Historia firmy INS-TOM jest przykładem skutecznych decyzji jej prezesa. Dowodzi, że samorodny talent też liczy się w biznesie.
Janusz Kaczmarek, prezes łódzkiej firmy INS-TOM, przez lata pracował w przemyśle włókienniczym. Kiedy rynek tekstyliów w województwie łódzkim zaczął niedomagać, postanowił znaleźć niszę i założyć własny interes. Przydało się wsparcie syna, absolwenta Łódzkiej Politechniki i — oczywiście! — oszczędności życia. Niekonkurencyjny rynek wczesnych lat 90. sprzyjał.
Co w trawie piszczy
W 1992 roku Janusz Kaczmarek zarejestrował spółkę, wynajął dwa pokoje, gdzie urządził biuro i zatrudnił pierwszych pracowników. Wspomina, jak postawił na kolegów syna — elektroników z Łódzkiej Politechniki. Tak zorganizowana ekipa zaczęła rozglądać się po rynku w poszukiwaniu klientów.
— Wiedzieliśmy, że firma będzie musiała 3-4 lata przecierać szlaki, zanim zdobędzie renomę i stanie się rozpoznawalna. I wiedzieliśmy, że w tej branży liczą się świadectwa dobrze wykonanych robót — opowiada Janusz Kaczmarek.
Pierwsze systemy zabezpieczające INS-TOM zakładał w centralach Powszechnego Banku Gospodarczego (teraz PKO SA) w Łodzi i w Warszawie oraz w hipermarketach OBI, Geant, E. Leclerc.
Pracownicy spółki przeglądali prasę, śledzili miejskie inwestycje. Pomagały też informacje od kolegów z politechniki, z których wielu znalazło zatrudnienie w sektorze finansowym, fabrykach i firmach.
— Dziś informacje o potencjalnych kontrahentach znajdujemy w „cywilizowanych” źródłach — Biuletynie Zamówień Publicznych lub Polskiej Izbie Systemów Alarmowych. Szuka ich też dla nas specjalna jednostka — Grupa Biznes Polska z Wysokiego Mazowieckiego — wylicza Janusz Kaczmarek.
Bezpieczny areszt
INS-TOM od początku nastawiał się na wykonywanie dużych projektów.
— Instalacje elektryczne sygnalizacji pożaru czy włamania w wielokondygnacyjnych budynkach, monitoring w sklepach wielkopowierzchniowych czy muzeach — to nas interesowało. Założyliśmy, że tylko dzięki takim pracom firma będzie się rozwijać — mówi Janusz Kaczmarek.
Stopniowo sztab ludzi, którzy pracowali nad projektami, powiększył się. Każde zlecenie wymagało indywidualnego podejścia — każdy budynek ma swoją specyfikę. Z największą dumą Janusz Kaczmarek wspomina instalacje w Areszcie Śledczym w Piotrkowie Trybunalskim.
— To było wyzwanie. Zaprojektowaliśmy i zainstalowaliśmy jego kompleksową ochronę. Dzięki niej można zajrzeć w każdy zakamarek budynku. Obraz wyświetla się w dyspozytorni na ekranie wielkoformatowym o przekątnej 3 metry — opowiada szef INS-TOM.
Na gwarancji
— W tym biznesie liczy się zaufanie — mówi Janusz Kaczmarek.
Solidny dostawca rozwiązań w tej branży powinien zapewniać serwis. Klienci słono płacą za instalację, ale mają wysokie wymagania.
— Koszt projektów, które realizujemy, wynosi od 100 tys. wzwyż. Najwięcej płacą banki i markety — wymienia.
Janusz Kaczmarek wspomina dawne czasy, w których klient wymagał tylko rocznej gwarancji. Obecnie daje się ją na 6 lat. Zwykle 10 do 15 proc. wynagrodzenia trafia na firmowe konto dopiero po wygaśnięciu terminu gwarancji.
Unia i NATO
Integracja z Unią uruchomiła proces zmian w spółce. W 2004 roku firma wdrożyła system zarządzania jakością ISO 9001:2001, teraz pracuje nad systemem AQUAP 2110 — to element przygotowań do projektów dla wojska.
— Większość pracowników ma koncesję na wykonywanie zawodu wydaną przez MSW. Mamy tajną kancelarię i zatrudniamy pełnomocnika ds. informacji niejawnych — opowiada Janusz Kaczmarek.
Prezes INS-TOM podkreśla, że nie chce zatrzymać się w miejscu. Poza kontraktami dla NATO chciałby realizować więcej projektów automatyki budynków.
— Współuczestniczyliśmy w zakładaniu takiego systemu w wysokościowym biurowcu Orion w Łodzi — dodaje Janusz Kaczmarek.


