Po świętach mieszkańcy mazowieckich gmin mogą utonąć w zużytych opakowaniach po prezentach. Kryzys, zapowiadany w samorządach od dawna, właśnie pochłonął pierwszą ofiarę. I, wbrew przewidywaniom, nie będą to mieszkańcy stolicy, która za późno ogłosiła przetarg na odbiór odpadów po Nowym Roku.
„Z powodów niezależnych od gminy wstrzymany został do odwołania odbiór odpadów zmieszanych z nieruchomości z terenu miasta i gminy Nasielsk” — głosi komunikat na stronie urzędu miasta w Nasielsku.
To oznacza, że śmieciarki już wkrótce zabiorą od mieszkańców tylko odpady posegregowane, a w śmietnikach zostawią zmieszane.
Śladem Neapolu
Samorząd miasta (położonego na trasie Warszawa — Gdańsk) informuje, że podobny problem dotyczy także innych gmin w woj. mazowieckim i wynika z trudności z instalacjami do zagospodarowania odpadów. Zgodnie z prawem za gospodarkę odpadami odpowiedzialne są samorządy. Marszałek województwa w głośnym liście do ministra środowiska apelował kilka tygodni temu o interwencję. Resort cofnął zezwolenia na działalność większości instalacji przetwarzania odpadów komunalnych w regionie (tzw. RIPOK-ów), zarówno prywatnych jak i komunalnych, ponieważ nie spełniają wymogów i, jego zdaniem,zagrażają mieszkańcom i środowisku.
„Problem związany z przestojem w odbiorze odpadów polega na tym, że zgodnie z ustawą o odpadach, zmieszane odpady komunalne oraz odpady biodegradowalne muszą zostać zagospodarowane, czyli unieszkodliwione, wyłącznie w regionie, do którego zgodnie z Wojewódzkim Planem Gospodarki Opadami (WPGO) została przypisana dana gmina” — informuje samorząd miasta, którego burmistrzem jest Bogdan Ruszkowski.
To oznacza, że takich odpadów nie można wywozić poza teren danego regionu. Każda instalacja ma natomiast narzucone limity dotyczące masy śmieci, jakie może przyjąć, wynikające z jej mocy przerobowych. Gmina Nasielsk informuje, że obecnie żaden RIPOK w regionie (miasto należy do płockiego) nie może przyjąć odpadów, które produkuje gmina.
Kumulacja problemów
Brak działających zgodnie z prawem instalacji do zagospodarowania odbieranych od mieszkańców śmieci to nie jedyny problem. W większości gmin w okolicach Warszawy niedawno wygasły lub wygasną niedługo umowy z operatorami na odbiór i zagospodarowanie odpadów. W przetargach na nowych operatorów, które już się odbyły, ceny okazały się nawet o kilkadziesiąt procent wyższe niż zakładane w budżetach gmin. Najgłośniej było ostatnio o problemach Warszawy. Miasto ogłosiło przetarg w ostatniej chwili, choć umowy z dotychczasowymi operatorami kończą się pod koniec roku. Samorząd zapewniał jednak w czwartek, że nie będzie przestoju w odbiorze odpadów z domów i osiedli.
— Firmy odbierające odpady od 1 stycznia to te same firmy, które dotychczas odbierały odpady. To rozwiązanie daje nam gwarancje, że nie będzie przerw w świadczeniu usług. Wszystkie te firmy mają dzisiaj umowy z Warszawą zawarte do czasu rozstrzygnięcia przetargu — poinformował na konferencji prasowej w czwartek przed świętami Michał Olszewski, wiceprezydent miasta.
Te firmy to MPO, która obsługuje 11 dzielnic, spółka SUEZ Polska (dwie dzielnice — Wilanów i Ursynów) oraz firma Lekaro (pięć dzielnic — Praga Północ, Praga Południe, Wawer, Rembertów, Wesoła). W sprawie tej ostatniej miasto prawdopodobnie wniosło do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, o czym pisaliśmy w „PB”.
W Warszawie od stycznia ma się zmienić system segregacji śmieci.
— Firmy mają obowiązek wdrożenia nowego systemu selektywnej zbiórki — zapewnił Michał Olszewski. Za problem z brakiem odpowiedniej mocy przerobowych w RIPOK-ach Michał Olszewski obwinia ustawę, która pozwoliła na import odpadów do Polski z UE, głównie z Niemiec. Minister środowiska — samorządy. „Za odpowiednie wdrażanie przepisów z zakresu gospodarowania odpadami komunalnymi, w tym odbierania odpadów od mieszkańców, odpowiadają władze samorządowe (wójt, burmistrz lub prezydent miasta). W Warszawie za aktualny stan gospodarki odpadami odpowiada zatem prezydent Miasta St. Warszawy” — pisał w grudniu w oficjalnych komunikatach prasowych resort.