PGNiG może przedłużyć kontrakt

Anna Bytniewska
opublikowano: 2005-06-28 00:00

Operator zwleka z wyborem dostawcy spotowego gazu. Decyzjom nie sprzyjają rosyjsko- -ukraińskie zmagania o wpływy na rynku azjatyckim.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) zapowiadało, że w ubiegłym tygodniu rozstrzygnie przetarg na dostawy spotowe 3,4 mld m sześc. tańszego gazu, pochodzącego ze środkowej Azji. Dostawy miałyby się rozpocząć 1 lipca i potrwać do 31 grudnia 2006 r. Nic się jednak w tej sprawie nie wydarzyło, choć kontrakt powinien ruszyć już za kilka dni. PGNiG milczy nawet w sprawie konkretnego terminu rozstrzygnięcia przetargu. Teoretycznie powinno ono nastąpić w tym tygodniu.

W zawieszeniu

Nasz informator twierdzi, że w finale procedury przetargowej znalazły się NAK Naftogaz Ukrainy — ukraiński operator gazowy, i RosUkr- Energo — dotychczasowy dostawca spotowego gazu, czyli firma założona przez Gazprombank i Raiffeisen Zentralbank Osterreich. I to z nimi PGNiG podpisze kontrakt albo go przedłuży, bo ma jeszcze taką możliwość. W umowie z 2003 r. jest zapis, dający możliwość kontynuacji dostaw przez RosUkrEnergo aż do końca 2006 r. w ilości nie mniejszej niż 0,5 mld m sześc. Gwarantem dostaw jest NAK. RosUkrEnergo — zdaniem naszego informatora — podyktuje tym razem PGNiG cenę 160 USD za 1000 m sześc. gazu.

Przedstawiciele PGNiG zaprzeczają jednak tym informacjom.

— To nie są te firmy. Przedstawiona cena gazu też nie zgadza się z danymi z dokumentacji przetargowej — twierdzi Małgorzata Przybylska, rzecznik prasowy PGNiG.

Niewykluczone więc, że pojawiła się jeszcze trzecia struktura, powiązana z NAK lub RosUkrEnergo lub Gazpromem.

Czekając na zwycięzcę

Wiadomo jednak, że PGNiG dąży do nawiązania bezpośredniej współpracy z NAK. Gdyby się to udało, polska firma uniknęłaby pośrednictwa firm powiązanych z Gazpromem. PGNiG musi jednak poczekać na efekt zmagań ukraińsko-rosyjskich. Gazprom bowiem broni interesów w rejonie Azji Środkowej. Ma w ręku silny atut, ponieważ to związany z nim RosUkrEnergo ma wieloletnią umowę na transport taniego turkmeńskiego gazu przez Ukrainę na zachód Europy.

Co ciekawe, ta sytuacja może ulec zmianie, gdyż kilka dni temu ukraińskie media elektroniczne podały, że Oleksandr Turczinow, szef SBU (ukraińskie służby specjalne), poinformował o poważnych nadużyciach związanych z działalnością NAK i RosUkrEnergo przy tranzycie turkmeńskiego gazu. Zdaniem Oleksandra Turczinowa, budżet Ukrainy straci w wyniku tych nadużyć 1 mld USD. O co chodzi? Tego dokładnie nie wyjaśniono.

Można się domyślać, że jest to element wojny o wpływy w regionie, jaką toczą Rosja i Ukraina. Polska jest kibicem Ukrainy. Piłka była przez chwilę po ukraińskiej stronie boiska. W piątek ukraińskie media elektroniczne doniosły jednak, że z kolei Gazprom przypomina Ukrainie o jej zadłużeniu wobec Rosji (200 mln USD) oraz o 7,8 mld m sześc. rosyjskiego gazu znajdujących się w ukraińskich magazynach. Poinformowano też, że rosyjski koncern zaproponował Ukrainie kupno tego gazu po satysfakcjonującej obie strony cenie lub wliczenie jego wartości w poczet opłat za tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę.

Tymczasem ukraiński NAK w ostatnich dniach wynegocjował z Turkmenią obniżkę ceny gazu dla Ukrainy do 44 USD za 1000 m sześc. Jesienią okaże się, czy uda mu się podpisać z Turkmenią 25-letni kontrakt na dostawy taniego gazu. Byłoby to też dobrym sygnałem dla PGNiG. Jeżeli się to nie uda, Ukraina będzie płacić za rosyjski gaz ponad 160 USD za 1000 m sześc. Mogą też prysnąć marzenia PGNiG o tanich dostawach spotowych.