PiLab wpuścił nowojorski fundusz

Spółka, która pracuje nad informatyczną bombą, do grona inwestorów z Polski i USA dodała New Europe Ventures

PiLab to bardzo nietypowy jak na Polskę start-up: jego najstarszy pracownik ma ponad 60 lat, a w akcjonariacie są dwie legendy z Doliny Krzemowej: twórca firmy informatycznej Teta i nowojorski fundusz New Europe Ventures (akcjonariusz i pierwszy inwestor Medicalgorithmics).

PAŃSKIE OKO…:
Zobacz więcej

PAŃSKIE OKO…:

Od lewej: Gabe Gotthard, Andrzej Frys, Krystian Piećko, Paweł Wieczyński i Sergiusz Borysławski to inwestorzy PiLabu, którzy pracują w spółce — podobnie jak reszta załogi — także w niedziele. Wierzą, że wkrótce będzie wielki sukces. [FOT. ARC]

Założony w 2011 r. we Wrocławiu PiLab już w drugim roku działalności był dochodowy, w latach 2013-14 r. przyniósł straty, a mimo to nie ma kłopotu ze zdobyciem kapitału. W skierowanych do wybranych inwestorów emisjach spółka zdobyła 7 mln zł.

— Nie liczymy na inwestorów z zewnątrz, bo wciąż nie przynosimy zysków i jeszcze przez parę lat nie będziemy rentowni. Mamy inny model: nie chcemy szybko zarabiać, bo liczymy, że nasz produkt zrewolucjonizuje business intelligence i stanie się dla Polski tym, czym Skype był dla Estonii — dzięki niemu świat uwierzył w estońskich informatyków, którzy dziś rocznie zarabiają 100 tys. USD. Dla porównania — amerykańscy 130 tys. USD, a polscy 30 tys. USD — mówi Paweł Wieczyński.

Technologia PiLabu umożliwia zarządzanie dowolnymi zestawami informacji i plikami za pomocą kliknięć bez potrzeby angażowania programistów.

Chaos za archiwizację

PiLab mógłby zarabiać już od 2012 r., gdyby nie zmiana strategii. Początkowo chciał sprzedawać systemy archiwizacji, które dają łatwy dostęp do danych. Opracowany przez Krystiana Piećkę system wdrożyło Muzeum Architektury we Wrocławiu. Dzięki jego łatwości w obsłudze w rok powstało na podstawie danych muzeum 100 prac naukowych. Jednak gdy technologię PiLabu zobaczyli amerykańscy technolodzy, poradzili, by zmienić zastosowanie systemu z archiwizacji na zarządzanie chaosem.

W ubiegłym roku nastąpiła „faza beta”: PiLab zapytał potencjalnych klientów, jakie mają nierozwiązywalne problemy w obszarze analitycznym, i bezpłatnie wdrożył swoje rozwiązania. Na razie ujawnia nazwę tylko jednego klienta: Grupa PCC, ale na liście są banki oraz duże instytucje finansowe i państwowe. Jedna z instytucji publicznych, która zastosowała system PiLabu w jednej tylko dziedzinie, może oszczędzać rocznie kilka milionów złotych.

Pilotaż w Palo Alto

— Udało nam się w kilka miesięcy zamienić trzy projekty beta na komercyjne wdrożenie, a wszystko wskazuje na to, że powiedzie się to także w kolejnych, choć samo wpisanie na listę dostawców może zająć kilka miesięcy, a średni czas sprzedaży to półtora roku. Na początku drugiego kwartału oficjalnie przedstawimy produkt w Polsce — twierdzi Paweł Wieczyński.

To nie oznacza, że firma zacznie zarabiać. — Chcemy rozwijać sprzedaż w Europie, na co potrzebujemy 1 mln USD. Zaczynamy teraz projekt „Stany”. Chcemy w tym roku rozpocząć kilka projektów pilotażowych w USA, bo nie da się przenieść doświadczeń polskich bezpośrednio na najbardziej konkurencyjny rynek informatyczny. Otworzyliśmy biuro w Dolinie Krzemowej w Palo Alto w US-Poland Innovation Hub. W pierwszych dwóch latach będziemy potrzebować 5 mln USD i dopiero potem pojawią się pierwsze przychody z tego ogromnego rynku — mówi prezes PiLabu.

Gwiazdy w spółce

Spółka zatrudniła Boba Thomasa, wiceprezesa marketingu ds. globalnych operacji, który skupi się na pierwszych pilotażowych projektach. Ma ponad 25-letnie doświadczenie w sektorze high-tech, zarządzał liniami produktowymi o wielomiliardowych przychodach w dolarach. Dołączył do zespołu za sporo niższą pensją, ale z perspektywą wynagrodzenia w akcjach.

Osób, które uwierzyły w PiLab, jest dużo więcej. Od dwóch lat firma pracuje z Kirkiem Bradleyem, jednym z pierwszych członków zespołu Oracle’a, gdy spółka była jeszcze start-upem i twórcą wielu patentów w obszarze baz danych. Dziś jest właścicielem kilku procent akcji.

Podobnie jak Gabor Gotthard, którego spółka zaczęła jako start-up, weszła na NYSE i została za 2,4 mld USD przejęta przez HP. Andrzej Frys, założyciel wrocławskiej firmy Teta, którą sprzedał z zyskiem zachodniemu koncernowi, nie dość, że zainwestował w akcje PiLabu, to poprosił o możliwość „trzymiesięcznego stażu”, co brzmi zabawnie, zważywszy, że to pan po sześćdziesiątce. Dziś to kluczowy członek zespołu. Do firmy dołączył także Kamil Góral, były dyrektor marketingu w Comarchu, który chce z PiLabem zbudować swój brand. © Ⓟ

Π To od liczby, której dziesiętne rozwinięcie to nieskończenie wiele liczb, pochodzi nazwa spółki, której system ma nieskończenie wiele zastosowań.

OKIEM INWESTORA

Jesteśmy uzbrojeni w cierpliwość

MARTIN JASIŃSKI

partner zarządzający New Europe Ventures

New Europe Ventures szuka inwestycji w najbardziej innowacyjne polskie spółki, które mają potencjał globalny. Możemy je wspomóc w rozwoju i wejściu na rynki poza Polską. Wierzymy, że PiLab dzięki interesującj technologii i dobremu zespołowi ma potencjał, by stworzyć nową kategorię narzędzi do analizy danych. Rynek na rozwiązania PiLabu jest kolosalny, szybko rośnie i sądzimy, że tempo będzie jeszcze wyższe. Na bazie innego niż typowy modelu biznesowego PiLab ma szansę zbudować poważne i długotrwałe bariery dla konkurencji. Podobnie jak z inwestycją w Medicalgorithmics, jesteśmy uzbrojeni w cierpliwość, gdyż wykreowanie mocnej pozycji na tym rynku zajmie firmie kilka lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu