Pierwsza rozprawa procesu Kurskiego za "aferę billboardową"

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2006-08-30 13:18

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie w środę zaczęła się pierwsza rozprawa w procesie cywilnym, jaki Platforma Obywatelska i Donald Tusk wytoczyli posłowi PiS Jackowi Kurskiemu za jego wypowiedź, że kampania billboardowa kandydata PO na prezydenta była częściowo finansowana z pieniędzy PZU.

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie w środę zaczęła się pierwsza rozprawa w procesie cywilnym, jaki Platforma Obywatelska i Donald Tusk wytoczyli posłowi PiS Jackowi Kurskiemu za jego wypowiedź, że kampania billboardowa kandydata PO na prezydenta była częściowo finansowana z pieniędzy PZU.

Kurski nie stawił się w sądzie z powodu choroby. Jego pełnomocnik wniósł o odroczenie rozprawy oraz o zawieszenie procesu do końca prokuratorskiego śledztwa w tej sprawie.

Platforma żąda, by Kurski przeprosił w mediach PO i Tuska oraz wpłacił 100 tys. zł zadośćuczynienia na Caritas. Kurski uważa, że pozew to "próba medialnej wendety".

Według Kurskiego, w 2005 r. PZU wycofało się z kampanii "Stop wariatom drogowym" i sprzedało przeznaczone dla tej kampanii billboardy za 3 proc. wartości firmie związanej z synem Andrzeja Olechowskiego, od którego miała je odkupić PO.

W czerwcu Kurski zawiadomił prokuraturę o przestępstwie. Jeszcze tego samego dnia doszło do przeszukania w PZU, a prokuratura wszczęła śledztwo. Według mediów, utknęło ono w martwym punkcie. Śledztwo jest prowadzone w sposób "rzetelny, staranny i bez zbędnej zwłoki" - zapewniał ostatnio prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Dodał, że można mówić o nieprawidłowościach przy wyprowadzeniu pieniędzy z PZU, ale za wcześnie by mówić, czy doszło do przestępstwa.

Aby nie przegrać procesu cywilnego, pozwany musi albo udowodnić, że jego twierdzenia są prawdziwe, albo choć udowodnić, że działał w interesie publicznym.