Pesymizm Gazel przygasł, ale nadal jest silny

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-12-20 00:00

Szefowie firm spodziewają się spadku popytu, dlatego tną inwestycje i mrożą zatrudnienie – wynika z badania „Pulsu Biznesu”

Od trzech i pół roku co kwartał badamy za pomocą specjalnych ankiet kondycję Gazel Biznesu, dynamicznie rozwijających się małych i średnich firm. Szczegółowo monitorujemy w ten sposób, jakie kroki zamierzają podejmować przedsiębiorcy w najbliższych miesiącach. Najnowsza, czternasta edycja naszego badania przynosi dwie wiadomości — dobrą i złą. Dobra jest taka, że w czwartym kwartale 2012 r. nastroje wśród przedsiębiorców przestały się pogarszać. Zła — że pesymizm na rynku nadal jest obecny.

None
None

Zaciskanie pasa

W ocenach perspektyw gospodarczych przeważają pesymiści. Według 27 proc. ankietowanych Gazel, ich sytuacja finansowa w ciągu najbliższych sześciu miesięcy się pogorszy. Poprawy spodziewa się jedynie 22 proc. Przedsiębiorcy wskazują, że źródłem tego pesymizmu są po prostu słabe perspektywy dotyczące popytu na rynku. Aż 43 proc. firm uważa, że popyt wzrośnie, a tylko 16 proc. prognozuje nasilenie.

— Dekoniunktura z 2009 r. była właściwie tylko faktem medialnym, a obecna fala spowolnienia gospodarczego jest rzeczywiście odczuwalna. Na rynku obniża się płynność, kończą się rezerwy i słabnie popyt. Rośnie niepokój, bo klienci stają się ostrożniejsi, a firmy muszą ratować się obniżkami cen — twierdzi Tomasz Kotruchow, członek zarządu Fonko Polska. Reakcja firm na słabnące przychody jest oczywista — zmuszone są ścinać koszty.

Po pierwsze, ograniczają inwestycje. Co trzecia Gazela (33 proc.) deklaruje, że w najbliższych sześciu miesiącach zetnie budżet na rozwój, a tylko jedna na dziewięć (11 proc.) chce go zwiększyć. Po drugie, firmy przestają tworzyć miejsca pracy. Obecnie grupy firm, które zatrudniają pracowników, i tych, które redukują zatrudnienie, są właściwie równe. Pierwsza to 20 proc., a druga 21 proc.

— Sytuacja na rynku jest ciężka, musimy podpisywać umowy gwarantujące nam jedynie minimalny zysk. Tniemy koszty i ograniczamy zatrudnienie, zatrzymując jedynie podstawowych pracowników, by przejść w dobrej formie przez te trudne czasy — opisuje Jerzy Kortas, prezes Euro-Wentu.

Pod presją

Podobne deklaracje przedsiębiorców padały już w poprzedniej edycji badania. Wtedy również przedsiębiorcy spodziewali się osłabienia popytu i deklarowali ograniczanie wydatków na rozwój i pensje pracowników. Zmieniło się jednak podejście Gazel do polityki cenowej. Odsetek firm, które deklarują, że z powodu słabego popytu zmuszone są obniżać ceny, wzrósł w ciągu kwartału prawie dwukrotnie: z 16 do 30 proc.

— Słaba koniunktura objawia się m.in. naciskami ze strony klientów, by obniżać ceny oferowanych produktów, co przy zachowaniu wysokiej jakości obniża rentowność działalności — mówi Dominika Morawska z ATO.

Jak twierdzą przedsiębiorcy, obniżanie marż to też w wielu przypadkach skutek zapaści w budownictwie. Po zakończeniu piłkarskich mistrzostw EURO 2012 i wraz z wyczerpywaniem się funduszy unijnych z puli na lata 2007-13 (nowe rozdanie na dobre ruszy dopiero w 2015 r.) liczba inwestycji publicznych z miesiąca na miesiąc się kurczy. Tort do podziału jest więc coraz mniejszy.

— Na rynku zamówień publicznych działamy już od 27 lat. Tak złej sytuacji jak teraz jeszcze w Polsce nie było — twierdzi Zdzisław Fiszer, właściciel budowlanej firmy ZWUP Fiszer.

Trudny rok

Utrzymujący się od dwóch kwartałów pesymizm przedsiębiorców właściwie pokrywa się z pesymizmem ekonomistów. Według większości prognoz, właśnie najbliższe kwartały będą najtrudniejszym okresem dla polskiej gospodarki od 2009 r., a może nawet od ponad dekady. Mediany prognoz analityków (na podstawie ankiety „PB” wśród 18 makroekonomistów banków) mówią, że w pierwszym kwartale 2013 r. wzrost gospodarczy w Polsce spowolni do jedynie 0,8 proc., a w całym przyszłym roku wyniesie 1,5 proc.

— Czeka nas trudny okres. W pierwszym półroczu zobaczymy dynamikę PKB koło 1 proc. Formalnie nie jest to recesja, ale jak na polskie warunki i możliwości, można uznać, że jest to dla naszej gospodarki regres — uważa Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego. Jego zdaniem, zwłaszcza wysoki odsetek Gazel, które deklarują zamiar ograniczania inwestycji, dowodzi, że polska gospodarka prędko nie doczeka wyraźnego ożywienia.

— Deklaracje dotyczące inwestycji to najlepszy wskaźnik tego, co szefowie firm sądzą o perspektywach gospodarczych. Jeśli przedsiębiorcy decydują się ciąć nakłady na rozwój, to musieli to wcześniej dokładnie przemyśleć i uznać, że niewielkie są szanse na poprawę koniunktury i wzrost zamówień — mówi Tomasz Kaczor.