Pięć cukrowni już szkodzi PC
Pięć cukrowni kalisko-konińskich, o których włączenie do nie istniejącego jeszcze Polskiego Cukru spierają się zwolennicy i przeciwnicy jego powołania, już dawno przekroczyło krytyczny moment, w którym zwykle ogłasza się upadłość firmy. W sumie mają prawie 300 mln zł długu. Dwukrotnie cukrownie już prawie sprzedano Pfeifer und Langen, który kolejny raz czeka na akceptację przyjętej już kiedyś oferty.
O pięć cukrowni kalisko-konińskich z Poznańsko-Pomorskiej Spółki Cukrowej spierają się przedstawiciele ministerstw skarbu i rolnictwa, zwolennicy i przeciwnicy utworzenia Polskiego Cukru, pracownicy i plantatorzy. Tą niemałą grupę zamyka niedoszły inwestor — niemiecka firma Pfeifer und Langen. Tymczasem cukrownie toną w długach i potrzebują silnego partnera. Nie dostały go, bo cały czas trwa walka o powstanie PC.
Orzech do zgryzienia
W czwartek projektem zmian w programie prywatyzacji branży cukrowniczej, który zakłada powołanie do życia Polskiego Cukru, ma się zająć KERM. Zainteresowani liczą, że tym razem podjęcie strategicznej dla branży decyzji nie zostanie odłożone o kolejny tydzień. Doradca MSP uznał, że najkorzystniej byłoby utworzyć krajowy podmiot, który skonsoliduje 25 państwowych cukrowni. Ocenił, że sytuacja finansowa fabryk z grupy kalisko-konińskiej jest tak zła (żeby nie powiedzieć beznadziejna), że jeśli także wejdą w skład PC, to wpłyną na fiasko całego przedsięwzięcia. Być może dlatego Stanisław Stec, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Finansów, zapewnił wczoraj, że dwie cukrownie — Witaszyce i Gniezno — nie wejdą w skład PC z uwagi na trudną sytuację finansową. Nie wiadomo, co w tej sytuacji miałoby się stać z trzema pozostałymi zakładami — w Gosławicach, Zbiersku i Zdunach.
Błędne koło
Zgodnie z prawem, cukrownie kalisko-konińskie już dawno powinny zbankrutować. Ich istnienie jest jednak sztucznie podtrzymywane, bo utrzymują one także związanych z nimi pracowników i plantatorów. Pięć zakładów ma 240 mln zł długów. Cukrownie Gniezno i Witaszyce prowadzą postępowanie układowe z bankami, które chcą jeszcze negocjować, bo nadal liczą, że odzyskają należności, kiedy do spółek wejdzie zagraniczny inwestor. Samodzielnie zakłady nie będą w stanie płacić — zarząd macierzystej spółki cukrowej nie przyznał im limitów na produkcję cukru. Nie dostała ich także cukrownia Zduny. Holding poręczył ponad 50 mln zł pożyczki dla tych cukrowni. Zatrzymał sobie limity jako zabezpieczenie. To błędne koło, bo bez limitów nie ma produkcji, a co za tym idzie — nie ma przychodów, zysków i pieniędzy na spłatę kredytu.
— Cukrownie, które mamy w tym regionie, są w stanie przejąć zobowiązania fabryk kalisko-konińskich. W sumie wymagają one zainwestowania około 700 mln zł — tłumaczy Janusz Pierun, przedstawiciel Pfeifer und Langen, niemieckiego koncernu, który nadal chce kupić tę grupę cukrowni.
Inwestora popierają wszystkie organizacje pracownicze i plantatorskie.


