Koniec roku zachęca do rozwiązywania spraw nierozwiązywalnych. I tak najpilniej oczekiwane porozumienie roku zawarte zostało właśnie wczoraj. PGNiG ogłosiło, że dogadało się z Qatargas w sprawie nowych warunków dostaw gazu. PGNiG odetchnęło, jego właściciel, czyli państwo, też.

— Strony osiągnęły porozumienie, które uwzględnia interesy obu spółek, a przede wszystkim bezpieczeństwo energetyczne Polski. Zmiany zmniejszają ryzyko ponoszenia przez PGNiG kosztów z tytułu nieodebranych ładunków — komentuje Włodzimierz Karpiński, minister skarbu.
Poślą gaz gdzie indziej
Komunikat ukazał się wczoraj wieczorem i nie był obszerny. Najważniejsza zmiana dotyczy terminu rozpoczęcia dostaw — nie ruszą w 2015 r., jak przewidywała dotychczasowa umowa. A przypomnijmy, że to właśnie termin pierwszej dostawy był dla PGNiG największym zagrożeniem. Po pierwsze — terminal LNG w Świnoujściu, który tę pierwszą dostawę miał przyjąć, wciąż się buduje, a po drugie, kontrakt zawierał formułę take or pay, czyli bierz lub płać.
Włodzimierz Karpiński deklarował wprawdzie, że do połowy 2015 r. terminal będzie gotowy, ale nie brakło głosów w to wątpiących. „W tym okresie [w 2015 r. — red.] Qatargas zagospodaruje ilości określone umową na innych rynkach, wykorzystując swoją pozycję jednego z wiodących producentów i dostawców LNG na świecie.
Zarazem PGNiG pokryje Qatargas ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie, a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas” — głosi komunikat. Upraszczając — Quatargas zgodził się wysyłać w 2015 r. zamówione przez Polskę dostawy w inne rejony świata. A to zdejmuje z PGNiG presję szukania na gwałt innego portu, który statki z LNG miałby nagle przyjąć, a także z szukania odbiorców, którzy mieliby ten surowiec tam awaryjnie przyjmować.
Z ceną może się uda
Porozumienie dotyczy też ceny. Jeśli od innych klientów dostanie za gaz mniej, niż na mocy umowy dostałby od PGNiG, to polska spółka wyrówna partnerowi tę różnicę. Jeśli Quatargas dostanie na rynku naprawdę dużo mniej, a PGNiG uzna wyrównanie za zbyt obciążające, będzie mogło przełożyć odbiór tej dostawy na kolejne lata umowy. Z komunikatu wynika, że jeśli chodzi o koszty porozumienia, to PGNiG jest dobrej myśli.
Po pierwsze, Qatargas to wielki gracz na rynku LNG, z ogromną bazą klientów. Po drugie, popyt na LNG w skali globalnej rośnie. Po trzecie, na rynkach azjatyckich dostawcy LNG uzyskują lepsze ceny niż w Europie. Dlatego zarząd giełdowej spółki oszacował, że „porozumienie może pozwolić na poprawienie w 2015 roku wyniku finansowego PGNiG na obrocie gazem ziemnym pozyskanym w ramach umowy z Qatargas wobec pierwotnego scenariusza”.
A pierwotny scenariusz musiał być bardzo czarny. Nieoficjalnie mówiło się, że umowa z Qatargas, zawarta w 2009 r. na 20 lat, była szalenie niekorzystna w odniesieniu do obecnych warunków rynkowych. PGNiG miało dostawać gaz droższy, niż wskazywałyby na to ceny rynkowe, a potem miało sprzedawać go odbiorcom ze stratą.
Teraz zapłaci tylko różnicę w cenie. PGNiG jest też spokojne o bezpieczeństwo gazowe kraju. Gdyby zaszła nagle potrzeba ściągnięcia katarskiego gazu do Polski już w 2015 r. (przy założeniu, że terminal w Świnoujściu będzie działał), to zawarte wczoraj porozumienie przewiduje taką możliwość. Będzie też można zwiększać dostawy, sięgając po wolumeny przewidziane umową na kolejne lata.
Terminal bez presji
Z ulgą odetchnęła też wczoraj firma Polskie LNG, odpowiedzialna za budowę terminalu w Świnoujściu. Opóźnienie inwestycji i związana z tym presja stresowała wykonawców. Wczoraj jej przedstawiciele sygnalizowali, że dzięki porozumieniu na linii PGNiG-Qatargas to skomplikowane przedsięwzięcie będzie realizowane w mniejszym napięciu. „Konsorcjum realizujące inwestycję, na czele z włoską firmą Saipem, wskazuje, że terminal będzie gotowy do odbioru komercyjnych dostaw gazu w 2015 roku” — przekazało nam wczoraj Polskie LNG.
Gazowa wolność
Kontrakt PGNiG z Qatargas podpisano i ogłoszono z wielką pompą w czerwcu 2009 r. W negocjacje zaangażowany był zarówno ówczesny premier Donald Tusk, jak i ówczesny minister skarbu Aleksander Grad. Umowa warta była pompy, bo oznaczała dla polskiej gospodarki uzyskanie — po raz pierwszy w historii — realnej możliwości dywersyfikacji dostaw gazu. PGNiG miało dotychczas do czynienia z tylko jednym zagranicznym dostawcą surowca — rosyjskim Gazpromem.
Kontrakt z Katarem miał być nie tylko wstępem do gazowej wolności, ale umożliwił też rozpoczęcie budowy terminalu LNG w Świnoujściu, czyli inwestycji na 2,93 mld zł. Bez wielkiego kontraktu terminal nie uzyskałby finansowania, w tym dotacji unijnych, a nawet jeśli, to na gorszych warunkach.