Budowa trzeciej nitki rurociągu Przyjaźń jest przesądzona
Setki milionów złotych na dokończenie ropociągu, który niebawem może całkowicie wyschnąć. Niestety, klamka już zapadła.
W ubiegłym tygodniu rada nadzorcza Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych (PERN) Przyjaźń zaakceptowała plan inwestycyjny na rok 2007. Wydatki mają wynieść 600 mln zł.
— Największa część tej kwoty, czyli 488 mln zł, zostanie przeznaczona na dokończenie budowy trzeciej nitki ropociągu, biegnącej od Adamowa przy granicy białoruskiej do Płocka. Pierwsze dwa odcinki będą gotowe w lipcu, całość — do końca tego roku — informuje Przemysław Wipler, szef rady nadzorczej PERN.
Całość kosztów budowy rozpoczętej jeszcze w 2002 r. ma przekroczyć 1 mld zł.
Kręta droga
Budowa trzeciej nitki rurociągu Przyjaźń jest już jednak opóźniona. Pierwotnie miała zostać zakończona w sierpniu 2005 r. Terminu nie udało się dotrzymać, zdaniem PERN, z winy wykonawców. Na początku listopada 2005 r. PERN wypowiedziało umowę Konsorcjum Prochem-Megagaz. Doprowadziło to do konfliktu między PERN a byłymi wykonawcami inwestycji. Prochem np. zażądał od płockiej spółki 41,3 mln zł za wykonane prace. Pod koniec stycznia PERN odrzuciło te żądania.
To jednak nie koniec problemów. Podjęcie decyzji o dokończeniu budowy rurociągu nie było łatwe, w sytuacji gdy rząd rosyjski chce wstrzymać remonty rosyjskiego odcinka Przyjaźni. Rosja zapowiada ponadto, że za kilka lat całość eksportowanej przez Rosję ropy skierowana zostanie na planowany nowy rurociąg do terminalu w Primorsku. Może się więc okazać, że pieniądze wydane na dokończenie polskiego odcinka pójdą w błoto.
Strachy na Lachy
Z tą opinią nie zgadza się Przemysław Wipler.
— Nie możemy podejmować decyzji na podstawie informacji prasowych. Musimy trzymać się umów z Transnieftem, zobowiązujących nas do utrzymywania rurociągu na najwyższym poziomie technicznym. Powstaje ponadto pytanie, czy Rosjanie zdecydują się na odcięcie dostaw ropy, szczególnie że na końcu rury znajdują się rafinerie niemieckie — podkreśla Przemysław Wipler.
To jednak nie wszystko.
— Gdyby okazało się, że nastąpiła awaria jednej z dwóch starszych nitek, musimy mieć infrastrukturę, która przejmie transport ropy. Uzasadnieniem dla budowy rurociągu jest też fakt, że dotychczasowy pracuje już na maksymalnych obrotach i gdyby doszło jednak do zwiększenia przesyłu ropy, nie bylibyśmy w stanie tego zrealizować. Jest jeszcze jedna istotna rzecz. Mamy zgromadzone rury i całą aparaturę wartą setki milionów. Zaprzestanie budowy oznaczałoby wielkie straty dla spółki — mówi Przemysław Wipler.