Detaliści niespożywczy ledwie zaczęli wracać do normalnego funkcjonowania po pandemii, a już muszą się zmagać z presją inflacyjną i skutkami wojny w Ukrainie. W czwartek wyniki kwartalne podało Pepco, największy detalista odzieżowy w Polsce, prowadzący jednocześnie znaczącą działalność w kilkunastu krajach europejskich. Jego przychody w pierwszym półroczu roku finansowego (czyli do końca marca) wzrosły o prawie 19 proc., do 2,37 mld EUR.
W liczbach bezwzględnych to w dużej mierze efekt szybkiego otwierania nowych sklepów (235 w ostatnie pół roku), ale wyraźnie rosła też sprzedaż porównywalna, czyli w sklepach, które działały już w poprzednich okresach rozliczeniowych.
- Mimo trudnych warunków makroekonomicznych przyspieszyliśmy realizację strategii, w tym programu otwarć sklepów, który pozostaje kluczowym czynnikiem budowania wartości firmy. Wraz ze stopniowym znoszeniem restrykcji związanych z pandemią do sklepów wracali klienci, a kontynuacja tego zjawiska w obecnym kwartale zaowocowała wzrostem sprzedaży porównywalnej wobec tego, co było przed pandemią - mówi Trevor Masters, dyrektor generalny Pepco, cytowany w komunikacie grupy.
Wolniej od przychodów rosły zyski, a marża brutto spadła o prawie 1,4 pkt proc., co spółka tłumaczy przede wszystkim rosnącymi kosztami frachtu (duża część asortymentu sprowadzana jest z Azji), a także presją inflacyjną.

