Piekarze rosną jak na drożdżach i... narzekają

Kowalski je coraz mniej pieczywa, ale sieci piekarni rozkwitają. Do kajzerki dorzucają kawę i soki

Z jednej strony, sieci z planami intensywnego rozwoju, a z drugiej — setki upadłości co roku. Do tego spadający popyt i problem z jego zaspokojeniem. Pełen takich sprzeczności jest polski rynek pieczywa, wart w 2011 r., według szacunków Instytutu Polskie Pieczywo (IPP), 10 mld zł.

— Jest około 9 tys. firm, które mają co najmniej jeden zakład piekarski. Jednak co roku upada 300-370 piekarni. Branża jest bardzo rozdrobniona i zantagonizowana. Nie prowadzi wspólnie żadnych działań zwiększających sprzedaż, więc spadające od lat spożycie pieczywa nie dziwi. Przez ostatnią dekadą zmniejszyło się o 25 kg na osobę i w zeszłym roku statystyczny Polak zjadł go 51,4 kg — tłumaczy Grzegorz Nowakowski, dyrektor IPP.

— Podobną sytuację można było zaobserwować w krajach Europy Zachodniej 10-15 lat temu, później konsumpcja zaczęła rosnąć i tego samego spodziewamy się w Polsce — przekonuje Michał Zajezierski, dyrektor zarządzający w firmie Nowakowski Sklepy, która prowadzi sieć piekarni „Gorąco polecam. Nowakowski”.

W sieci siła

Nowakowski Sklepy ma 20 punktów własnych i franczyzowych. — Za rok chcemy mieć 40. Miejsca w kraju powinno wystarczyć dla kilkunastu sieci, z których każda może mieć po kilkadziesiąt lokali. W samej Warszawie jeden przedsiębiorca mógłby posiadać około 50 punktów. W przypadku bardzo dobrych lokalizacji, o dużym natężeniu ruchu pieszego, nawet dwóch-trzech konkurentów może prowadzić sklepy obok siebie — deklaruje Michał Zajezierski.

Na warszawskim rynku widać intensywny rozwój m.in. Piekarni Lubaszka pod szyldem „Galeria Wypieków Piotr Lubaszka” (32 sklepy firmowe) czy Zakładów Piekarskich Oskroba (27 punktów firmowych w samej Warszawie). Rozrastać chcą się też Piekarnie-cukiernie Grzybki (13 firmowych miejsc).

— Wypełniamy lukę po tych, którzy sobie nie poradzili na rynku. Nie nadążamy z zaspokojeniem popytu na nasze pieczywo, więc dopóki nie wybudujemy drugiej dużej piekarni, nie możemy otwierać kolejnych punktów. Starannie wybieramy punkty sprzedaży — mówi Tomasz Szymczak, dyrektor Piekarni Grzybki.

Nie samym chlebem

Sieci poszerzają menu.

— Sklep z pieczywem, w którym dostępne są również kanapki i przekąski, to konkurencja dla kawiarni i cukierni z przewagą w postaci świeżego pieczywa. Planujemy zorganizowanie szkolenia baristów, by rozszerzyć asortyment kaw i być bardziej konkurencyjnym w stosunku do sieci kawiarni. Zamierzamy też poszerzyć ofertę cukierniczą — zapowiada Michał Zajezierski. Ale nie wszyscy piekarze sądzą, że konkurowanie z kawiarniami to dobry pomysł.

— Wprowadziliśmy kawę, ale nie jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedaży. By cieszyła się popularnością, potrzebne są miejsca w centrum, a te są po prostu drogie — zauważa Tomasz Szymczak. Zdaniem Grzegorza Nowakowskiego, intensywny rozwój piekarnio-kawiarni w stolicy nie ma jednak wpływu na rynek.

— Lokale z kanapkami i kawą to nisza. W dużych miastach się sprawdzają, ale w skali całego kraju zupełnie ich nie widać. Branża musi skupić się na odbudowaniu spożycia pieczywa — podkreślać walory żywieniowe, sprawić, by przestało być anonimowe. Przecież gdy konsument chce kupić jogurt, ma zazwyczaj na myśli konkretny produkt konkretnej firmy. W przypadku pieczywa nie ma czegoś takiego jak świadomość marki — tłumaczy dyrektor IPP.

Zły wizerunek

Branża odczuwa też skutki kryzysu ekonomicznego.

— Nasze 70 sklepów to głównie osiedlowe, w których mamy rzeszę stałej klienteli. Spożycie bardzo się zmienia — teraz największe wzrosty odnotowują ciemne chleby. Równocześnie ludzie zaczęli patrzeć na kieszeń i coraz więcej sprzedajemy połówek i ćwiartek zamiast całych chlebów — opowiada Elżbieta Nosal, pełnomocnik właścicieli firmy Dom Chleba.

Zdaniem Grzegorza Nowakowskiego, zbyt wiele czynników działa przeciwko spożyciu pieczywa, dlatego wciąż będzie ono spadać.

— Zanika zwyczaj robienia kanapek na drugie śniadanie do szkoły i pracy. Szkodzą nam lansowane trendy żywieniowe na np. pieczywo chrupkie, które tak naprawdę wcale nie jest mniej kaloryczne niż nasze pieczywo, które oskarża się o powodowanie tycia — twierdzi Grzegorz Nowakowski.

— Chleb ma w Polsce zły PR. „Nie jem chleba, bo się odchudzam” — mówią ludzie. Zachodnie diety, które do nas przychodzą, wykluczają chleb dlatego, że na Zachodzie jest on rzeczywiście niedietetyczną ogromną pszenną bułką — dodaje Tomasz Szymczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane