Pierwszy tydzień na minusie

A-Z Finanse
opublikowano: 07-01-2011, 19:17

Piątkowa sesja jako pierwsza w tym tygodniu rozpoczęła się zwiększonymi obrotami. Było to o tyle zaskakujące, że po wolnym czwartku większość oczekiwała spokojnego handlu i braku aktywności, a tymczasem już z rana po pierwszych tikach popyt na WIG20 walczył o powrót do poziomu 2700 pkt. Udało się to na krótko, ponieważ końcówka rozegrała się identycznie jak w  poprzednich dwóch dniach, czyli dominacją podaży.

Spadki, zwłaszcza w drugiej części dnia można było uzasadnić danymi makro z USA. Po środowym raporcie ADP, który pokazał w sektorze prywatnym prawie 300 tysięcy nowych miejsc pracy, rynek po cichu liczył, że dzisiejsze oficjalne dane z Departamentu Pracy znacznie przekroczą oficjalne prognozy 125 tysięcy zatrudnionych. Tymczasem w sektorze pozarolniczym przybyło jedynie 103 tysiące pracowników. Słaby wynik w porównaniu do prognoz wynikał ze znacznie mniejszego udziału sektora prywatnego, który stworzył 113 tysięcy nowych miejsc pracy, a nie aż 180 tysięcy jak prognozowano. Na pocieszenie  popyt dostał informacje, że w całym 2010 roku stworzono łącznie ponad 1,1 mln miejsc pracy, a stopa bezrobocia w USA spadła z 9,7 proc. do 9,4 proc., czyli jest najniżej od maja 2009. Wszystko super tylko spadek nie wynikał z większej liczby osób pracujących, a ze zmniejszania się zasobów siły roboczej, co już tak optymistycznie nie jest. Prawdziwe bezrobocie wliczające pracujących z przymusu na pół etatu oraz tych którzy zrezygnowali z szukania pracy sięga 16,7 proc. Ponadto znów padł rekord średniej długości pozostawania bez pracy, który sięga ponad 34 tygodnie.

Jak najlepiej próbował przestawiać cała sytuacje ekonomiczną Ben Bernanke zeznający dziś przed komisją Senatu USA. Twierdził, że widać już pozytywne efekty OE2, że trwa umiarkowanie silne ożywienie gospodarcze, ale ponieważ rynek pracy wróci do normy dopiero za 4-5 lat może on zagrozić ciągle niepewnemu wzrostowi. Nikt co prawda nie wie jak wygląda teraz „normalny rynek pracy”, ale wydaje się, że cechuje się on 6-7 proc. bezrobociem. Jeżeli tak, to skoro do takiej normalności będziemy wracali przez pół dekady to przy jakiejkolwiek recesji w tym czasie bezrobocie powróci do dwucyfrowych wartości, a to będzie oznaczało giełdowe spadki.

Pierwszy tydzień, choć w znacznym stopniu niepełny, przez poniedziałkowy brak handlu w Londynie i czwartkowe święto w kraju kończy się spadkiem WIG20 o 2,2 proc. Nie jest to żadna tragedia, bo końcówka roku cechowała się wypychaniem indeksu w górę przy mikro-obrotach, a takie zachowanie często trzeba odchorować. Pomijając tamten nienaturalny okres wróciliśmy do trendu bocznego sprzed okresu świątecznego i każde zejście w okolice 2630 pkt. należy traktować jak okazję na tańsze akcje. Problemy pojawią się 2-3 proc. poniżej tego poziomu.

W ramach ciekawostki można wspomnieć, że najlepszym parkietem w Europie w tym tygodniu była giełda estońska, czyli kraju który od początku roku jest oficjalnie w strefie euro. Tamtejszy giełdowy indeks TALSE pierwszym tygodniu zyskał blisko 10 proc., widać więc że przyjęcie euro pomaga (przynajmniej inwestorom giełdowym).

Paweł Cymcyk
Analityk
Makler Papierów Wartościowych
A-Z Finanse

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: A-Z Finanse

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane