PGE Baltica wypływa na morze

Szefowa nowej spółki energetycznego giganta, niegdyś sceptyczna wobec morskich wiatraków, stała się ich entuzjastką. W Sejmie wyjaśniła, dlaczego

PGE, największa polska firma energetyczna, kontrolowana przez państwo, przegrupowała aktywa związane z morskimi inwestycjami wiatrowymi. Wydzieliła je do osobnej spółki — PGE Baltica. Na jej czele stanęła Monika Morawiecka. W środę w Sejmie zaprezentowała plany.

Monika Morawiecka, która objęła stery w PGE Baltica, w grupie PGE
pracuje od 12 lat, a od 9 kieruje departamentem strategii. Jest kuzynką
premiera Mateusza Morawieckiego.
Zobacz więcej

MENEDŻERKA Z WEWNĄTRZ:

Monika Morawiecka, która objęła stery w PGE Baltica, w grupie PGE pracuje od 12 lat, a od 9 kieruje departamentem strategii. Jest kuzynką premiera Mateusza Morawieckiego. Fot. Piotr Guzik

— W PGE zajmujemy się wiatrem na morzu już od ładnych kilku lat, ale nie zawsze byłam jego entuzjastką. Mój sceptycyzm wiązał się z kosztami tej technologii. Jeszcze parę lat temu nie było oczywiste, że postęp w kosztach będzie tak widoczny. Dziś z czystym sumieniem możemy mówić, że powinniśmy się tą technologią zająć w kraju — powiedziała Monika Morawiecka.

Menedżerka zarządza firmą, która ma trzy obszary koncesyjne na polskiej części Bałtyku. Do 2030 r. chce wybudować na morzu farmy wiatrowe o łącznej mocy 2,5 GW. Wartość tego przedsięwzięcia szacuje się na kilkanaście miliardów złotych.

— Taka jest nasza ambicja, ale ten cel zależy od ostatecznej wersji polityki energetycznej do 2040 r. Potrzebujemy przecież instytucjonalnego wsparcia państwa — stwierdziła prezes PGE Baltica.

Była sceptyczka tłumaczyła, dlaczego warto stawiać na offshore. To technologia kosztowo konkurencyjna, która pozwala wypełnić unijne cele związane z odnawialnymi źródłami energii.

— Te cele powinny nam się zacząć podobać, bo nie stoją w sprzeczności z innymi kwestiami, np. związanymi z cenami energii — podkreśliła Monika Morawiecka.

Inwestycje wiatrowe obniżają ekspozycję na koszty związane z emisją dwutlenku węgla. To ważne, nawet jeśli — jak Monika Morawiecka — nie zgadzamy się z europejską polityką zwiększania kosztów działalności przedsiębiorstw wysokoemisyjnych. Zmniejszają też zależność od importu paliw i mogą się przyczynić do rozwoju polskich firm wykonawczych z tego sektora. Ważnym zadaniem dla prezes PGE Baltica będzie wybór partnera strategicznego do budowy wiatraków. Chętnych na razie jest 13, a wśród nich EDPR, Eneco, Orsted (dawny Dong), Scottish Power Renewables (z grupy Iberdrola), a także E.ON., EnBW i Innogy.

— Ten sektor jest już w Europie nieźle rozwinięty, więc chcemy skorzystać z doświadczeń innych. W ten sposób minimalizujemy ryzyko związane np. z harmonogramem i budżetem. Partner ma zostać wybrany do końca 2019 r. — powiedziała Monika Morawiecka.

Poza partnerem branżowym, potrzebni będą finansowi. Z entuzjazmem o wietrze na morzu mówi PFR. Na środowej sesji w Sejmie podtrzymał deklaracje.

— Analizujemy udział PFR w inwestycjach w offshore. Partnerzy branżowi, którzy rozmawiają z PGE, zgłaszają się też do nas. Jesteśmy także w kontakcie z EBI i rozmawiamy o niestandardowych formułach finansowania takich projektów — poinformował Piotr Serafin, dyrektor inwestycyjny w PFR.

Projekt PEP 2040, przedstawiony pod koniec 2018 r., zakłada budowę ponad 10 GW na morzu do 2040 r. Poza PGE plany wiatrowe związane z Bałtykiem ma również m.in. PKN Orlen oraz — najbardziej zaawansowana pod względem formalnym — Polenergia, kontrolowana przez Dominikę Kulczyk. Chętnych na bałtycki wiatr jest jednak więcej. Z ankiety, którą w zeszłym roku przeprowadził PSE, operator systemu elektroenergetycznego, wynika, że firmy myślą o wybudowaniu 16,7 GW.

Sprawdź program konferencji "Grupy Kapitałowe 2019", 29-30 maja 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy