Pierwsza prywatyzacja lotniska zagrożona

Mira Wszelaka
01-06-2007, 00:00

Plany wejścia inwestora zagranicznego na  lotnisko mogą spalić na panewce. Krzywo na nie patrzy PPL, właściciel 21 proc. udziałów.

Port w Bydgoszczy pilnie potrzebuje 40 mln zł

Plany wejścia inwestora zagranicznego na lotnisko mogą spalić na panewce. Krzywo na nie patrzy PPL, właściciel 21 proc. udziałów.

Właściciele borykającego się z problemami finansowymi lotniska w Bydgoszczy wiedzą, że czas to pieniądz, a ten z nieba nie spada. Postanowili więc zaprosić do spółki inwestora zagranicznego. Decyzja zapadła na walnym. Okoniem stanęli jednak przedstawiciele Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze (PPL), które ma 21 proc. udziałów (wcześniej nieoficjalnie deklarowali neutralność). Sprawa rozbiła się o to, czy inwestor ma być branżowy, czy finansowy.

Nie tylko kasa

Marcin Hydzik, prezes bydgoskiego portu, podobnie jak większość udziałowców, zdecydowanie opowiada się za kimś, kto oprócz pieniędzy da know-how. PPL, powołując się na strategię rozwoju lotnisk przygotowywaną w resorcie transportu, zgadza się na inwestora finansowego. Byłoby to też zgodne z własną wizją rozwoju PPL, które chce zarządzać infrastrukturą lotniskową (po komercjalizacji firmy).

— Nie twierdzimy, że godzimy się tylko na inwestora branżowego. Czekaliśmy na uzasadnienie, ale na próżno. W naszej ocenie, port w Bydgoszczy potrzebuje nie magicznej wiedzy, ale pieniędzy na rozwój — tłumaczy Artur Burak z PPL.

Decyzja o wyborze inwestora ma zapaść do końca sierpnia.

— Na razie nasze lotnisko jest deficytowe i co roku zasilają je główni udziałowcy, czyli miasto Bydgoszcz i województwo kujawsko-pomorskie (6 mln zł). Widać PPL zależy, by zakonserwować stan obecny. Tymczasem brak kapitału, którego PPL ani nie chce wyłożyć, ani wpuścić, przyczyni się do upadku lotniska. Być może na to właśnie liczy PPL, które bardziej zainteresowane jest rozwojem Poznania i Gdańska, gdzie ma większe udziały — sugeruje Marcin Hydzik.

PPL może także nie podobać się plan Bydgoszczy, która dzięki inwestorowi branżowemu chce przejąć zarządzanie lotniskiem w Toruniu, tworząc tzw. duopol.

Na prywatyzację portu sceptycznie zapatruje się także Ministerstwo Transportu. Wyjściem z sytuacji mógłby być np. podział lotnisk na strategiczne i do prywatyzacji.

Udziałowcy bydgoskiego portu nie chcąc łudzić się taką nadzieją i rozpoczęli wyścig z czasem.

— Może zdążymy, zanim rząd oficjalnie zablokuje nam taką możliwość — mówi Marcin Hydzik.

Sześciu chętnych

Zdaniem Tomasza Dziedzica, eksperta z Instytutu Turystyki, jeżeli jest ktoś, kto chce wyłożyć pieniądze i know-how na lotnisko, to nie ma racjonalnych przesłanek, by się na to nie godzić.

Aby zrealizować plan prywatyzacji, port zamierza podwyższyć kapitał o 30-40 mln zł. Sprzedaż będzie dotyczyła do 49 proc. akcji (na więcej nie pozwala prawo lotnicze). Wśród zainteresowanych, z którymi rozmowy są już bardzo zaawansowane, jest sześć firm, m.in. z Wielkiej Brytanii, Indii, Francji i Austrii.

Lotnisko w Bydgoszczy ma ciekawą strukturę właścicielską. 57 proc. posiada miasto Bydgoszcz, 21 proc. PPL, 19 proc. województwo kujawsko-pomorskie, reszta zaś jest rozproszona wśród drobnych inwestorów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Pierwsza prywatyzacja lotniska zagrożona