Pesa ma postawić fabrykę w Kijowie

opublikowano: 28-09-2017, 22:00

Ukraińcy wierzą w polskiego producenta taboru — chcą nie tylko jego tramwajów, ale też zakładu. Sukces projektu może zależeć od pozyskania przez niego inwestora

— Gdy byłem z wizytą w polskiej Pesie, uzgodniłem z jej szefostwem, że uruchomi w Kijowie fabrykę tramwajów. W pierwszym etapie ma to być montownia, ale docelowo odbywałby się u nas pełny cykl produkcyjny — powiedział Witalij Kliczko, mer Kijowa, w rozmowie z ukraińskim tygodnikiem „Nowoje Wriemja”.

Z MOSKWY DO KIJOWA: Pesa, którą kieruje Robert Świechowicz, nie mogła w pełni zrealizować kontraktu na dostawę tramwajów do Moskwy, bo kontrahent nie zapłacił. Szansy na rozwój szuka więc na ukraińskim rynku. [FOT.
Zobacz więcej

Z MOSKWY DO KIJOWA: Pesa, którą kieruje Robert Świechowicz, nie mogła w pełni zrealizować kontraktu na dostawę tramwajów do Moskwy, bo kontrahent nie zapłacił. Szansy na rozwój szuka więc na ukraińskim rynku. [FOT. Fot. Szymon Łaszewski

Nadzieje na Wschodzie…

Według jego słów, spośród ok. 400 tramwajów, które jeżdżą po ukraińskiej stolicy, aż 90 proc. liczy sobie ponad 30 lat. Tabor należy więc szybko odnowić. Kijów zamówił niedawno w Pesie 40 pojazdów oraz siedem w lwowskim koncernie Elektron. To jednak kropla w morzu potrzeb.

— Żeby w pełni odnowić miejski park transportowy, musimy kupić jeszcze 165 tramwajów, ponad 230 autobusów i tyleż trolejbusów. To trzy, a nawet czterokrotnie więcej, niż nabyliśmy dotychczas. Według ostrożnych szacunków, wymiana taboru potrwa około pięciu lat — stwierdził mer Kijowa. Taka skala zamówienia może uzasadnić ekonomicznie budowę fabryki w Kijowie.

— W zależności od zapotrzebowania i możliwości finansowych Ukrainy dotyczących zakupu kolejnych pojazdów będziemy podejmować decyzję o inwestycjach w tym kraju. Bierzemy pod uwagę budowę bazy serwisowej, a w kolejnym etapie montowni czy nawet zakładu produkcyjnego — potwierdza Maciej Grześkowiak, który w bydgoskiej firmie odpowiada za kontakty z mediami.

Jeśli spółka faktycznie będzie zwiększać dostawy za wschodnią granicę, lokalny serwis będzie niezbędny, bo przewożenie pojazdów do Polski i z powrotem stanie się zbyt kosztowne. W lipcu bydgoska firma wygrała przetarg na dostawę 40 niskopodłogowych, 26-metrowych pojazdów, pokonując ukraińskiego producenta Elektrotrans (jego późniejsze odwołanie od decyzji nie zostało uwzględnione). Stolica Ukrainy oczekiwała, że wartość tego zamówienia nie przekroczy 1,946 mld UAH. Bydgoska firma zaproponowała początkowo cenę o 0,1 mld UAH niższą od budżetu, a potem obniżyła ją jeszcze do 1,813 mld UAH.

— Przygotowujemy się właśnie do uruchomienia dostawy tramwajów do Kijowa — mówi Maciej Grześkowiak. W zeszłym roku Pesa wygrała podobny, ale znacznie mniejszy przetarg w ukraińskiej stolicy. 10 zamówionych wówczas tramwajów dostarczyła już dla Kijowa.

…kłopoty w kraju…

Podczas gdy ukraińskie władze wciąż liczą na rozwój współpracy z Pesą, z polskimi zamawiającymi firmie układa się coraz gorzej. Rok temu spółka złożyła najtańszą ofertę w przetargu na dostawę tramwajów do Krakowa. Za 35 pojazdów zaoferowała 299 mln zł, a łącznie z tramwajami przewidzianymi do zakupu w ramach opcji — 427 mln zł. Krakowskie MPK, zamawiające pojazdy, wykluczyło jednak bydgoskiego producenta z postępowania, zarzucając mu nienależyte wykonanie poprzedniego zamówienia. Pesa zaskarżyła tę decyzję w Krajowej Izbie Odwoławczej. Kraków pozostał jednak nieugięty. Spór rozstrzygnął sąd, nakazując przywrócenie Pesy w przetargu. W sierpniu tego roku jej oferta została wybrana jako najkorzystniejsza, ale bydgoska spółka nie przedłużyła ważności wadium.

— Postępowanie bydgoskiego producenta jest dla nas zaskoczeniem, ponieważ jeszcze we wrześniu firma deklarowała chęć podpisania umowy. Nie otrzymaliśmy oficjalnego wyjaśnienia w tej sprawie. MPK po wyborze oferty Pesy przesłało wszystkie dokumenty związane z procedurą przetargową do Urzędu Zamówień Publicznych, co jest ostatnim elementem niezbędnym do podpisania umowy. Obecnie trwa ich kontrola — informuje Marek Gancarczyk, rzecznik MPK. Maciej Grześkowiak podkreśla, że nieprzedłużenie wadium nie oznacza rezygnacji spółki z pozyskania kontraktu, ale powodów nie podaje. Wygląda na to, że krakowskie MPK zostało zaszachowane. Michał Wojciechowski, adwokat w Praktyce Infrastruktury i Energetyki Domański Zakrzewski Palinka, podkreśla, że w okresie, w którym wykonawca jest związany ofertą, zamawiający dzięki wadium ma możliwość „przymuszenia” go do zawarcia umowy. Kiedy jednak wybór oferty stał się już ostateczny i żaden z podmiotów go nie zaskarżył, ale zwycięski wykonawca nie przedłużył wadium i nie jest związany ofertą, zamawiający nadal może zawrzeć z nim umowę.

— Czyni to jednak w pewnym sensie na własne ryzyko, bo jeśli wykonawca nie wniesie zabezpieczenia należytego wykonania umowy lub będzie odwlekał w nieskończoność termin jej zawarcia, to zamawiający nie będzie dysponował żadnym narzędziem dyscyplinującym — twierdzi Michał Wojciechowski. Część naszych rozmówców uważa, że to właśnie problemy z szybkim pozyskaniem gwarancji dobrego wykonania są powodem nieprzedłużenia wadium. Twierdzą, że w ten sposób Pesa chce kupić czas na rozmowy o poręczeniu kontraktu przez instytucje finansowe.

…pieniądze z Zachodu

To niejedyne wytłumaczenie. Inni rozmówcy „PB” uważają, że spółka nie przedłużyła wadium, ponieważ chce negocjować z zamawiającym nowe warunki dostawy. Ofertę złożyła już prawie rok temu, a w tym czasie zmieniły się realia rynkowe. Pesa nie chce powtórzyć błędów popełnionych przy okazji poprzedniego przetargu. Po długotrwałym postępowaniu spółka podpisała wówczas kontrakt na warunkach z oferty, a potem nie była w stanie ich dotrzymać. Dostarczyła pojazdy z opóźnieniem, a krakowskie MPK naliczyło jej 26 mln zł kary. Pesa zapewnia, że jej sytuacja finansowa jest stabilna, ale jednocześnie prowadzi rozmowy z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju dotyczące finansowego wsparcia jej rozwoju i restrukturyzacji. Zapłaty kar przez Pesę oczekują bowiem także inni klienci, którym nie dostarczyła pojazdów na czas.

OKIEM EKSPERTA
Szansa na współpracę

OLEG DUBISH, pierwszy wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej

Ukraina ma dobre doświadczenia z polskimi inwestorami z branży transportowej, którzy chętnie lokują u nas zakłady. W przypadku tego typu inwestycji ważne są m.in. optymalizacje kosztowe i podatkowe. Ukraina może być z tego względu bardzo interesująca dla kolejnych polskich firm. Z pewnością taka inwestycja musiałaby powstawać etapami. Ponieważ na Ukrainie działa wielu uznanych producentów środków transportu, nie zdziwiłbym się, gdyby Pesa zdecydowała się już na etapie serwisowania i montażu na kooperację z ukraińskimi firmami. Widziałbym w tym gronie choćby jej konkurentów z ostatnich przetargów na dostawy tramwajów do Kijowa. Chciałbym takiej współpracy. Nie można też zapominać o lokalnych kontekstach społeczno-politycznych. Ściągnięcie takiej inwestycji jak montownia, a potem fabryka Pesy pozwoliłoby Wasiljowi Kliczce zbić argumenty krytyków, który powtarzają, że wszystko, co mer Kijowa kupuje dla miasta, jest produkowane za granicą.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer, Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Pesa ma postawić fabrykę w Kijowie