach. Sama świadomość ich okrutnych czynów i sposób, w jaki o nich opowiadają, gwarantują kłopoty z zaśnięciem. Każdy z pojawiających się w serialu morderców jest przedstawiony z dbałością o najdrobniejszy szczegół i gest. Aktorzy wcielający się w Eda Kempera, Davida Berkowitza czy Charlesa Mansona nie odgrywają ról. Oni powołują te postaci do życia. Za to, że „Mindhunter” to wizualny, lecz także fabularny i scenariuszowy majstersztyk, odpowiada David Fincher, wybitny hollywoodzki specjalista od produkcji kryminalnych.

Twórca takich dzieł, jak „Siedem” czy „Zodiak” objął nadzór nad serialem i sam wyreżyserował pierwsze trzy odcinki. Nadał też produkcji wyjątkowy klimat. Nie ma tu taniego szokowania, gatunkowych schematów i prostych odpowiedzi. Jest za to niespieszne budowanie napięcia, operowanie detalem i dużo rasowych, wysmakowanych kadrów. O ile pierwszy sezon skupiał się niemal wyłącznie na rozmowach z „seryjniakami”, o tyle w drugim jest więcej zajęć praktycznych. Ford i Tench, uzbrojeni w wiedzę, włączają się w śledztwo w sprawie serii porwań i zabójstw czarnoskórych dzieci w Atlancie, która na przełomie lat 70. i 80. wstrząsnęła Ameryką.

Agenci mierzą się nie tylko ze sprawcą, ale też z własnymi demonami, z nieufnością kolegów po fachu i ze społecznym krajobrazem Atlanty, przepracowującej jeszcze traumę po Ku Klux Klanie. Dziś już wiadomo, że na tych zmaganiach się nie skończy. W planach są kolejne sezony i możemy się domyślać, o czym będą opowiadały. Obok głównej fabuły drugiej serii epizodycznie pojawia się postać przypominająca Dennisa Radera, seryjnego mordercę znanego jako BTK. Jego historia jest tak nietypowa, że twórcy serialu z pewnością sięgną po nią w szerszym wymiarze.

Krzysztof Girgiel

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu