Pozbawieni uwagi mediów i nierozpoznawalni — paraolimpijczycy są na biegunie tego, czego szuka sponsor. Ale nie zraziło to Avivy, która w 2009 r. została partnerem Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego (PKPar).
— Każda duża firma powinna robić coś dobrego, to uczciwe. Niektóre przedsiębiorstwa działają od Sasa do Lasa, wspierają dzieci, sztukę, zwierzęta, sport ekstremalny i bezpieczeństwo na drodze. Inne konsekwentnie i z sukcesami wspierają jedną, konkretną dziedzinę, ale zazwyczaj dość popularną. Szukaliśmy obszaru, który nie jest jeszcze w zagospodarowany. Uznaliśmy, że lepszy rezultat daje skoncentrowanie się na jednej rzeczy, bo wtedy możemy w pełni zaangażować ludzi i pieniądze. Przez przypadek przeczytałam o naszych paraolimpijczykach, którzy przywieźli z Pekinu 30 medali — bohaterowie, herosi i wspaniali sportowcy, których nikt nie wspiera. Dokładnie wpisywali się w to, czego szukaliśmy, bo lepiej tworzyć, niż podążać za innymi — tłumaczy Dominika Kraśko-Białek, członek zarządu Avivy i prezes Fundacji Aviva, która wspiera PKPar.
Stypendia zamiast współczucia
Podkreśla, że Aviva jest partnerem, a nie sponsorem, i przekonuje, że różnica jest nie tylko semantyczna.
— Sponsor daje pieniądze, a partner pomaga — tłumaczy menedżerka. Taki status potwierdzają sportowcy.
— Zawsze, gdy ktoś daje palec, to chce się rękę, ale Aviva zasługuje na dużą pochwałę. Wspiera nie tylko medalistów, ale i tych, którzy mieli szansę na medal. I to w warunkach szczególnie trudnych, bo w czasie kryzysu. Nie możemy narzekać — mówi Justyna Kozdryk, sztangistka, która w Londynie zajęła piąte miejsce, a w Pekinie zdobyła srebrny medal. Fundacja pomaga sportowcom, przyznając im stypendia.
— Wspierają ich treningi, pomagają skupić się na osiąganiu lepszej formy. A oni trenują nie dlatego, że mają taki kaprys albo że nic innego nie umieją, ale po to, aby bić rekordy. Nie rozdajemy pieniędzy, lecz wspieramy uprawianie sportu. Na stypendia mogą liczyć tylko ci, którzy stają się coraz lepsi, poprawiają rezultaty. Naszych stypendystów traktujemy jak poważnych zawodników, a nie osoby wymagające współczucia — mówi Dominika Kraśko-Białek. Ze sprawozdania finansowego wynika, że Fundacja Aviva przekazała Polskiemu Komitetowi Paraolimpijskiemu 2 mln zł. Ale nie tylko pieniądze się liczą.
— Aviva mocno się zaangażowała w pracę na rzecz paraolimpijczyków. Przez kilka miesięcy nasz dział PR pracował dla nich, współorganizowaliśmy wręczenie nominacji paraolimpijskich przed wyjazdem, próbowaliśmy negocjować z TVP, aby były jakiekolwiek relacje z paraolimpiady, współpracowaliśmy z Ambasadą Brytyjską na rzecz paraolimpijczyków. Zorganizowaliśmy dla nich pierwsze prawdziwe powitanie na lotnisku, pomagaliśmy w kontach z mediami, organizując ponad 100 wywiadów — wylicza Dominika Kraśko-Białek.
Gdy ucichnie szum
Szefowa fundacji liczy, że szum medialny napędzony workiem medali z Londynu przełoży się na wsparcie innych przedsiębiorstw.
— Liczę, że zgłoszą się kolejne firmy. Bardzo chętnie podzielimy się projektem z kimś, kto podobnie jak my poważnie się w to zaangażuje. Ta inwestycja przekłada się na wyniki — medale dla Polski.
A o to nam chodzi. Po raz pierwszy tak dużo mówi się w mediach i między ludźmi o paraolimpijczykach. Liczę, że to będzie przełom i nastąpią trwałe zmiany w podejściu do sportu niepełnosprawnych — mówi Dominka Kraśko-Białek. Mniej optymistyczni są paraolimpijczycy.
— Trochę to dla nas przykre, że wszyscy się nami zainteresowali dopiero teraz. Telewizja zaczęła coś pokazywać, gdy zobaczyła medale. Zrobił się duży szum w mediach czy na Facebooku, ale obawiam się, że gdy ucichnie, to wróci smutna rzeczywistość — mówi Justyna Kozdryk.
Niedojrzały kraj
W odróżnieniu od innych sponsorów sportu Aviva rzadko się promuje jako partner paraolimpijczyków. Może to więc czysty CSR, a nie projekt marketingowy?
— Każda firma działająca rynkowo musi analizować działania również pod kątem wpływu na biznes. Jeśli możemy pokazać, że robimy coś dobrego, a przy okazji pozytywnie wpływamy na wizerunek, tym łatwiej kontynuować inwestycję. Na razie wykorzystujemy to, że wspieramy paraolimpijczyków, a oni w najlepszy możliwy sposób w tym pomagają, zdobywając 36 medali. Paraolimpijczycy biorą też udział w naszych wewnętrznych spotkaniach firmowych, spotkaniach z agentami, wrośli w kulturę naszej firmy — twierdzi Dominika Kraśko-Białek.
I przekonuje, że współpraca z paraolimpijczykami bardzo dużo uczy.
— Praca z ludźmi tej klasy to czysta przyjemność, uczy pokory, pokazuje, jak wiele możemy od siebie oczekiwać, bo tylko dzięki temu możemy wiele osiągnąć. To antidotum na narzekanie na rzeczywistość. Gdy widzimy, z jak dużymi przeciwnościami zmaga się na co dzień taka osoba i jak gigantyczny wysiłek wkłada w uprawianie sportu, to dostrzegamy, że jesteśmy szczęściarzami, będąc osobami sprawnymi. Widzimy też, że nigdy nie warto rezygnować ze swoich marzeń — opowiada Dominika Kraśko-Białek. Niestety pod względem wyrównywania szans jesteśmy niedojrzałym krajem.
— Wielka Brytania pokazała nieprawdopodobną klasę, stadiony podczas paraolimpiady były pełne, wszyscy żyli imprezą. Niepełnosprawnych wśród nas jest bardzo wielu, to wspaniali, pogodni, pełni energii ludzie, świetni pracownicy i sportowcy. Niestety, w Polsce jeszcze za mało dostrzega się, jak można to wykorzystać do edukowania społeczeństwa do budowania pozytywnych postaw, tolerancji, współpracy i empatii — sumuje Dominika Kraśko-Białek.
