Zarząd spółki twierdzi, że stworzył podwaliny pod jej przyszłą potęgę. Nowy zrobi więcej?
W Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie (PGNiG) — jak to bywa po wyborach ze spółkami kontrolowanymi przez państwo — wkrótce zmieni się zarząd. PiS i PO powtarzają: „Kossowski musi odejść”. Jaki jest bilans dwuletniej kadencji zarządu firmy, kierowanego przez Marka Kossowskiego?
Sposób na Gazprom
Najważniejszym dla PGNiG projektem zawsze była dywersyfikacja dostaw gazu do Polski. Udało się?
— Bez pieniędzy nie da się realizować takich projektów. Dlatego idziemy na giełdę. Ale to za mało — mówi Marek Kossowski.
Firma, która chce być wiarygodna dla inwestorów i partnerów, musi mieć zdrową strukturę finansów.
— I już taką ma. PGNiG pozostał tylko jeden kredyt zaciągnięty na korzystnych warunkach — podkreśla prezes.
I zapewnia, że kondycja spółki pozwala już myśleć o pozyskaniu finansowania dla projektów wartych nie miliony, ale miliardy euro.
PGNiG chce do 2009 r. zainwestować 8,5 mld zł. Są nowe możliwości pozyskania tańszego gazu spoza Rosji. Do 2010 r. mogą powstać dwa gazociągi — Nabucco i Sarmacki — tłoczące paliwo znad Morza Kaspijskiego i z Iranu.
— Nabucco ma przełamać monopol Rosji i Norwegii na dostawy do Europy. Chcemy uczestniczyć w tym projekcie nie tylko jako odbiorca gazu, ale jako inwestor — deklaruje Marek Kossowski.
Rozmowy o przyłączeniu PGNiG do projektu toczą się już od października 2004 r., gdy pięć firm (turecki Botas, bułgarski Bulgargaz, czeski Transgaz, węgierski MOL, austriacki OMV) chcących budować gazociąg oznajmiło, że szuka partnerów.
PGNiG ma apetyt na 2-3 mld m sześc. gazu z Nabucco, a zaczęłoby od 1 mld m sześc. Problem w tym, że gazociąg dotrze tylko do Niemiec i Austrii.
— Potrzebne jest więc porozumienie z Austriakami i Czechami, by ten gaz odbierać w Zgorzelcu, na granicy polsko-niemieckiej. Konieczna byłaby jednak modernizacja połączenia — zaznacza Marek Kossowski.
PGNiG gotowe jest wydać na Nabucco 500 mln EUR. Jeżeli inwestycji nie storpedują Rosjanie, strzegący swoich wpływów w Europie, do końca 2005 r. powstanie biznesplan gazociągu.
Kierunek: Ukraina
Polska spółka jest też zainteresowane udziałem w budowie Gazociągu Sarmackiego z Iranu przez Armenię i Gruzję na Ukrainę. Rosja nie odpowiedziała na propozycję udziału w projekcie. Jego inicjatorem jest Ukraina i europejski gigant Gaz de France. Pomysł nabrał realnych kształtów dopiero po wyborach na Ukrainie.
— Jeśli projekt realizowany będzie we współpracy z NAK Naftogaz Ukrainy (odpowiednik PGNiG — przyp. red.) nasze wydatki wyniosłyby od 0,5 do 1 mld USD. Gazociąg Sarmacki może powstać w 2010 r. — mówi Marek Kossowski.
Z Gazociągu Sarmackiego Polska mogłaby odbierać 3-4 mld m sześc. gazu rocznie. Prezes dodaje, że wymagałoby to modernizacji gazociągów na południu Polski.
Zdaniem Marka Kossowskiego, najszybciej, bo już we wrześniu, da się jednak zwiększyć import gazu z Ukrainy poprzez Hrubieszów. Dla PGNiG ukraińskie firmy gazownicze stały się ostatnio partnerem strategicznym.
— Wydając kilkadziesiąt milionów złotych możemy zwiększyć moce gazociągu hrubieszowskiego do 1 mld m sześc. rocznie i odciążyć połączenie gazowe z Ukrainą w Drozdowiczach. Wolne moce przydadzą się, gdy w Polsce wzrośnie zapotrzebowanie — twierdzi Marek Kossowski.
Przez Drozdowicze płynie obecnie część gazu rosyjskiego z kontraktu jamalskiego.
PGNiG zabiega o zwiększenie wydobycia przez ukraińską spółkę Dewon, w której ma udziały. Na to potrzeba 30-35 mln USD. Spółki z grupy PGNiG oraz ukraińskie Ukrtransgaz i Lvivtransgaz prowadzą też rozmowy o utworzeniu wspólnych firm handlowych.
Jak za dużo, to sprzedamy
Strategicznym partnerem dla PGNiG stał się też niemiecki dystrybutor gazu Verbundnetz Gaz. Strony pracują nad studium wykonalności tzw. interconnectora łączącego Polskę i Niemcy. Ma on tłoczyć 0,5-2 mld m sześc. gazu rocznie. Jego trasa będzie biegła w rejonie Polic. Zdaniem Marka Kossowskiego, budowa mogłaby ruszyć w II połowie 2006 r. PGNiG rozmawia z dostawcami dla tego projektu. Polacy i Niemcy utworzyli też dwie spółki — handlową i przesyłową, które pomogą zagospodarować gaz tłoczony nowym łącznikiem. PGNiG chce wydać na tę inwestycję 100 mln USD.
Zarząd pracuje też z Gaz de France nad budową morskiego terminalu LNG (gaz skroplony), z którego paliwo mogłoby popłynąć w 2010 r. Obecnie projekt wkracza w fazę studium wykonalności. Koszt terminalu szacuje się na 200-600 mln EUR. Do tego należy dodać koszt rozbudowy infrastruktury gazowej w jego rejonie. PGNiG planuje, że drogą morską sprowadzi nawet 5 mld m sześc. gazu rocznie.
— Rozmawiamy z dostawcami LNG m.in. z Nigerii i Algierii — ujawnia Marek Kossowski.
Biorąc udział w tych wszystkich projektach, PGNiG mogłoby sprowadzać około 15 mld m sześc. gazu rocznie. Obecnie Polska zużywa prawie 14 mld m sześc. Za dziesięć lat ma konsumować 24 mld m sześc. A jeśli to szacunki na wyrost?
— Nic nie stoi na przeszkodzie, by PGNiG w przeszłości sprzedało swoje udziały w niektórych projektach — uważa Marek Kossowski.
Spółka przymierza się też do eksportu gazu już od 2009 r. poprzez interconnector do Niemiec lub połączenie gazociągowe z Niemcami w Lasowie.